Bo zawsze śpiewam sobie, kiedy rzeźbię. Jeśli powstaje stajenka, to muszą być kolędy – tłumaczy Paweł Jałowiczor. Kiedy odwiedzałam pracownię pod koniec lata, właśnie gotowa była kolejna szopka: dla starego drewnianego kościoła w Bralinie pod Kępnem, niedaleko Wrocławia, którym opiekują się franciszkanie. Artysta szykował figury do podróży. Jasne, z czystego lipowego drewna, bez kolorystycznych dodatków, ustawiał po prostu na trawniku – a one ujmowały wyrazistością, kompozycją, ekspresją autentycznej radości. I nagle było jak wtedy, kiedy już mamy koniec adwentowego czekania i przychodzi do ludzi Bóg…
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








