Nowy numer 42/2020 Archiwum

Zawsze w ręku Boga

Delikatna blondynka drobnej postury okazała się prawdziwym gigantem ducha wiary i zaangażowania w dzieło katechizacji. Tak zasłużoną katechetkę zapamiętali jej wychowankowie, w tym liczni kapłani.

Jako osoba konsekrowana związała się ze świeckim Instytutem Przemienienia Pańskiego. Była katechetką przez 50 lat. Uczyła się od ks. Adolfa Kocurka, katechety, który tuż po wojnie zorganizował w Bielsku kurs dla katechetek świeckich. Zaczynała, kiedy bliski związek z Kościołem oznaczał narażenie na szykany. Pracowała w bielskich parafiach: św. Mikołaja, Trójcy Przenajświętszej, Opatrzności Bożej, św. Józefa. Wszędzie zostawiła po sobie dobrych chrześcijan. Każdy jej gest i każde słowo były temu podporządkowane.

– Zawsze podkreślała, że jest narzędziem w ręku Boga. I że jej najważniejszym zadaniem jest rozbudzić iskrę wiary w duszy dziecka, bo Pan Bóg już reszty dokona – mówił ks. dr Marek Studenski, dyrektor Wydziału Katechetycznego, który przewodniczył koncelebrowanej przez kilkunastu księży Mszy św. pogrzebowej śp. Moniki. Troszczyła się o innych nawet wtedy, gdy już nie mogła wychodzić z domu. Zamówiła telefoniczną taryfę z darmowymi godzinami i regularnie dzwoniła do osób potrzebujących rozmowy. – Pan był jej Pasterzem. Była zafascynowana możliwością spotkania z Bogiem i uczyła innych tego zachwytu – mówił ks. Kazimierz Skwierawski, jeden z byłych uczniów Moniki Honkisz. – Stąd też jej wielka miłość Eucharystii, której do końca pragnęła jak najczęściej, bardzo wdzięczna za przynoszony jej Najświętszy Sakrament. – Zawsze była aktywna. Należała do Sodalicji Mariańskiej, a kiedy zaczęła pracować jako katechetka, jej żywiołem stały się dzieci. Kochały ją. Na Złotych Łanach odprowadzały ją aż do autobusu – wspomina Stanisław Honkisz, brat śp. Moniki. – Tak było – potwierdza ks. prał. Walusiak. – Przyszedłem na Złote Łany w 1980 r. Nie było jeszcze parafii ani kościoła, ale pani Monika już była. Uczyliśmy religii w domach. Ona wspaniale potrafiła docierać do każdego dziecka. Jej lekcje były tak ciekawe, że mamy, które przyprowadzały dzieci na katechezę, też zostawały, żeby posłuchać... Z pracy na Złotych Łanach sama wspominała ostatnią wizytację kard. Wojtyły, kiedy z dziewczętami w strojach cygańskich wróżyła, że będzie tu kościół. Kardynał ze śmiechem mówił, że pierwszy raz widzi jasnowłose Cyganki, a poważniejąc, dodał, że choć wróżbom nie wierzy, ta okaże się prawdą... Urodziła się 3 maja w Hałcnowie, co jakoś tłumaczy jej silną więź z Maryją. I to, że swój papieski medal „Pro Ecclesia et Pontifice” ofiarowała jako wotum do Jej hałcnowskiego sanktuarium...

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama