Nowy numer 43/2020 Archiwum

Na długim dystansie

Bielsko-Biała. – Jestem naprawdę wzruszona – mówiła pani Zofia, kiedy wraz z mężem odbierała medal Prezydenta RP. Otrzymali go za 72 lata małżeńskiego pożycia. Zofia i Erwin Brożkowie są dziś rekordzistami wśród bielszczan, bo do tej pory najdłuższym stażem mogli się pochwalić małżonkowie, którzy przeżyli ze sobą 71 lat.

Spotkania jubilatów w bielskim Urzędzie Stanu Cywilnego odbywają się dość często. Zapraszane są pary, które mają za sobą 50 i więcej lat małżeństwa. Prezydent Jacek Krywult takich spotkań z małżonkami jubilatami ma za sobą grubo ponad 200. Łącznie medalami przyznanymi przez Prezydenta RP za długoletnie pożycie odznaczył już przeszło 3 tysiące par. – Mamy wyjątkowo dużo jubilatów. To dla mnie niezwykle przyjemny obowiązek, bo za każdym razem oznacza spotkanie ze wspaniałymi ludźmi, którzy mogą stanowić przykład dla innych – podkreśla prezydent Krywult. I za każdym razem zachęca do pobicia ustanowionego rekordu.

Gratulacje małżonkom składa też proboszcz bialskiej parafii Opatrzności Bożej ks. kan. Andrzej Mojżeszko, a od 22 lat towarzyszy im też Czesława Pszczolińska, urzędnik USC, aktorka teatralna.

I jeszcze sto lat!

Państwo Brożkowie swoich medali nie odebrali w USC wraz z innymi jubilatami. Uroczystość odbyła się w ich domu, bo dłuższe spacery są od niedawna już dość trudne dla pana Erwina. Za to kiedy zapraszał gości do stołu i bawił wspomnieniami z rodzinnej przeszłości, imponował świetną pamięcią, rozległą wiedzą i poczuciem humoru. W tej samej chwili uśmiechnięta pani Zofia doglądała, czy niczego na stole nie brakuje, i energicznie krążyła po pokoju. – To oczywiście od żony zależało zawsze nasze rodzinne życie i na nią spadało najwięcej domowych spraw – zastrzegał od razu jubilat, odwzajemniając jej serdeczny uśmiech.

Sielankowy rodzinny obrazek może przyprawić o wstrząs, gdy zajrzy się w metrykę małżonków. A tam wyraźnie zapisano, że uwielbiająca wciąż długie spacery pani Zofia ma już za sobą 93 wiosny, a pan Erwin parę miesięcy temu skończył dokładnie 100 lat! Jubilat urodził się w 1914 r. w Iłownicy. Po maturze w polskim gimnazjum wyjechał z Bielska na studia do Lwowa. Studiował w Wyższej Szkole Handlu Zagranicznego, następnie na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza.

Nie ma jak Lwów...

To tam, na uniwersytecie, Erwin Brożek poznał swoją przyszłą żonę Zosię, z domu pannę Zborowską. – Kiedy wkroczyli Sowieci, część jej rodziny została wywieziona. Aby uchronić ją i jej rodziców przed tym losem, postanowiliśmy szybko wziąć ślub cywilny. Zmieniła nazwisko i miała szansę ocaleć – tłumaczy E. Brożek. W kolejnym roku władze zmieniły się na niemieckie i możliwy był wreszcie ślub kościelny. – To było w lutym 1942 roku. Wtedy naprawdę zaczęło się nasze małżeństwo, więc licząc od lutego, jesteśmy razem już sporo ponad 72 lata. Teraz już tylko parę miesięcy brakuje nam do 73 lat i nowego rekordu – śmieje się pani Zofia. Ślubne zdjęcie ze Lwowa zabrali ze sobą w długą drogę na Zachód. Po wojennej tułaczce zamieszkali na stałe w Bielsku. Pan Erwin najpierw pracował na uczelni ekonomicznej we Wrocławiu, potem w Katowicach i w bielskim technikum, a pani Zofia była nauczycielką ekonomii w bielskich szkołach. Wychowali dwóch synów. Doczekali się dwóch wnuczek i czterech prawnuczek.

Rodzinna służba

Pan Erwin znany jest bielszczanom ze względu na swoją społeczną aktywność. Przez wiele lat prezesował Towarzystwu Miłośników Ziemi Bielsko-Bialskiej, którego honorowym prezesem jest do dziś. Uczestniczył w redakcji 35 roczników „Kalendarza Beskidzkiego”. – Swoją pierwszą gazetę zredagowałem jeszcze w gimnazjum – wspominał. Służbę Bogu i ludziom podjęły dwie z jego sióstr. – Starsza Hermina wstąpiła do Sióstr Szkolnych de Notre Dame jako Bonawentura. A najmłodsza Aniela trafiła do Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek, przyjęła imię Rafaela i mocno zasłużyła się, by uratować klasztor w Jabłonkowie przed likwidacją przez władze komunistyczne. To nie było łatwe. Pamiętam, że na różne sposoby próbowano się pozbyć sióstr, ale zawsze znalazły sposób, żeby przetrwać. I udało się – mówi z dumą pan Erwin. Przy rodzinnym stole zasiedli bliscy jubilatów. Płyną kolejne wspomnienia rodzinne, a nestor rodziny co chwilę rozsądza, kto bezbłędnie zna domową przeszłość. – Jest obdarzony świetną pamięcią. Pamięta nieraz takie szczegóły i zawsze rozstrzyga nasze rodzinne wątpliwości, zwłaszcza dotyczące dat – podkreślają z uznaniem synowie. I czuje się, jakim szacunkiem i miłością otaczani są tu rodzice... •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama