Nowy numer 47/2020 Archiwum

To przez tę małą

Nasz misjonarz. przyznaje, że Właściwie „to chyba przez nie obie” w 17. roku kapłaństwa, 42. roku życia rozpoczyna pracę misyjną w San Bernardo w Chile.

Z„małą” zaprzyjaźnił się, kiedy przeczytał jej „Dzieje duszy”. – Znajoma siostra miała wielkie nabożeństwo do św. Teresy z Lisieux – mówi ks. Robert Szczotka, rodem ze Zwardonia. – Powiedziała, że kiedy prosi się o coś za jej wstawiennictwem, to ona odpowiada kwiatkiem róży. Raz, gdy modliłem się w konkretnej intencji, weszła siostra zakonna z wielkim bukietem róż. Nie wiedziałem, co się dzieje. Myślę, że Mała Tereska jako patronka misji miała swój udział w mej drodze życia. Liturgiczne wspomnienie św. Teresy z Lisieux Kościół obchodzi 1 października. Właśnie w październiku dla ks. Roberta Szczotki rozpoczęła się droga powołania w powołaniu. A 15 października, we wspomnienie tej „wielkiej” – św. Teresy z Avila – misjonarz wyleciał do Chile.

Dołączę i pomogę

Spotykamy się tuż przed odlotem. Decyzję podjął przed rokiem. Od 2013 roku był wikarym w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kętach. – Myślę, że to ziarno powołania misyjnego zostało rzucone, kiedy przyjechał do nas biskup Juan Ignacio González Errázuriz z San Bernardo w Chile, gdzie od pięciu lat pracuje kęcki rodak, ks. Sławomir Zadora – mówi ks. Jerzy Musiałek, proboszcz parafii NSPJ w Kętach. – Ksiądz biskup był tutaj tydzień. Mieszkał na plebanii, spotykał się z księżmi. Również tutaj doszło do rozmowy z naszym bp. Romanem Pindlem. Biskup Juan prosił o kapłanów dla swojej diecezji. Biskup Roman odpowiedział, że jeśli znajdzie się chętny, on nie będzie miał nic przeciwko. Wiosną tego roku ks. Robert powiedział mi, że chyba jeden się już znalazł… – Jeszcze w krakowskim seminarium ks. rektor Edward Staniek mówił nam, że on przygotowuje kapłanów dla Kościoła powszechnego, nie tylko lokalnego. Potem na obrazku prymicyjnym umieściłem słowa z proroka Izajasza: „Oto ja, poślij mnie” – opowiada ks. Szczotka. – Nie ja wymyślam sobie, jakim mam być księdzem, ale słucham, co Pan Bóg mi proponuje. Obecność biskupa Juana była dla mnie takim momentem konkretnym. Kiedy opowiadał o sytuacji swojego Kościoła, o braku księży, pomyślałem: to może dołączę i pomogę. Poruszyły mnie jego prostota i spontaniczność, połączone z głęboką wiarą; jego rozmodlenie i postawa wielkiego zaufania wobec Pana Boga. Nie namawiał, nie przekonywał, nie zmuszał. Był zachwycony liczbą wiernych w polskich kościołach, widział po kilku księży na jednej parafii. U niego tego nie ma. Rozmawiałem z nim przez tłumacza. Użył takiego zwrotu, że jemu brakuje księży, którzy rozlewaliby łaski Boże na ludzi, na ziemię chilijską. Te słowa – rozlewać dary Boże jako ksiądz – mocno mnie poruszyły. Stwierdziłem, że jeszcze mam na tyle sił i zdrowia, by przekazywać Boże dary w innym miejscu niż Kościół bielsko-żywiecki.

Bóg się zatroszczy

– Skoro powołanie to jest dar od Pana Boga, to ufam, że Bóg zatroszczy się o ten dar oraz o tego, który ten dar nosi – mówi ks. Robert. – Pytałem biskupa Juana o pobyt w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, o kurs językowy. Odpowiedział, że nie jest to konieczne, i żebym przyjechał jak najprędzej. Zacząłem się uczyć hiszpańskiego, a naukę będę kontynuował na miejscu. Ks. Szczotka nie dopytywał o warunki życia misjonarzy w San Bernardo. – Słyszałem, że część diecezji to parafie podmiejskich blokowisk, gdzie są przestępczość i narkomania, inna część jest bardziej wiejska. Ostatnio ktoś chciał mnie postraszyć występującymi tam trzęsieniami ziemi – uśmiecha się ks. Robert. Zabiera ze sobą swoje kapłaństwo i wszystko, co w nim odkrył, będąc w różnych wspólnotach parafialnych. – Najbliższe są mi spotkania biblijne. W tej dziedzinie chciałbym służyć. Na pewno duży wpływa na mnie miała Odnowa w Duchu Świętym w parafii w Zebrzydowicach.

Łódź, wiosła, żagle

Ksiądz Robert pracował do tej pory w ośmiu parafiach. – Żeby sobie samemu wytłumaczyć powołanie misyjne, przedstawiłem sobie to w taki sposób: parafia w Zebrzydowicach przygotowała mi łódkę; parafia w Kętach przygotowała mi wiosła i postawiła żagiel; a Duch Święty może tylko powiać i poprowadzić łódkę mojego życia aż do Chile. Bagaż misjonarza nie jest pokaźny. – Dużo nie trzeba. Zabieram strój liturgiczny, którego tam brakuje, sutannę, alby, komżę, trochę paramentów liturgicznych, zwłaszcza dla posługi chorym. Jedyną książką, jaką biorę, jest Pismo Święte – Biblia Jerozolimska po hiszpańsku. A gdyby ks. Robert mógł z tej Biblii zabrać tylko jedną stronę, zabrałby tę ze słowami: „Porque tanto amó Dios al mundo, que dio a su Hijo unigénito, para que todo el que cree en él no se pierda, sino que tenga vida eterna” („Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”). – To słowo zawsze mi towarzyszyło w kapłaństwie. Jadę z ufnością.

Rodzeństwo kibicuje

W Zwardoniu zostają rodzice księdza i czwórka rodzeństwa. Jeszcze na kilka dni przed wylotem zdążył pobłogosławić małżeństwo brata. – Dla rodziców moja decyzja jest trudna. Dzięki nim mam wszystko. Dzięki ich modlitwie zostałem księdzem i towarzyszą mi nią stale. W duchu wiary przyjęli też moją decyzję wyjazdu. Ufam, że ich wiara pomoże im w dalszych latach życia, a dla mnie będzie umocnieniem w pracy misyjnej. Rodzeństwo kibicuje. – O swojej decyzji Robert poinformował każdego z nas osobno – mówią jego siostry i brat. – Jasne, że wolelibyśmy, żeby był bliżej, ale jesteśmy z niego bardzo dumni. Zawsze będzie miał nasze wsparcie. Ma wielki dar słuchania ludzi i przyjmowania każdego z uśmiechem. Na drogę daliśmy mu pióro. Żeby mógł je mieć zawsze przy sobie. O swojej modlitwie zapewniali też ks. Roberta parafianie z Kęt, którzy przyszli na Mszę św. koncelebrowaną pod jego przewodnictwem w przeddzień wyjazdu. – To, czego dzisiaj potrzebuję, to modlitwa – zwracał się do wiernych ks. Robert. – Tym jest jedność Kościoła i taka wymiana dóbr duchowych jest możliwa…

Trzeba iść za Jego głosem

ks. Jerzy Musiałek, proboszcz parafii NSPJ w Kętach – Ks. Robert jest rozmiłowany w Biblii i medytacji biblijnej. Jego homilie są bardzo bliskie rzeczywistości każdego człowieka. Zainicjował w naszej parafii kręgi biblijne. Kościół to jedno ciało. Jeśli tam, w Chile, Kościół cierpi z powodu braku kapłanów, to my wszyscy ponosimy szkodę. W Polsce wciąż jeszcze mamy księży. W wielu parafiach jest nas nawet po kilku. Jeśli któryś z nas czuje się wezwany przez Pana Boga, to trzeba iść za Jego głosem. S. Weronika Śluz, zmartwychwstanka, zakrystianka w parafii NSPJ w Kętach – Z ks. Robertem spotykaliśmy się często na modlitwie przed Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Cieszę się, że usłyszał wezwanie do wyjazdu na misje i że dzięki niemu ludzie tam będą mogli poczuć, że są częścią Kościoła powszechnego. Idzie do nich z Panem Jezusem, ze słowem Bożym, które tak bardzo kocha. A to Słowo daje prawdziwe życie, więc jak się nie cieszyć!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama