Nowy numer 47/2020 Archiwum

Wyświęcam was na mamę i tatę

– ... tak nam powiedział ks. Władysław Zązel na naszym ślubie czternaście lat temu. Kiedy codziennie wstajemy o szóstej, żeby ogarnąć jakoś życie, o siódmej odwieźć starsze dzieci do jednej szkoły i do drugiej, to od razu myślę o tym zdaniu – mówił Łukasz.

Po raz pierwszy się zdarzyło, że w sali parafialnego kina „Beskid” brakuje miejsc – mówił ks. prałat Stanisław Czernik, proboszcz parafii św. Macieja w Andrychowie, witając wszystkich, którzy tłumnie przybyli na spotkanie z Edytą i Łukaszem Golcami z Golec uOrkiestry. Małżeństwo zaprosiły rodziny Domowego Kościoła wraz ze swoim opiekunem ks. Pawłem Nowakiem. Spotkanie prowadzili Anita i Krzysztof Tyrybonowie, diecezjalna para oazy rodzin. – Jesteśmy nudni. Czasem dzwoni do nas, do Łodygowic, jakiś dziennikarz, podpytuje, czy może znalazłby się jakiś ciekawy wątek, a tu nic. Nuda. Mamy 14 lat małżeństwa, trójkę cudownych dzieci: Bartusia, Antosię i Piotrusia. Z pasją robimy to, co kochamy – i tyle – mówił Łukasz Golec.

– Kiedy mówię, że mam męża, któremu ślubowałam przed Panem Bogiem i nie mam zamiaru go nigdy opuścić, o trójce dzieci, to gdzieś w „wielkim świecie” słyszę: „Aaa... Bo wy tam w górach tak macie...” – śmiała się Edyta. – Bez Boga ani do proga” – tak to czujemy – dopowiadał Łukasz. – Władza, sława, pieniądze, to potrafi wciągnąć. Nam na szczęście było dane poznać w domu rodzinnym, co jest najważniejsze. I nawet nam do głowy nie przyszło, żeby żyć bez sakramentu małżeństwa czy zamieszkać razem przed ślubem. Opowiadali o tym, jak się poznali, o swojej modlitwie: – I Łukasz, i Paweł mieli opinię kobieciarzy. Nawet nie próbowałam się nimi interesować. Ale o męża się modliłam – opowiadała Edyta, wspominając czasy szkoły muzycznej. W końcu wpadła w oko Łukaszowi. – Poszliśmy razem na wesele mojego wujka w Radziechowach. Ale potem Łukasz wyjechał na pół roku do Niemiec i słowem się nie odzywał. W końcu napisał... na adres szkoły! Łukasz wspominał pana Wilusia, portiera jednej ze stancji, gdzie mieszkał z bratem w czasie nauki w Bielsku. – „Rzykejcie chłopcy, rzykejcie codziennie” – to znaczy „módlcie się” – przypominał nam – mówił Łukasz. – Nasz tata zmarł, kiedy byliśmy w siódmej klasie. Od takich ludzi jak pan Wiluś dużo się uczyliśmy...

– Często padam wieczorem i moją modlitwą są słowa: Panie Boże, wybacz, nie mam dziś już siły – mówiła Edyta. – Ale nie widziałam, żeby choć jednego dnia mój mąż odpuścił Różaniec. – Do Różańca mnie przekonał św. Jan Paweł II. Mogliśmy się z nim spotkać. Stąd chyba tak mam – dodał jej mąż. Dzielili się też tym, jak radzą sobie z wychowywaniem dzieci. Podkreślali pomoc dziadków. Mówili, jak ważne w małżeństwie są wyrozumiałość i rezygnacja z własnego ego. Było i o problemie wielu żon: skarpetkach zostawianych w sypialni. Edyta przez parę lat milcząco je sprzątała. W końcu nie wytrzymała i wrzuciła je... do trąbki Łukasza. – Mąż zauważył problem przed koncertem – mówiła. I oboje skwitowali sprawę śmiechem. Nie zabrakło opowieści o pasjach – najnowszej płycie z kolędami nagranymi na Jasnej Górze i działalności fundacji, dzięki której mogą się kształcić uzdolnione muzycznie dzieci z Żywiecczyzny.

Więcej o spotkaniu z E. i Ł. Golcami na: bielsko.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama