Nowy numer 24/2021 Archiwum

Apostołowie świadomego życia

Kamesznica. Pomysł zawiązania wspólnoty małżeństw ma już 20 lat i narodził się właśnie w beskidzkiej wiosce. Przeszli już z Weselem Wesel ulicami wielu polskich miast, gościli m.in. w Poznaniu, Krakowie, Warszawie, Olsztynie. Modlili się w katedrach, potem z wodzirejami aż do rana bawili się żywiołowo. I chętnie mówią, co zyskali, żyjąc od ślubu w trzeźwości.

Szacuje się, że ślub bez alkoholu miało już w Polsce 30 tys. par małżeńskich. W organizowanych raz w roku spotkaniach w ciągu 20 lat uczestniczyło około 3 tys. par. Niektórzy kilka, inni kilkadziesiąt lat temu podejmowali taką decyzję – często dziwiąc, czasem wręcz gorsząc otoczenie łamaniem weselnego rytuału. Jedni tłumaczą, że po prostu chcieli, by ten dzień był najpiękniejszy i by nic go nie popsuło. Inni przyznają: – Marzyliśmy, żeby nasze życie od tego pierwszego dnia było inne niż to, które poznaliśmy jako dzieci… 20 lat temu w Kamesznicy, która za sprawą Dni Trzeźwości organizowanych przy kaplicy na Grapce była już ważnym punktem na polskiej mapie abstynenckich inicjatyw, powstała idea, by ci, którzy wybrali wesele – a zwykle także całe życie – bez alkoholu, spotkali się, by zobaczyć, że na tej drodze nie są sami, i zachęcić innych.

Jegomościu, prowadź!

Człowiekiem, który łączył nową formę promowania trzeźwości z prowadzonym już od 7 lat intensywnym propagowaniem wesel bez wódki, był ks. prał. Władysław Zązel, kamesznicki proboszcz. Nie zważając na oponentów, uparcie apelował do swoich parafian, by wesela uwolnić od pijaństwa i bijatyk, które często kończyły się tragediami. Choć zachwytu dla tej nowej mody nie było, on nie ustępował. Na każde bezalkoholowe wesele przynosił błogosławieństwo podpisane przez papieża Jana Pawła II. Na pierwszych kartach Złotej Księgi, w której wpisuje kamesznickie pary, też widnieją jego słowa: „Nie wolno tych inicjatyw umniejszać ani ośmieszać. Zbyt wysoka jest stawka. Trzeba mieć odwagę i iść pod prąd płytkiej opinii i zgubnych obyczajów”. Także te słowa papież podpisał, a na kolejnych stronach wpisanych jest kilkaset par. – Zwyciężył góralski honor. Ludzie zrozumieli – chlubić się można z trzeźwości, a nie z pijaństwa. I jestem dumny z moich parafian, bo nawet jeśli alkohol pojawia się na stole, to już raczej symbolicznie, bez jakiegoś kultu picia – tłumaczy ks. Zązel. Uczestnikom jubileuszowego Wesela Wesel dziękował, że ta idea tak szeroko się już rozeszła. I za odwagę, żeby iść pod prąd. – To my dziękujemy za każdą chwilę, którą nam ksiądz poświęcił. Prosimy, czuwaj dalej nad nami i módl się za nas – mówili przedstawiciele Wesela Wesel, wręczając ks. prał. Zązlowi symboliczny drewniany pastorał.

Jesteście zachętą

Dziękując za inicjatywy promujące trzeźwy model życia, bp Piotr Greger powiedział, że są one bardzo ważne, gdyż problem uzależnienia alkoholowego dotyczy coraz większej grupy ludzi, w tym coraz częściej dzieci, a na drogach średnio policja zatrzymuje ponad 100 pijanych kierowców dziennie. – To jest sytuacja, której nie wolno przemilczać. To liczby, które muszą niepokoić. Chcę dzisiaj serdecznie pogratulować i podziękować tu obecnym i tym wszystkim, którzy zdecydowali się iść pod prąd współczesnego świata oraz mody i zdecydowali się zorganizować i przeżyć uroczystość zaślubin bez alkoholu. Świętujemy 20. rocznicę Wesela Wesel, które jest żywą promocją budowania życia małżeńskiego i rodzinnego w całkowitej abstynencji. Jesteście apostołami trzeźwości i modlę się, aby to wasze świadectwo było zachętą dla innych, że można i warto żyć w trzeźwości. Trzeźwość jest dowodem odpowiedzialności i wewnętrznej dojrzałości człowieka – mówił bp Greger. Małżonków odwiedził w Kamesznicy także bp Tadeusz Bronakowski, kierujący w Episkopacie Polski zespołem do spraw apostolstwa trzeźwości. Poświęcił sztandar stowarzyszenia Wesele Wesel, ufundowany z okazji 20-lecia małżeńskich spotkań. Stowarzyszenie jest znacznie młodsze i powołane zostało kilka lat temu, by ułatwić organizację kolejnych zjazdów. W Kamesznicy członkowie stowarzyszenia na kolejną kadencję wybrali na prezesa Józefa Gacka z parafii Szaflary. Ks. dr Wojciech Ignasiak zaprezentował działalność Ośrodka Profilaktyczno-Szkoleniowego im. ks. F. Blachnickiego w Katowicach, gdzie m.in. szkolą się profesjonalni wodzireje bezalkoholowych wesel i innych zabaw. Ks. Mirosław Kołodziej z Wrocławia mówił o Eucharystii i rodzinnym przeżywaniu liturgii. Katarzyna Śleziak przybliżała walory turystyczne Żywiecczyzny, a okazją, by je poznać bliżej, była Droga Krzyżowa odprawiona na Matysce, przy stacjach Golgoty Beskidów. Podczas Eucharystii połączonej z odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich błogosławieństwa udzielał o. Leon Knabit, benedyktyn, który po przemarszu przez Kamesznicę życzliwym okiem patrzył na tańczące pary.

Warto tak żyć!

Profesor informatyki Mieczysław Kłopotek z żoną Beatą w Kamesznicy świętowali 28. rocznicę swojego wesela i 18. urodziny córki. Dobrze zapamiętali przeszkody, jakie przed nimi piętrzono, kiedy powiedzieli o swoich weselnych planach. – Kiedy parę lat po ślubie dowiedzieliśmy się o Weselach Wesel i że wcale nie jesteśmy z naszym pomysłem na życie sami, poczuliśmy ulgę, bo środowisko utwierdzało nas w przekonaniu, że jesteśmy taką dziwną parą. Obserwując uczestników spotkań weselnych przekonaliśmy się także, że nieprawdziwe są opinie, że to ludzie pijący mają zwykle więcej dzieci. Czworo i więcej mają głównie te małżeństwa, które nie wyrzucają pieniędzy na alkohol – mówią. A własne wesele do dziś wspominają jako najpiękniejsze, na którym byli. Goście tańczyli do białego rana. – Dla naszej decyzji wsparciem okazała się pomoc wodzireja, który pomógł poprowadzić weselną zabawę. Przygotowaliśmy też z przyjaciółmi pantomimę na temat trzeźwości odrzuconej i przyjętej. Zagraliśmy ludzi, którzy otworzyli się na to przesłanie – mówią Iwona i Arkadiusz Kwiatkowie z Zawadzkiego. Są już 19 lat po ślubie. Do Kamesznicy przyjechali z siódemką dzieci. Kiedy opowiadają o weselu i pantomimie, Iwona ma łzy wzruszenia w oczach. Za chwilę śmieje się, mówiąc o zdziwieniu, jakie wywołują, nie częstując gości nawet piwem. – Jestem kobietą, która nie boi się, że mąż wróci do domu pijany, z awanturą, to naprawdę wielka sprawa – dodaje. Beata i Ryszard Wysoccy wraz z czwórką dzieci świętowali 9. rocznicę swego ślubu, który brali w Olsztynie, właśnie podczas Wesela Wesel. – Byliśmy wcześniej abstynentami, uczestniczyliśmy w pieszych pielgrzymkach i rosło w nas przekonanie do takiego wesela. Byliśmy na kursie przedmałżeńskim prowadzonym przez państwa Pulikowskich. Jesteśmy szczęśliwi, że mieliśmy możliwość, by przyjąć sakrament małżeństwa właśnie tak: świadomie i radośnie – mówią zgodnie. – Najważniejsze, że tak do dziś widzą nas codziennie nasze dzieci.

Jeden stopień wyżej

– Nasza abstynencja ma swoje korzenie w ruchu oazowym i tym, do czego nas zachęcali ks. Franciszek Blachnicki i Krucjata Wyzwolenia Człowieka, do której każde z nas jeszcze niezależnie od drugiego przystąpiło w 1978 roku – mówią Małgorzata i Józef Gackowie. – 30 lat temu mieliśmy wesele bez alkoholu – i takie jest całe nasze życie. Absolutnie tej decyzji nie żałujemy. Chcemy w ten sposób pokazać ludziom, którzy chcą wyjść z uzależnienia, że tak się da żyć. Naszych dzieci do niczego nie zmuszaliśmy, ale żadnego z synów nie widzieliśmy nigdy pijanego. Jak dodają zgodnie, dużym problemem wciąż jest dla młodych presja otoczenia, które wymaga, by sięgnęli po alkohol. – Nawet dorośli zarzucają mi czasem, że samym swoim niepiciem przymuszam innych, bo głupio się czują, sięgając po kieliszek. Kiedyś usłyszałem nawet, że terroryzuję otoczenie. A ja pytam, kto jest terrorystą: ja czy ci, którzy nachalnie namawiają do picia? – mówi Józef Gacek. O. Leon kręcił głową, słuchając takich przykładów. – Ważniejsze jest to, że mamy tylu znakomitych świadków, którzy potrafili wybrać dobro i udowodnili, że może być zaraźliwe. To oni są dziś elitą, pokazują, jak można nawiązywać zdrowe więzi, przyjaźnie, bawić się dobrze i z humorem – bez alkoholu – przekonywał. – Te rodziny mają oczywiście swoje problemy, ale jednocześnie potrafią je rozwiązywać. A największa siła tkwi w tym, że wybierają tę drogę dobrowolnie. I wchodzą w życiowej dojrzałości o jeden stopień wyżej. •

Jeśli piją, to bez komfortu!

Ks. prał. Władysław Zązel – Dziś czuję radość i wdzięczność Panu Bogu, bo zaczynało się to w bólach, z oporami. Ten opór zresztą jest nieustanny, bo pijaństwo ciągle trwa. Trudno zmienić obyczaj picia, ale już nie jestem sam, jest nas coraz więcej. Kropla drąży skałę. Mówimy o tym w mediach i idea zdobywa kolejnych zwolenników. Ten wybór oznacza przyjęcie nowego stylu życia. Widzę, że coraz liczniej w Weselach Wesel uczestniczą dzieci – i idą śladem rodziców. Jeśli doczekam się ślubu z tego grona, to będzie Wesele nad Weselami! Zmieniło się dużo. I tak jak jeden pijący zatruwa życie 10 osobom wokół siebie, tak jeden abstynent pozbawia komfortu picia 10 innych ludzi. Ja pozbawiłem komfortu picia alkoholu 3 tys. parafian. Ale za tę cenę dzieci mają szczęśliwe dzieciństwo przy kochających rodzicach...

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama