Nowy numer 40/2020 Archiwum

Dzieci i gwiazdy o. Jana Góry z Hermanic

Cztery lata temu mama Magdy i Agnieszki Kuźnik zachęciła dziewczyny: pojedźcie do Hermanic. O. Jan Góra tam prowadzi rekolekcje. Z pobliskiego Zawodzia miały niedaleko. Pojechały i... już co roku pomagały ojcu Janowi w czasie "Lednickich wakacji".

Kiedy w lipcu tego roku łąkę w Ustoroniu-Hermanicach, obok klasztoru dominikanów opanowali bonifratrzy, zmarły przedwczoraj ojciec Jan Góra OP, inicjator spotkań na Lednicy, rzucił od razu: -  W roku życia konsekrowanego nie może być w tym nic nienormalnego. Dominikanie zbliżyli się do bonifratrów i odwrotnie. I w ten sposób ukazuje się kolejny aspekt Bożej miłości. My, dominikanie, mamy tendencje do bycia teoretycznymi. Bonifratrzy są bardzo praktyczni w tej miłości. Razem idziemy więc ku pełni.

- To były nasze ostatnie wspólne "Lednickie wakacje" - mówią Agnieszka i Magda Kuźnik. - Tegoroczne odbywały się pod hasłem: "Pierwsza pomoc duchowa i medyczna". To był czas taki bardzo intensywny organizacyjnie. Kiedy wieczorem zajęcia się kończyły, ojciec Jan przychodził do nas i powtarzał: "No nareszcie. Teraz możemy porozmawiać. Czekałem na tę chwilę cały dzień". To mówi o nim bardzo wiele. Każdy z nas, każdy z osobna, był dla niego ważny. Lubił Hermanice, bo tu miał czas, żeby z każdym porozmawiać indywidualnie. Pamiętam jak na Lednicy stał pod Rybą nawet do rana, żeby popatrzeć na każdego kto pod nią przechodził. Mówił wtedy, że nas kocha, że na każdego czekał.

Agnieszka po raz pierwszy pojechała na Lednicę sama w 2008 roku. Pamięta doskonale jej hasło: "Nazwałem was przyjaciółmi". A plakat z tamtego spotkania wisi do tej pory w jej pokoju. Następnego roku zabrała przyjaciół, a za parę lat pojechała też jej siostra Magda. - Miesiąc temu zadzwonił do mnie o. Jan z pytaniem: co z plakatem na przyszłoroczną Lednicę - uśmiecha się Agnieszka, która na co dzień pracuje jako grafik i przygotowywała lednickie plakaty na spotkania "W imię Ducha Świętego" i "W w imię Syna". - Co będzie teraz? Chyba będzie Lednica, prawda...?

Tutaj przyjeżdżał bez rozgłosu

- Kiedy 18 lat temu zamieszkaliśmy w Ustroniu, dość szybko skierowaliśmy też nasze kroki do Hermanic, gdzie parafię prowadzą ojcowie dominikanie. Duszpasterstwo dominikańskie było dla nas takim tchnieniem świeżości, nowości w Kościele - mówi Adam Kuźnik, tata Agnieszki i Magdy, ustroński lekarz, specjalista naprotechnologii, który z żoną Iloną angażuje się w prorodzinne inicjatywy na Śląsku Cieszyńskim i diecezji bielsko-żywieckiej. - Wiedzieliśmy, że o. Jan Góra przyjeżdża tu w czasie wakacji odpocząć. Na Lednicy był zawsze w centrum, nie sposób było się z nim spotkać osobiście, nie mówiąc o rozmowie. Tutaj przyjeżdżał bez rozgłosu, niemal niezauważony przez media. Miał czas.

Kuźnikowie byli nieraz zapraszani do głoszenia konferencji dla młodzieży w czasie "Lednickich wakacji" w Hermanicach. Sami chętnie przychodzili tu na wakacyjne Msze święte.

Obraz Matki Słowa Bożego z hermanickiego kościoła dominikanów   Obraz Matki Słowa Bożego z hermanickiego kościoła dominikanów
Urszula Rogólska /Foto Gość
- Był człowiekiem nietuzinkowym - to oczywistość. Dla nas dowodem na to - zachowanie naszego najmłodszego syna Jakuba, dziś dziesięciolatka. Jako małe dziecko szybko nudził się w kościele. A na Msze, które sprawował o. Jan w Hermanicach chodził bardzo chętnie. Ojciec zawsze zauważał dzieci, sprawiał, że dobrze się czuły przy ołtarzu, przy Jezusie. To dzięki o. Janowi trafiliśmy też raz na Sylwestra na Jamnej. I do dziś mówimy, że był to nasz najlepszy Sylwester w życiu. Był czas na doskonałą zabawę, jak i na modlitwę.- dodaje Adam Kuźnik. - Jak będzie w tym roku...? Pogrzeb ojca Jana będzie miał miejsce dzień przed Sylwestrem...

Cukrzycowa solidarność

Cztery lata temu to mama zachęciła Agnieszkę i Magdę, żeby pojechały do Hermanic i zobaczyły, co tam się dzieje. - Tu się przekonałyśmy, że Lednica to nie tylko doroczne spotkanie młodych, ale stała formacja oparta na nauczaniu św. Jana Pawła II - mówią. Od tamtych wakacji Agnieszka, Magda i grupa ich przyjaciół z Ustronia, stali się prawą ręką ojca Jana w Hermanicach.

- Kiedyś w czasie wakacji zapytałam ojca czemu nas wybrał do pomocy - mówi Agnieszka. - Byłyśmy tu pierwszy raz tak trochę przez przypadek, a od razu nas zauważył. I tak też nam odpowiedział: że sobie nas upatrzył. Miał taki dar, że sobie ludzi upatrywał. Widział więcej niż widać na zewnątrz.

Agnieszka zapamiętała ojca jako bardzo wymagającego człowieka. - Współpraca z nim nie była łatwa - opowiada. - Niektórym było bardzo trudno znieść jego charakter. Ale to było na zewnątrz. Tak naprawdę bardzo nas wszystkich kochał i z każdym chciał stworzyć bliską relację. Każdy człowiek go interesował - opowiada. - Nikogo nie odrzucał, a lgnęli do niego zwłaszcza ci, którzy szukali ojca, kogoś, kto ich dostrzeże, kto nie będzie wytykał ich słabości. Zwracał się do nas najczęściej: "dziecko", albo "gwiazdo".

- Każdego traktował bardzo indywidualnie, z każdym wiązało go jakieś osobiste powiedzonko. Ze mną łączyła go - jak mówił: "cukrzycowa solidarność" - śmieje się Magda. - Bardzo mnie wspierał, budował, kiedy mnie doceniał, wyróżniał, mówił - tak naprawdę po ojcowsku - że jestem piękna.

Śmierć niczego nie kończy

- Kiedy dowiedziałam się, że zmarł, moja pierwsza myśl: „To wreszcie spotka się z Jezusem i… Janem Pawłem II” - mówi Agnieszka. - Tej śmierci towarzyszy tyle znaków, które są ważne chyba przede wszystkim dla nas: zmarł w czasie Mszy św., u schyłku Adwentu w roku 800-lecia dominikanów, Jubileuszowym Roku Miłosierdzia, które tak popularyzował św. Jan Paweł II. Ojciec zawsze nam powtarzał, że dla niego najważniejszy jest Chrystus między nami. Nic innego. Ta śmierć - choć po ludzku patrząc nas smuci - niczego nie kończy!

Krzyż w hermanickim kościele NMP Królowej Polski   Krzyż w hermanickim kościele NMP Królowej Polski
Urszula Rogólska /Foto Gość
- Bardzo się cieszę, że było mi dane poznać ojca Jana osobiście, nie tylko z telewizji. I ważne jest dla mnie, że o jego śmierci nie dowiedziałam się z mediów, ale od przyjaciół, którzy zadzwonili kiedy jechałam pociągiem do domu - dodaje Magda, studentka psychologii.

Adam i Ilona Kuźnikowie przyznają, że śmierć ojca Jana po ludzku była zaskoczeniem, ale mówią o niej z chrześcijańska pogodą ducha: - Ufamy, że w Adwencie na spotkanie z Jezusem odchodzą ludzie, którzy byli Mu na ziemi szczególnie oddani. a ojciec Jan taki był. Wierzymy, że jest już tam, gdzie nas prowadził całe życie.

Ustrońscy przyjaciele ojca Jana wybierają się także na uroczystości pogrzebowe, które odbędą się 30 grudnia na Lednicy.

Jego Hermanice

To właśnie w hermanickiej parafii narodził się niemal  30 lat temu pomysł spotkań rekolekcyjnych, zainicjowanych przez o. Jana Górę. Tutaj także powstał hymn Światowych Dni Młodziezy w Cżęstochowie, w 1991 r: "Abba Ojcze".

Także w tutejszym kościele znajduje się obraz Matki Słowa Bożego, który z pokładu helikoptera pobłogosławił Jan Paweł II, gdy 22 maja 1995 roku przelatywał z Ołomuńca do Skoczowa. Wtedy również papież podarował młodym różańce, rozrzucając je z okna helikoptera.

Parafianie, którym przewodzi o. Jacek Skupień OP, doskonale pamiętają ojca Jana. Modlą się razem z innymi za jego duszę.

Relację i zdjęcia z ostatnich "Lednickich wakacji" z o. Górą można znaleźć TUTAJ.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama