Nowy numer 23/2021 Archiwum

Z Maryją przy drodze

Majówki przy krzyżach i kapliczkach. – Im bliżej 19.30, tym więcej ludzi tu, pod górkę, ciągnie – samochodami, pieszo, na rowerach, na motocyklach. Słońce czy zimno, deszcz czy ładnA pogoda – zawsze nas tu dużo – mówią kozianie przy kapliczce „Pod Panienką”. A takich miejsc w naszej diecezji jest znacznie więcej!

Trafić pod krzyż z dedykacją: „Zbawicielowi świata na przełomie tysiącleci – Wielkanoc 2001” w podskoczowskich Harbutowicach wcale nie jest trudno. Wystarczy zapytać któregokolwiek gospodarza krzątającego się przy domu, a ten od razu pokaże to miejsce. I to niezależnie od tego, czy trafimy na parafianina katolickiego, czy ewangelickiego.

Krzyż w Harbutowicach

– Miejsce na swojej posesji udostępnili Ferdynowie. Zabiegała o to zwłaszcza Krystyna Ferdyn, członkini chóru parafialnego – mówią Barbara Kadela, Maria Dziasek i Monika Szturc, które pod nieobecność pani Krystyny dbają o harbutowicki krzyż i jego obejście.

– Tradycja stawiania krzyży przydrożnych jakoś zaczęła zanikać i wtedy Krystyna chciała coś z tym zrobić. Mówiła też, że krzyż ludzi łączy, jednoczy, a my tu przynależymy do różnych Kościołów. Złożyliśmy ofiary na ten cel, a miejscowa firma kamieniarska Kajzarów wykonała krzyż. Krzyż to jedno z trzech miejsc – obok Kiczyc i Dolnego Boru – w których w majowe wieczory duszpasterze parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie raz w tygodniu przewodniczą nabożeństwom ku czci Matki Bożej. Tutaj ma ono miejsce we wtorki o 19.00. – Z księdzem modlimy się tu raz w tygodniu, ale są mieszkańcy, którzy przychodzą tu codziennie, żeby pomodlić się indywidualnie. Jak kto ma jakie kłopoty, to tu przychodzi do Pana Boga, żeby być z Nim sam na sam... – dodają opiekunki krzyża.

Na Dolnym Borze

Postawiona w 1830 r. kapliczka św. Jana Nepomucena na Dolnym Borze w Skoczowie stoi tuż przy drodze, ale łatwo ją ominąć, bo zasłaniają ją rosłe tuje. Mieszkańcy spotykają się tu z księdzem parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie w każdy majowy poniedziałek o 19.00. – W poniedziałki przychodzimy tutaj pomodlić się razem, a w ciągu tygodnia wiele osób przychodzi tu indywidualnie – tłumaczy pani Anna. Swego czasu szyła obrusy zdobiące wnętrze kapliczki. – Od pokoleń kapliczką opiekują się państwo Żyłowie, którzy mieszkają po sąsiedzku – wyjaśnia. – Majowe poniedziałki i 10 sierpnia, wspomnienie św. Wawrzyńca, to te dni w roku, kiedy przychodzi najwięcej ludzi – mówi 65-letni Karol Żyła. – W maju ludzie się gromadzą na nabożeństwa ku czci Matki Bożej: śpiewają Litanię Loretańską, pieśni maryjne, a w sierpniu zbiera się tu pielgrzymka, która pieszo idzie na uroczystości odpustowe do Bielowicka. To tradycja, która zaczęła się w 1756 roku, po pożarze Skoczowa. Mieszkańcy miasta szli, prosząc Pana Boga o ochronę przed żywiołem.

Dzwonnica w Siennej

Odnowiona dzwonnica w Siennej, należącej do parafii św. Michała Archanioła w Leśnej koło Żywca, to miejsce, gdzie od lat codziennie spotykają się na nabożeństwach majowych okoliczni mieszkańcy. Tegoroczne nabożeństwa zaczęli już ostatniego kwietnia, kiedy to odnowioną dzwonnicę poświęcił proboszcz parafii ks. Piotr Sadkiewicz. Miejsce to szczyci się historią sięgającą stu lat. W 1915 r. mieszkańcy – chcąc upamiętnić poległych na frontach I wojny światowej – zakupili dzwonek. W 1926 r., wybudowano dla niego drewnianą dzwonnicę. W 1941 r. Józef Jakubiec i Anna Sapeta zdemontowali dzwonek i zakopali go w ziemi, ratując go przed konfiskatą. W 1970 r. zdemontowano dzwonnicę i wybudowano nową, którą tego samego roku rozebrano. Ponownie zbudowano inną dzwonnicę wg pierwotnego wzoru. W latach 70. XX wieku władze zabroniły używania dzwonka. W 1991 r. Michał i Krystyna Sowowie przywrócili zwyczaj dzwonienia: na „Anioł Pański”, kiedy umierał mieszkaniec Siennej, kiedy obok przechodził kondukt pogrzebowy, a także w sytuacji zagrożeń. Po wybudowaniu remizy strażackiej syreny zastąpiły dzwonek. Dwa lata temu zmarł Wiktor Maślanka, ostatni dzwonnik z Siennej. Dziś okazjonalnie dzwonnikiem w Siennej jest Józef Legut, mąż sołtys Ewy Legut. Przywiązani do tradycji mieszkańcy postanowili wyremontować zabytkowy obiekt. Podczas majówkowego nabożeństwa zebrali także ofiarę, dzięki której będzie można opłacać służbę nowego dzwonnika.

Krzyż pana Augustyna

Kilkadziesiąt kapliczek i przydrożnych krzyży obejmuje lista miejsc, przy których każdego dnia w maju modlą się parafianie z bielskiej dzielnicy Hałcnów. Codziennie wieczorem, o 19.30, w innym miejscu księża przewodniczą w nich nabożeństwu majowemu. Jednym z takich miejsc był krzyż stojący na skrzyżowaniu ulic Wyzwolenia i Krzemionki. Wśród uczestników modlitwy byli dzisiejsi jego opiekunowie: Krystyna Nycz – seniorka rodu oraz jej córka Maria Lubińska z mężem Tadeuszem. Były także Anastazja Suchy i Krystyna Zeman – najstarsza i najmłodsza z dziesięciorga dzieci śp. Augustyna Majdaka. To właśnie dzięki śp. panu Augustynowi krzyż stoi w tym miejscu. Postawił go tutaj, dziękując Panu Bogu za ocalenie z obozu w Auschwitz. Jak opowiadają mieszkańcy Hałcnowa, na majówkach przy krzyżach i kapliczkach spotykają się od jakichś 20 lat – zachęcił ich do tego obecny proboszcz ks. prałat Stanisław Morawa. Niedaleko krzyża na ul. Wyzwolenia, na terenie posesji Lubińskich, spotykają się uroczyście dwa razy w roku: na majówce i w święto Podwyższenia Krzyża Świętego we wrześniu.

Pod Panienką w Kozach

Wydaje się, że strumyk pielgrzymów, którzy wspinają się codziennie ulicą z centrum Kóz do kaplicy „Pod Panienką”, nie ma końca! Tak wiele osób przychodzi tu każdego majowego wieczoru na majówki o 19.30. Jak mówią, murowana kaplica pochodzi z 1908 r. Znajduje się w niej replika naturalnej wielkości figury Matki Bożej. Wiekowy oryginał umieszczono w miejscowym kościele Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza. Do kapliczki jest on przynoszony w uroczystej procesji 3 maja. Kaplica powstała dzięki Józefie Naglik, żonie wójta Andrzeja, i miejscowym czcicielkom Matki Bożej, które zabiegały o zebranie funduszy na budowę. Rodzina Naglików zakupiła także obszerny plac przed kaplicą. W 2000 roku koronacji „Panienki” dokonał kardynał Franciszek Macharski – arcybiskup metropolita krakowski. – Nie brakuje tu ludzi w ciągu całego roku, ale najliczniej przychodzą na Msze św. odprawiane tu bardzo uroczyście 3 maja, 15 sierpnia i na rozpoczęcie Różańca w październiku – mówią mocno związane z tym miejscem Wiesława Duda i Kazimiera Sołczykiewicz-Kowalska. – To ulubione przez kozian miejsce. Modlimy się tu sami, każdego dnia, a przewodzi nam opiekunka tego miejsca pani Ania Handzlikowa. To ona rozpoczyna śpiew pieśni i Litanii Loretańskiej. Mamy też dwie pieśni ułożone specjalnie o naszej koziańskiej Panience. Uczestnicy majówek „Pod Panienką” już dziś zapraszają wszystkich czcicieli Matki Bożej na Mszę św., która będzie tu sprawowana 26 maja o 19.00. Przez cały maj staramy się odwiedzać przydrożne kapliczki i krzyże, przy których w majowe wieczory nasi Czytelnicy spotykają się na nabożeństwach ku czci Matki Bożej. Prezentujemy je w internecie na: bielsko.gosc.pl.•

Strażnicy krzyży i kapliczek

Karol Żyła, opiekun kaplicy na Dolnym Borze w Skoczowie – Przede mną kapliczką zajmowali się moi rodzice – tata, też Karol, i mama Maria. Mama zmarła przed rokiem w wieku 92 lat, tata pięć lat temu. O to, żeby tu było ładnie, zabiegamy razem z córką, Renatą Olszowską. Trochę zmartwienia tu mamy od jakiegoś czasu. Kiedy rosły przy kapliczce drzewa, w środku było sucho. Kiedy drzewa zaczęły przeszkadzać, bo gałęzie spadały na druty sieci energetycznej, zdecydowano, żeby je wyciąć. Teraz nie możemy sobie poradzić z dużą wilgocią wewnątrz, jakiej nie daje się zwalczyć mimo wielu zabiegów. Krystyna Zeman i Anastazja Suchy, córki śp. Augustyna Majdaka, który postawił krzyż na rozdrożu w Hałcnowie – Nasz tata pochodził z Międzybrodzia. Kiedy jednak w latach 30. XX wieku budowano tam zaporę i zalew na Sole, wielu mieszkańców przesiedlono do Hałcnowa. Wśród nich byli nasz tata i pani Krystyna Nycz, która przez lata opiekowała się naszym krzyżem, bo mieszka tu blisko. W czasie II wojny tata był w obozie w Auschwitz. Ocalał jako jeden z dwóch mieszkańców Hałcnowa. Drugim był pan Paśko. Dziękując Panu Bogu za ocalenie, kiedy przeszedł front, tata postanowił postawić ten krzyż. To już trzeci, który stoi w tym miejscu. Pierwszy tata wymienił jeszcze przed śmiercią w 1975 roku. Przy domu zaś mamy kapliczkę przywiezioną przez tatę jeszcze z Międzybrodzia. Tam także spotkamy się w maju na modlitwie. Barbara Kadela, Maria Dziasek i Monika Szturc, opiekunki krzyża w Harbutowicach – Nasz krzyż nie jest starym zabytkiem – stanął tu w 2001 roku. A tradycja nabożeństw majowych zaczęła się jakieś dwa, trzy lata po jego poświęceniu. Zachęcił nas do tego nasz ówczesny proboszcz ks. Alojzy Zuber. Dbamy o to miejsce zawsze, ale wiadomo – przed pierwszym nabożeństwem musi być szczególnie ładnie. Uporządkowałyśmy tu teren, wyplewiłyśmy mały plac przed krzyżem, przywiozłyśmy rano kwiaty z targu – żeby było pięknie. Anna Handzlik, opiekunka kaplicy „Pod Panienką” w Kozach – Od ponad stu lat ludzie chodzą tu, do kaplicy naszej Panienki przez cały rok. I od zawsze modlili się tu indywidualnie albo w grupach. Nie pamiętam, kiedy to dokładnie było, ale proboszczem w Kozach był jeszcze ks. prałat Władysław Sieczka (zmarł w styczniu 2000 r.) – i kiedyś poszliśmy do niego z moim dziś już nieżyjącym mężem Edwardem z pytaniem, czy możemy tam oficjalnie odprawiać majówki. Nie bardzo był przychylny. Mówił: „A kto mi będzie wtedy do kościoła chodził?”. Wiedział, że to miejsce jest wielu kozianom bardzo bliskie. Na szczęście wszystko się tak ułożyło, że ludzie i do kościoła, i „Pod Panienkę” przychodzą.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama