Nowy numer 48/2020 Archiwum

Między niebem a ziemią

Czy można równocześnie siedzieć i wisieć?

Zanim odpowiem na to pytanie, przypominam sobie stary, przedwojenny dowcip. Dwóch skazańców w celi. Jeden siedzi na pryczy, drugi nerwowo przechadza się od drzwi do zakratowanego okna, tam i z powrotem. Po jakimś czasie ten z pryczy, nieco zirytowany, zwraca się do towarzysza:
- Czy ty myślisz, że kiedy chodzisz, to nie siedzisz?

No więc jak to jest z tym wiszeniem? Otóż: można równocześnie siedzieć i wisieć. Wystarczy być zapalonym narciarzem i mieć ochotę na szusowanie na Skrzycznem. Na ten najwyższy szczyt w Beskidzie Śląskim kursuje niedawno oddany do użytku po remoncie i wymianie sporej części sprzętu wyciąg kanapowy. Kursuje, dopóki się coś nie zatnie. A ostatnio zaciął się - zdaje się silnik. Kolejka stanęła. Na kanapach, kilkanaście metrów nad pochyłym gruntem i ponad tysiąc nad poziomem morza utknęło kilkudziesięciu narciarzy. Wisieli, przepraszam, siedzieli niedługo. Pod wyciągiem pojawili się GOPR-owcy gotowi podjąć się ewakuacji, ale udało się odpalić awaryjny napęd z silnikami diesla i kolejka ruszyła.

„Niedługo” jest oczywiście pojęciem względnym. Dajmy na to taki kwadrans. W sumie: co to jest? Ale jednak kwadrans w SPA, to nie to samo, co kwadrans u dentysty, choć i tu, i tu obsługa miła i w podobnym stylu ubrana. No więc wisieć, przepraszam, siedzieć kwadrans, czy coś koło tego, na takiej wysokości, przy ujemnej temperaturze, którą potęguje jeszcze dość konkretny wiatr, to pewnie nic przyjemnego.

Współczuję więc narciarzom lekkiego podmarznięcia, obsłudze wyciągu - nerwów, których trzeba się było najeść, GOPR-owcom gratuluję czujności. Ale przy okazji myślę sobie, że piękna metafora się z tego zrobiła. Metafora życia: zawieszonego gdzieś między niebem a ziemią, zdanego na łaskę i życzliwość służb, które są w pogotowiu, z celem, który jest wysoko. Takie kwadransowe rekolekcje, żeby na chwilę się zatrzymać, popatrzeć na przebytą już drogę, żeby zapytać o cel, czy jeszcze daleko? I to w warunkach, kiedy nikt stamtąd nie wraca, bo kolejka stoi?

Jeżeli ktoś z narciarzy dobrze to przeżył - a w ogóle przeżyli wszyscy, na szczęście - to tych parę chwil wiszenia, przepraszam, siedzenia między niebem a ziemią może się okazać lepszą nauką, niż niejedno niedzielne kazanie. Niech się ta kolejka na Skrzyczne więcej nie psuje, bardzo proszę. Bo nam ludzie przestaną do kościoła chodzić.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama