Nowy numer 42/2020 Archiwum

Jedyny „biały” profesor

W Tanzanii formacją kleryków zajmują się miejscowi księża. Z jednym wyjątkiem; jest nim oświęcimianin ks. Jerzy Pytraczyk.


Zapotrzebowanie na kapłanów jest tam większe niż u nas. 
– Bo w Polsce ksiądz raczej jest w kościele i czeka na ludzi – tłumaczy ks. Pytraczyk. – W Tanzanii kapłani wychodzą do ludzi, do domów. I jest „konkurencja”: misjonarze innowiercy są pod tym względem dużo aktywniejsi i skuteczniejsi.
Ks. Jerzy Pytraczyk przyjął święcenia kapłańskie w 1993 r. Po dwóch latach pracy w parafii św. Stanisława w Starym Bielsku zgłosił się do pracy na misjach. Przeszedł szkolenie w Warszawie i w Irlandii. Na miejscu, u boku pochodzącego z archidiecezji katowickiej ks. Edwarda Gorczatego, uczył się, jak powinien żyć i funkcjonować kapłan Europejczyk w warunkach afrykańskich.

Parafia była wiejska, w buszu, z dala od miasta, więc warunki były trudne. Po roku ks. Jerzy przejął samodzielną placówkę, też w buszu. Obejmowała 40 wiosek oddalonych nieraz o 50–60 km od stacji misyjnej.
Mszę św. w Tanzanii można odprawić w domu, na zwykłym stole. Ale misjonarz musi mieć jakiś pojazd, żeby dotrzeć do wiernych. Najlepszy jest motor. Przez wiele lat ks. Jerzy dojeżdżał niemal codziennie do innej wioski. Odprawiał Mszę św., odwiedzał chorych, modlił się z rodzinami i przygotowywał dzieci do chrztu.

Większość dorosłych ochrzczonych żyje w związkach niesakramentalnych. Nie dlatego, że nie chcą ślubu kościelnego. Nie mogą go zawrzeć z powodu wciąż praktykowanej poligamii. Niemowlęta chrzci się tylko wówczas, jeśli dzieci urodzą się w monogamicznym małżeństwie sakramentalnym. Jeśli nie, do chrztu przygotowuje się absolwentów szkoły podstawowej. Po dwóch latach przygotowań raz w roku, w Wielką Sobotę, odbywa się wspólna dla wszystkich uroczystość.
– Trudności duszpasterskie dotyczą nie tylko sakramentu małżeństwa – wyjaśnia ks. Jerzy. Problemem jest też chrześcijański pogrzeb. Nie ma cmentarzy. Zmarłych grzebie się tuż przy domu, by ich duchy opiekowały się rodziną. Ochrzczeni i wierzący nie czują potrzeby modlitwy za zmarłych w rozumieniu Kościoła.
Od seminarzystów często słyszy: wyrośliśmy z innej tradycji, ona wciąż w nas jest...

Po latach pracy w parafii biskup diecezji Musoma skierował ks. Jerzego na studia teologiczne w Rzymie. Po ich ukończeniu ks. Pytraczyk wrócił do Tanzanii. Pracę wykładowcy i wychowawcy w seminarium łączy z posługą w parafii.
– Brakuje księży – wyjaśnia ks. Jerzy. – Każdy wykładowca seminaryjny jest równocześnie wychowawcą i ojcem duchownym. Na niedzielę w seminarium z klerykami pozostaje jeden ksiądz, inni rozjeżdżają się na parafie.
Kapłan przyjeżdża od czasu do czasu do Polski. Ma wielką pomoc w grupie misyjnej w rodzinnej parafii św. Maksymiliana w Oświęcimiu. Ale liczy też na duchowe wsparcie i modlitwę każdego, komu sprawa misji leży na sercu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama