Włagiewnickim sanktuarium Bożego Miłosierdzia pojawiają się kilka razy w roku, zawsze wieczorem. Do koszyka na ołtarzu składają kartki, a potem do rana czuwają. – Pierwszy raz przyjechaliśmy w 2005 roku. Ktoś mi bliski obraził Pana Boga. Zabolało mnie to bardzo i chciałam wynagrodzić ten grzech, prosić o nawrócenie dla niego. Zachęciłam innych, głównie członków ADŚ ze Śląska Cieszyńskiego, wynajęliśmy autobus i pojechaliśmy do Łagiewnik. Wracając poczuliśmy pragnienie, by pojechać znowu. Pojechaliśmy za dwa miesiące na kolejne czuwanie. I jeździmy do tej pory. Chętnych nigdy nie zabrakło. Zaczynaliśmy w kaplicy wieczystej adoracji obok bazyliki, ale już dawno nie mieścimy się tam i teraz nasze czuwania odbywają się w dolnej części świątyni, w kaplicy św. Faustyny – wspomina Lidia Wajdzik, wciąż wdzięczna za wyproszoną 10 lat temu łaskę nawrócenia. Najwytrwalsi okazali się pątnicy z Cieszyna, Rudzicy i Bielska-Białej, którym nie przeszkodziły najgorsze pogodowe zawieruchy czy odbyta właśnie chemioterapia.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








