Nowy numer 42/2020 Archiwum

Kościół gasi się jak swój dom

Istebna-Stecówka. Kiedy w ogniu stanął drewniany kościół, na ratunek ruszyli wszyscy strażacy z Trójwsi. Z jednakową odwagą i sercem wspierali ich ratownicy z całej okolicy, bez względu na wyznanie. – Bo to jest tak, jakby się ratowało kogoś z najbliższej rodziny – mówią o pożarze świątyni druhowie z istebniańskich Ochotniczych Straży Pożarnych. Oni ratowali Pana Jezusa…

Na internetowej stronie OSP Istebna-Centrum sąsiadują ze sobą pełne patosu refleksje o honorze strażaka i informacje o profesjonalnych szkoleniach oraz sprzęcie. Nie ma wątpliwości, że w codziennej działalności są istebniańskim strażakom jednakowo potrzebne. Tak dziedzictwo pokoleń rozwijają od 120 lat, w tym samym duchu, choć kilku odrębnych jednostkach. – Gminę mamy rozległą i do wielu miejsc trudno dojechać, a najbliższa jednostka Państwowej Straży Pożarnej w Ustroniu ma do najbardziej oddalonych punktów nawet 30 kilometrów. Dlatego straż potrzebna jest na miejscu. Dziś działa tu sześć jednostek OSP: po dwie w Istebnej, Jaworzynce i Koniakowie – tłumaczą strażacy.

Fajermóni z Istebnej

– Tylko żeby pani z nas nie zrobiła jakichś bohaterów. Myśmy robili po prostu to, co do nas należało i co trzeba było – zastrzegają skromnie na początku rozmowy strażacy z obu istebniańskich OSP. Spotykamy się w okazałej remizie. Na półkach stoją ciasno ustawione dziesiątki pucharów, statuetek i innych oznak strażackich sukcesów. Obok sztandar i zabytkowa figurka św. Floriana ze starej siedziby, a na stole pięknie wydany album „Istebniańscy fajermóni” – o przeszło 120 latach chlubnej strażackiej tradycji w Istebnej. Imponującą historię jednej z najstarszych jednostek na Śląsku Cieszyńskim, opracowaną i udokumentowaną przez Małgorzatę Kiereś, ilustrują zdjęcia Jacka Kubieny. Są na nich pierwsi druhowie, archiwalne dokumenty i pierwsza remiza, a także grób ks. Henryka Skupina, proboszcza, który był inicjatorem powstania tej jednostki strażackiej. Są kolejne pokolenia strażaków, aż po tych, którzy dziś są nadzieją na przyszłość. Wszystkim za zaszczytną społeczną posługę, podejmowaną Bogu na chwałę i ludziom na ratunek, dziękowali we wstępie Michał Kohut, obecny naczelnik i Mirosław Kukuczka, prezes OSP, w Istebnej-Centrum. Ze szczególnym szacunkiem wymienili dawnych komendantów: Gustawa Knoppka, Emila Rychłego, Jana Sikorę i obecnych seniorów: Antoniego Zawadę, Józefa Czepczora i Józefa Mojeścika. – To wzory strażackiej godności i autorytetu – mówią zgodnie. Są dumni z historii, ale także ze współczesności: w garażach na dole stoją najnowsze i dobrze wyposażone samochody MAN, a godziny spędzone na szkoleniach i akcjach trudno zliczyć. Gaszą, ratują życie ludzi i dobytek, pomagają podczas powodzi, wypadków, dbają o porządek i bezpieczeństwo podczas dużych imprez. Z dumą świętują w kościele, gdy wspomina się św. Floriana. Przysługujący za godzinę akcji ekwiwalent – 10 złotych – przekazują na wspólne konto. – Jesteśmy strażakami, żeby pomagać innym. Do tego potrzebne jest powołanie. Naszą nagrodą jest satysfakcja – tłumaczą to swoje społeczne zaangażowanie. Na co dzień łączą je z rozmaitymi zawodami: budowlańca, handlowca, księgowego…

Akcja: Stecówka

Syrena i alarmowe SMS-y w telefonach strażaków zabrzmiały o 1.22. Doświadczeni strażacy mówią o niej: najgorsza godzina. Ludzie już mocno śpią, trudno wtedy o błyskawiczny czas reagowania. Ale ich reakcja była natychmiastowa. – Otrzymaliśmy zgłoszenie z Powiatowego Stanowiska Kierowania o pożarze kościółka i włączyła się uruchamiana drogą radiową syrena. Po trzech minutach wyjechały wszystkie trzy zastępy. Już przejeżdżając koło szkoły widzieliśmy łunę i zdawaliśmy sobie sprawę, że to jest bardzo duży pożar – mówi Mirosław Kukuczka. – Na miejsce w tym samym momencie dojechali koledzy z Koniakowa. Chwilę wcześniej dotarła OSP Istebna-Zaolzie. Samochody miały zapas wody wystarczający, żeby podjąć walkę z ogniem, a dowodzenie objął Adam Bielesz z OSP Istebna-Centrum, na co dzień także strażak zawodowy. Na zapisie urządzenia rejestrującego automatycznie przebieg akcji widać, że już po kilku minutach ogień udało się opanować. – Z tych zdjęć z pierwszych chwil gaszenia widać, że nie było szans, żeby uratować z takiego ognia cokolwiek z wnętrza – ubolewają ratownicy. – Byliśmy pierwsi, ale drewniany kościół pali się w niesamowicie szybkim tempie. Kiedy dotarliśmy na miejsce, były już w płomieniach cały dach i wnętrze, a chwilę później przewróciła się dzwonnica – wspomina ze smutkiem Tadeusz Kohut z OSP Istebna-Zaolzie – strażak, któremu przyszło gasić swój parafialny kościół. Jak inni wiedział, że pozostanie im raczej dogaszanie zgliszcz. Dojechały do nich jeszcze zastępy OSP i PSP z powiatów cieszyńskiego i bielskiego. W sumie w akcji gaśniczej uczestniczyły 23 zastępy. Tego, co zabrał ogień, nikt nie mógł odzyskać. – Dzwon się stopił, więc temperatura we wnętrzu mogła wynosić około 1000 stopni Celsjusza – mówi Tadeusz Kohut.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama