Nowy numer 44/2020 Archiwum

Dzień bez Różańca: stracony

– Dziękuję Ci, Matko – słychać było w kaplicy. – Jestem szczęśliwa, jestem wdzięczna… Tłum osób w różnym wieku, ludzie rozmaitych zawodów: wszyscy zawierzali swoje sprawy Matce Bożej z Pompejów.

Gdyby nie ten Różaniec, to nie wiem, co byłoby ze mną – mówi cicho pani Anna z Katowic, już za drzwiami kaplicy. Wraz z grupą kilkudziesięciu osób z różnych stron Polski przez cztery dni modliła się przed przywiezionym z Kaplicówki obrazem Królowej Różańca Świętego. Na skoczowskiej Kaplicówce, w kaplicy św. Jana Sarkandra, nabożeństwa pompejańskie odbywają się już siódmy rok. Tu także odprawia się rozwijane przez bł. Bartola Longo w Pompejach różańcowe nabożeństwa 20 sobót i Święte Noce Modlitwy. Uczestniczą w nich czciciele MB Różańcowej z całej Polski. W październiku przyjechali z 9 diecezji, nieraz odległych od Skoczowa.

– Św. Jan Sarkander, patron dobrej spowiedzi, zachęca tu także do oczyszczenia serc – mówiły podczas ostatniej Nocy Modlitwy osoby, które przystąpiły do sakramentu pojednania. – Od pięciu lat mamy pompejańskie dni skupienia, więc pojawił się pomysł, by spotkać się na rekolekcjach. To była pierwsza taka inicjatywa, zawierzyliśmy ją Maryi, a zainteresowanie zaskoczyło nas samych – mówi Lidia Wajdzik, czuwająca nad organizacją rekolekcji. Uczestnicy przyjechali z różnych stron Polski, a nawet z zagranicy. Chętnych było więcej niż miejsc w domu rekolekcyjnym w Brennej. – Mieliśmy tu czterech lekarzy, byli naukowcy i ludzie prości, były osoby młode i 85-letnia pani. Okazuje się, że Różaniec jest modlitwą ponad wszelkimi podziałami! – mówi ks. dr Marek Studenski, który poprowadził te pierwsze rekolekcje na temat: „Maryja Matką wiary”. –

Jesteśmy tu, bo poczuliśmy potrzebę, by podziękować Matce Bożej Pompejańskiej za zdrowie córki. Kiedy ciężko zachorowała na raka i powiedziano jej, że na leczenie już za późno, zaczęliśmy się modlić tą nowenną. Wiele osób podjęło ją z nami. Nie jest to łatwa modlitwa. Teraz córka wyzdrowiała, a my chcieliśmy podziękować pielgrzymką. Zdrowie nie pozwala nam na wyprawę do Pompejów, ale udało się nam dotrzeć do Matki Bożej Pompejańskiej w Brennej – mówią Maria i Jerzy Matuszewscy, którzy dojechali z Bartoszyc na Warmii. Pani Maria nie może powstrzymać łez, kiedy wspomina, jak sięgała po różaniec, gdy córka umierała…

Wiesława i Mieczysław przyjechali z Hanoweru. – Chcieliśmy podziękować Bogu za 30 lat naszego małżeństwa. A także za to, że od paru lat w naszym życiu Różaniec odmawiamy codziennie – mówił Mieczysław. Jak wspominał, zaczęło się przed obrazem Matki Bożej w Pompejach, kiedy przyrzekł, że tej modlitwy nie opuści. – I odmawiam codziennie. Dziś jestem wdzięczny za zdrowie córki, która poważnie chorowała, ale też i za to, że teraz, kiedy ma 24 lata, sama często modli się z nami. A mieszkamy w Niemczech, w otoczeniu mocno zlaicyzowanych ludzi… Nasz sąsiad, protestant, dowiedział się od lekarzy, że ma nowotwór żołądka. Wpadł w rozpacz – a my odruchowo podsunęliśmy mu różaniec. Zrządzeniem opatrzności akurat otrzymałem z Polski kilka ulotek po niemiecku z instrukcją odmawiania Nowenny Pompejańskiej. Pozostało jeszcze tylko objaśnić, jak odmawiać sam Różaniec. I zaczął – nie tylko on, ale też jego ojciec. A Matka Boża nie zostawiła go bez odpowiedzi i wraca do zdrowia – dodawał Mieczysław.

Wzruszających świadectw było wiele. – Jesteśmy teraz bardziej gotowi brać wzór z Maryi, która prowadzi nas do Syna – przyznawali, opuszczając Brenną z nadzieją, że będą mogli przyjechać za rok…

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama