Nowy numer 44/2020 Archiwum

W rodzinie smutek ginie!

Na ulicach Oświęcimia. Co to za manifestacja, w czasie której nikt nie krzyczy z oburzenia czy niezadowolenia, a za to co chwilę przechodzi „meksykańska fala”, wszyscy śpiewają i jest mnóstwo radości? To oczywiście Marsz dla Życia i Rodziny!

Janie Pawle II, patronie rodziny, ucz pięknej miłości chłopców i dziewczyny! – wołali uczestnicy trzeciego oświęcimskiego Marszu dla Życia i Rodziny, gdy pokonywali trzykilometrową trasę z kościoła św. Maksymiliana na boisko Zakładu Salezjańskiego. Razem z tymi, którym wartości rodziny i życia – od poczęcia do naturalnej śmierci – są bliskie, szli także księża i siostry zakonne. Całą trasę przeszedł z nimi również biskup Piotr Greger. Wszyscy razem chcieli w ten sposób także podziękować św. Janowi Pawłowi II za jego troskę o życie i rodzinę. – On jest tu z nami, jest w naszych sercach – mówił prowadzący marsz ks. Grzegorz Kierpiec, a odpowiadały mu żywiołowe oklaski.

Chcieliśmy pójść tędy

Wszystkich poprowadziła orkiestra dęta Kopalni „Brzeszcze” i mażoretki z Polanki Wielkiej. Nad bezpieczeństwem czuwali ratownicy z Maltańskiej Służby Medycznej. Maszerujący nieśli ze sobą kolorowe balony, flagi narodowe i papieskie. Ojcowie i mężowie – transparenty z hasłami: „Życie chronisz, świat obronisz”, „Dzieci skarbem, a nie garbem”, „W rodzinie smutek ginie”, „Poznaj dziewczynę, załóż rodzinę”, „Kto w rodzinie, ten nie zginie” i wiele innych. – Może niektórzy zastanawiali się, czemu idziemy taką trasą pełną zakrętów, pomiędzy blokami – mówią Maria i Jan Plewowie, współorganizatorzy marszu z Domowego Kościoła. – To teren, gdzie nigdy nie przechodzi żadna procesja, tu nie odbywa się żadne tzw. nabożeństwo plenerowe. Dlatego bardzo nam zależało, żeby tam się pojawić – dać świadectwo, że jesteśmy rodzinami, żyjemy podobnymi problemami jak mieszkańcy tych bloków i zachęcić ich, by dołączyli do nas. – Na pewnym odcinku szliśmy remontowaną ulicą – w kałużach, po wybojach. I to też nieraz obraz tego, co przeżywają nasze rodziny – dodaje Dorota Kinalczyk z grona organizatorów marszu. – Czasem idziemy w trudzie, po zawiłych drogach. Ufam jednak, że kiedy idziemy razem jako rodzina, z Panem Bogiem – z wiarą i wytrwałością – zawsze wychodzimy na prostą. – Patron naszego marszu – św. Jan Paweł II mówił, że potrzebna jest mobilizacja sumień, by bronić życia i rodziny – dodaje Beata Tatar. – Myślę, że nasz marsz był taką właśnie powszechną mobilizacją sumień. Cieszę się, że w taki sposób odpowiedzieliśmy na słowa papieża.

Potrzebujemy tego

– Marzenia się spełniają – chciałoby się powiedzieć – uśmiechali się Maria i Jan Plewowie już na boisku Zakładu Salezjańskiego, gdzie na uczestników marszu czekał salezjański Piknik Rodzinny. Młodzież ruszyła do tańców belgijskich, najmłodsi bawili się na dmuchańcach, wszyscy znajdywali coś dla ciała przy stoiskach z ciastami, przysmakami z grilla, panie chętnie korzystały z mobilnego „gabinetu kosmetycznego”, gdzie kosmetyczki zajmowały się masażem ich dłoni. Ogromnym powodzeniem cieszyła się loteria fantowa. Oklaskiwano prezentacje zespołów artystycznych, a na finał – koncert Magdy Anioł. Wszystkim chętnie udzielali pomocy uczniowie oświęcimskich szkół salezjańskich. – Mamy tutaj dowód na to, jak bardzo potrzebujemy takiej radosnej manifestacji, wspólnego świętowania – zaznaczają Maria i Jan Plewowie. – Przybyli do nas mieszkańcy różnych zakątków diecezji. Niektórzy pokonali z gromadką małych dzieci naprawdę duże odległości.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama