Sąsiedzi

Katolicy nie przekonali ewangelików, ani ewangelicy nie wygrali z katolikami. Chyba tylko trochę lepiej się zrozumieliśmy.

Na emeryturę przeszedł dotychczasowy zwierzchnik diecezji cieszyńskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego Paweł Anweiler. Na urząd został wybrany na krótko przed utworzeniem katolickiej diecezji bielsko-żywieckiej w 1992 roku. Ponad 23 lata trwał spokojny dialog Kościołów, przede wszystkim w sferze kulturalnej i dobroczynnej.

Podobno kiedyś na ekumenicznej rozmowie spotkał się ksiądz dobrodziej z pastorem. Katolicki duchowny miał podsumować burzliwy dialog stwierdzeniem: − I tak, mości pastorze, każdy z nas zostanie przy własnym zdaniu. Wy, ewangelicy, głosicie Dobrą Nowinę po swojemu, a my, katolicy, po... Bożemu!

Uniknęliśmy przez minione dwie dekady z okładem podobnych zapasów. Teologicznie podziały pozostają takie, jak były. Po ludzku zbliżyliśmy się do siebie. Myślę, że przełomem była w tym przypadku wizyta Jana Pawła II w Skoczowie. Papież spotkał się wówczas z ewangelikami, w imieniu których witał go i przemawiał biskup Anweiler. Warto zwrócić uwagę na fakt, że to on właśnie zaprosił papieża, on o spotkanie zabiegał, narażając się przy tym na ostrą i podsycaną medialnie krytykę środowisk luterańskich. Zresztą również później zarzucano biskupowi Pawłowi bratanie się z katolikami.

Biskup Anweiler „bywał”, pozwalał się zapraszać. Imponował bezpośrednim sposobem bycia, mądrym głosem w wielu sprawach, także w oficjalnych wypowiedziach przy okazji spotkań modlitewnych, wydarzeń kulturalnych, zwłaszcza festiwali muzyki chrześcijańskiej, czy ekumenicznych przedsięwzięć w rodzaju wspólnego czytania Słowa Bożego w ramach maratonu biblijnego.

W pamięci utkwił mi moment, gdy tuż przed pierwszym wspólnym czytaniem Biblii jeden z moich kolegów-księży zaczął wyrzucać mi, że nie posługujemy się przekładem ekumenicznym. − Ale ja na co dzień czytam Biblię Tysiąclecia − uciął sprawę krótko biskup Paweł.

Już nie na urzędzie, odpoczywając, pozostanie naszym sąsiadem, człowiekiem mądrego serca, z którego, mimo wszystkich, dzielących nas różnic, będzie można czerpać przykład spełnionego człowieczeństwa.

To były dwie dekady z okładem, podczas których katolicy nie przekonali ewangelików, ani ewangelicy nie wygrali z katolikami. Chyba tylko trochę lepiej się zrozumieliśmy. Oby przyszłość wzajemnych kontaktów rosła na fundamencie szacunku i zrozumienia. Taki program minimum.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..