Nowy numer 43/2020 Archiwum

Jak Boży magnes

Oświęcim. Odeszła w wieku 94 lat – a jednak dla tylu ludzi za wcześnie. Całe jej życie było katechezą: taką lekcją, która pomagała ludziom spotkać żywego Boga.

Dlatego tylu zapłakało, gdy Antonina Małysiak odeszła. Drobniutka, krucha, a przecież była w tej delikatnej postaci gigantyczna siła Bożego ducha. – Miała pani szczęście, że ją pani poznała – rzuca jedna z jej uczennic. To prawda… Pocztówka z życzeniami Trafiłam do niej właśnie przez jej uczennice. Pisałam o ich dobrej pracy dla ludzi, a kiedy już się żegnałam, usłyszałam: – Musi pani jeszcze koniecznie poznać naszą Panią Katechetkę! – tak o Antoninie Małysiak mówili wszyscy. Próbowałam się bronić, bo przecież wzywały inne pilne tematy. A kiedy trafiłam w końcu do maleńkiego, skromnego mieszkanka w górniczym osiedlu w Brzeszczach, tej pierwszej rozmowy nie umiałam zakończyć. I wracałam, zawsze z poczuciem niedosytu, że jestem za krótko, za rzadko… – Miała w sobie takie ciepło, że każdy chciał chociaż na chwilę pobyć z nią bliżej. Wszyscy milkli, jak do niej przychodzili. Ona zawsze miała nam tyle do powiedzenia i zawsze było w tym tyle życiowej mądrości – przyznaje Anna Kraus z Oświęcimia, uczennica i przyjaciółka pani Antoniny. W jednej z ostatnich kartek świątecznych Babcia Tosia, jak z radością pozwalała mi się nazywać, życzyła, abym miała siły siać dobre słowa i wskazówki do życia. „Bo każdy dobry czyn daje radość” – pisała. Dziś te słowa są testamentem, który chcę wypełnić jej słowami.

Ciepło z serca

Jako mała dziewczynka z Koconia prawie wiek temu na polecenie mamy pasła krowę i wołała w duchu: „Boże, tak bym chciała zostać nauczycielką!” Głośno tej myśli nie wypowiadała, bo i po co... Po śmierci taty, którego mała Antosia nie pamiętała wcale (miała zaledwie 2 lata, gdy umarł), nie było mowy o szkołach. Mama Antosi ciężką pracą na gospodarstwie ledwie zdołała utrzymać szóstkę dzieci i siebie. – Mamusia całymi dniami pracowała w polu, a my pomagałyśmy. Czasem zasypiałam, zanim mama wróciła do domu. A ona zawsze i tak mnie budziła, sprawdzając, czy na pewno zmówiłam pacierz. Jeśli nie, trzeba było wstać, uklęknąć… Mama sama klęczała przy łóżku i modliła się do późna, choć nieraz głowa już jej opadała ze zmęczenia – wspominała czasy dzieciństwa. Tak samo modliła się i Antonina przez całe swoje długie życie. – Mama musiała być surowa, żeby poradzić sobie ze wszystkim i z nami. Nie miała czasu na żarty, pieszczoty. Ale z całego dzieciństwa najlepiej zapamiętałam jeden dzień, kiedy przed wieczorem tak jakoś wcześniej skończyła pracę i usiadła obok mnie przed domem. Popatrzyła na mnie i bez słowa po prostu mnie przytuliła, tak z całej siły, długo. Do dziś to czuję i to ciepło mamy było ze mną całe życie – wyznawała pani Antonina ze łzami w oczach. I przestrzegała, by okazywać dzieciom miłość. Zawsze, kiedy później słyszałam: – Mamo, przytul! – wracały tamte słowa…

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama