Nowy numer 33/2020 Archiwum

Mamo, tato, idę do klasztoru

– Mamy ósemkę dzieci, a tu nagle rewolucja! Rodzina się nam powiększa o kilkadziesiąt osób! – mówią Małgorzata i Roman Bieliccy. A Lidia Klaczak dopowiada: – Urodziłam dwie córki. A kiedy przyjeżdżam na Portową, to dwadzieścia mówi mi: „Kochana mamusiu!”. Tak to Pan Bóg układa...

Podejrzewałam, jak to się skończy... – uśmiechają się oczy 86-letniej Lidii Klaczak, kiedy patrzy na rozpromienioną twarz na zdjęciach przy łóżku. – Kościół Krzyża Świętego w Gliwicach, gdzie mieszkaliśmy, nie był wtedy naszym parafialnym, ale Ewa upodobała sobie to miejsce. Kiedy chciała biec na spotkania dzieci, a potem oazy, które prowadzili ojcowie redemptoryści, a wśród nich o. Jan Mikrut, zawsze pytała: „Mamusiu, pozwolisz?”. Jakże miałabym nie pozwolić? Ona zawsze taka radosna z tych spotkań wracała.

Jak Maria i Marta

W domu Lidii i Zdzisława Klaczków było jak w Ewangelii. Bo ich córki to jak Marta i Maria. Starsza Ania – energiczna gospodyni od dziecka. Migiem uczyła się od mamy gotować, piec. I Ewa – spokojna, uśmiechnięta, nie dawała się ponosić emocjom.

– Nie była, jak się to mówi, rozrywkowa, ale za to bardzo angażowała się we wszystko, co działo się w parafii, miała tam mnóstwo kolegów i koleżanek. Lubiła się uczyć, czytać. W sąsiednim Zabrzu proboszczem był mój wujek, ks. Emil Kałuski. Miał pokaźną bibliotekę, więc podsyłał Ewie różne książki, także historyczne. Po maturze chciała iść na historię, ale tato jej odradzał: „Będziesz się takiej zakłamanej historii uczyła?”. To były lata 80. Sam był ścisłowcem. Mówił Ewie: „Masz politechnikę po sąsiedzku, tam sobie coś wybierz”. – Od jakiegoś czasu czułam, że Pan Jezus mnie wzywa. Sióstr redemptorystek nie było jeszcze wtedy w Polsce, ale o. Mikrut prowadził nas już na drodze powołania. Dom sióstr był we Włoszech, w Scala. Tyle że wyjazd za granicę w 1985 roku to był poważny problem – mówi dziś już siostra Ewa Klaczak.

Poszła więc najpierw na studia – za radą taty skończyła wydział elektryczny. Przez kilka semestrów studiowała też teologię. – Kiedy obroniłam się na politechnice, miałam do odpracowania trzyletnie stypendium, więc zgłosiłam się do mojego zakładu pracy – wspomina s. Ewa.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama