Nowy numer 29/2021 Archiwum

Polski papież był jego wychowankiem

- To o nim bł. Jan Paweł II powiedział: - Jemu tyle zawdzięczam - przypomina ks. dr Jacek Waligóra, autor książki o abp. Eugeniuszu Baziaku, metropolicie lwowskim pod koniec II wojny światowej i później - na wygnaniu.

Tragiczny los pasterza

Abp Eugeniusz Baziak urodził się w 1890 r. w Tarnopolu. W 1912 r. został kapłanem, później kapelanem wojskowym. Pod koniec 1919 r. podjął także pracę naukową, ktora zwieńczył doktoratem na Uniwersytecie Jana Kazimierza. W 1933 r. został biskupem, a po śmierci abp. Bolesława Twardowskiego w listopadzie 1944 r. - metropolitą lwowskim.

W tym czasie trwały już nasilające się coraz bardziej represje i aresztowania ludzi Kościoła, m.in. abp. Adolfa Szelążka, abp. Romualda Jabłrzykowskiego czy ks. wicerektora Stanisława Bizunia, których następnie wydalono do Polski. W maju 1945 r. abp Baziak pozostał jedynym na terenie ZSRR urzędującym biskupem Polakiem. W sierpniu musiał opuścić pałac arcybiskupów lwowskich. Zabrano też budynki seminarium, a klerycy i księża wychowawcy wyjechali w październiku do Polski.

Książkę ks. Jacka Waligóry można nabyć w kancelarii parafii Opatrzności Bożej w Bielsku-Białej   Książkę ks. Jacka Waligóry można nabyć w kancelarii parafii Opatrzności Bożej w Bielsku-Białej
Alina Świeży-Sobel /GN
Wkrótce nakaz wyjazdu do Polski otrzymali wszyscy polscy duchowni i osoby zakonne.Wielu kapłanów grekokatolickich aresztowano i wywieziono w głąb Związku Sowieckiego. Abp Baziak polecił zdjąć obraz MB Łaskawej z ołtarza głównego katedry lwowskiej i relikwie bł. Jakuba Strzemię. Te najcenniejsze skarby Kościoła lwowskiego zabrał później ze sobą do Polski. Nie udało się odzyskać i wywieźć kancelarii kurii, biblioteki wydziału teologicznego i ksiąg metrykalnych.

- 26 kwietnia w piątek o 18.00 kazano mu wsiąść do pociągu, którym Lwów opuszczali też m.in. ojcowie bernardyni. Po przejechaniu kilku kilometrów pociąg stanął na przedmieściach miasta i stał tak do rana. Ludzie, którzy dowiedzieli się, że pociąg z duchowieństwem jeszcze jest, pobiegli rano z gorącymi napojami. Ledwie je podali, pociąg natychmiast odjechał. Odprawa na granicy trwała cztery godziny, a 14 kilometrów od granicy do Przemyśla pociąg pokonywał przez cztery godziny. W Przemyślu pojawił się dopiero w sobotę o 21.00. Tak wywieziony 27 kwietnia 1946 roku pożegnał Lwów na zawsze - mówi ks. dr Waligóra.

Po przyjeździe do Polski, od sierpnia 1946 r. siedzibą metropolity lwowskiego był Lubaczów, gdzie funkcjonowała też Kuria Arcybiskupia. Jednak zdecydowana większość terenu archidiecezji pozostawała dla abp. Baziaka niedostępna: za pilnie strzeżoną wschodnią granicą. Komunistyczne władze w Polsce czuwały też nad tym, by nie utrzymywał kontaktu z wiernymi i duchownymi, którzy pozostali na terenie Ukrainy.

« 1 2 3 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama