Nowy numer 37/2021 Archiwum

„On foot”, czyli pieszo

Wiek nie jest żadną barierą dla nauki języka obcego. – Owszem, pewne zdolności mamy zapisane w genach, ale pracowitością jesteśmy w stanie nadrobić wiele! – mówi Barbara Herain, która w bielskiej fundacji „Luce” uczy angielskiego dzieci, młodzież i osoby w wieku 50+.

Każdy, kto chciałby w swoim życiu nauczyć się czegoś pożytecznego, w Fundacji „Luce”, której inicjatorem jest ks. Mateusz Dudkiewicz, znajdzie swoje miejsce. Wiele przedsięwzięć sportowych, rekreacyjnych, ewangelizacyjnych, a do tego – szkoła języków obcych „Z duszą na języki” – czekają w „Luce Arena” w Bielsku-Białej przy ul. Legioniów 26/28 (kompleks „Nowe Miasto”). Na zajęcia z języka angielskiego, w projekcie finansowanym przez Fundusz Inicjatyw Obywatelskich, przychodzą dzieci, nastolatki i uczniowie w wieku 50+. – Moja dewiza to: tak uczyć, żeby nauczyć – mówi lektorka angielskiego Barbara Herain. – Nie pędzimy z programem. Nasz kurs ma sens tylko wtedy, kiedy wynosimy z niego praktyczne umiejętności. Zależy mi, żeby każda osoba polubiła naukę języka obcego i chciała go używać. Bezpłatny kurs jest prowadzony nowatorską metodą i wykorzystuje do nauki teksty biblijne. – Kurs prowadzimy od zera, więc żeby przejść do tekstów biblijnych, musimy poznać podstawowe czasy – mówi lektorka.

– Takim wstępem do tego etapu jest też nauka podstawowych modlitw. Dziś każdy z kursantów potrafi przeżegnać się i zmówić „Ojcze nasz” po angielsku – tą modlitwą zaczynamy i kończymy każde zajęcia. Najliczniejsze na kursie są grupy 50+. – Moim pragnieniem całe życie było nauczyć się jakiegokolwiek języka, a zwłaszcza angielskiego – mówi Izabela Fołta. – Z wielkim strachem przyszłam na pierwsze zajęcia. Tymczasem – było fantastycznie! Pani Basia buduje wspaniałą atmosferę, a jednocześnie nikomu nie odpuszcza. – Moja koleżanka, z którą dojeżdżam samochodem do pracy w Bielsku z Tychów, zapisała się na ten kurs. A ja – żeby nie wracać do domu pieszo, czyli „on foot”, też się musiałam zapisać – śmieje się Antonina Barbara Wrzeszcz. Jej „kierowca”, Anna Kostka-Iwan, mówi: – Często dostaję służbowe mejle w języku angielskim i włoskim. Z włoskim sobie radzę. Postanowiłam więc nauczyć się i angielskiego, żeby nie musieć wołać tłumacza co pięć minut. Inny powód do nauki mieli Teresa i Andrzej Tęczowie: – Córka wyprowadziła się do Belgii i znalazła tam chłopaka. Przyjeżdża z nim, a my go nie rozumiemy, choć bardzo chcemy się dogadać, więc… jesteśmy tutaj! Cieszę się, że już umiem mu zaproponować coś do picia, do jedzenia – mówi pani Teresa. – A ja tu przychodzę, żeby mózg mi nie „zjełczał” – śmieje się Rozalia Krutak. – Kiedyś uczyłam się niemieckiego, angielskiego nigdy. Tu mam wreszcie taką okazję. – Na angielski zapisał mnie syn, który tu przychodzi jeździć na rolkach – mówi Maria Król-Dąbrowska. – Początkowo byłam przerażona tym, czy sobie poradzę. Ale teraz nabrałam takiej chęci do nauki! Lekcje są cudowne. Już umiem cokolwiek powiedzieć! Wszelkie szczegóły na temat kursów w „Luce Arena” na: www.luce.org.pl. A więcej opinii młodszych i starszych kursantów na: bielsko.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama