Nowy numer 47/2020 Archiwum

Córki genialnej Matki

Przed beatyfikacją matki Małgorzaty Szewczyk. – Kiedy wstąpiłam do klasztoru w Oświęcimiu, od pierwszych dni zastanawiało mnie, po co siostry wymykają się do kruchty po wieczornych modlitwach. Wkrótce się dowiedziałam... – mówi s. Romana Mazur, przełożona domu serafitek w Żywcu.

Kiedy przekraczały klasztorne drzwi – 40, 30, 20 czy kilka lat temu – żadna z nich nie miała zielonego pojęcia, kim była matka Małgorzata Szewczyk. – Pochodzę z Mielca. Byłam w maturalnej klasie. Czułam, że powołanie to moja droga, ale zupełnie nie wiedziałam, co robić – opowiada s. Romana. – Pytałam księdza proboszcza, ale on odradzał mi życie zakonne. Byłam skonsternowana... Przyszedł maj. Wracając z kościoła w niedzielę, zauważyłam, że za mną idzie siostra zakonna. Od mamy się dowiedziałam, że to siostra naszego sąsiada. Okazało się, że to siostra serafitka. Od niej dostałam adresy prowincji zgromadzenia. Wybrałam Oświęcim. 1 lipca już tam byłam. Wkrótce też poznałam naszą matkę założycielkę. W tej kruchcie, do której wymykały się siostry, spoczywały jej doczesne szczątki... Szybko i ja odkryłam to miejsce dla siebie. I przychodziłam do matki ze wszystkimi swoimi sprawami. Zwłaszcza tymi najtrudniejszymi w życiu zakonnym.

Geniusz Matki

– A ze mną było tak – jestem z Rycerki Górnej. Po szkole podstawowej zaczęłam naukę w liceum w Milówce – opowiada s. Alberta Harmata, przedszkolanka w żywieckim przedszkolu serafitek. – Mój autobus tak kursował, że do szkoły przyjeżdżałam 40 minut przed lekcjami. Żeby jakoś przeczekać ten czas, chodziłam do kościoła. W trzeciej klasie poczułam ten niepokój... Pytałam: „Panie, czy to Ty mnie wołasz?”. Kiedy byłam w klasie maturalnej, przyjeżdżały do nas na katechezę siostry z różnych zgromadzeń. Wtedy zdecydowałam się na rekolekcje u serafitek w Hałcnowie. Zaczęłam korespondować z jedną z sióstr... Uwagę maturzystki z Rycerki przykuły też słowa z obrazka, który rozdawały siostry albertynki: „Czy Jezusowi, za mnie cierpiącemu mękę i za mnie ukrzyżowanemu, mogę czegokolwiek odmówić?”. Kiedy zdecydowała o wstąpieniu do serafitek, przyszła na Mszę św. I usłyszała z ambony: „Dziś obchodzimy wspomnienie św. brata Alberta”. – Nie byłam wtedy w ogóle obeznana z kalendarzem liturgicznym! – mówi s. Alberta. – A na dodatek dowiedziałam się, że urodziłam się w dniu wspomnienia św. Franciszka! – Pochodzę z Nowego Targu, gdzie siostry także mają swoją placówkę – mówi s. Roberta Rybak, dyrektorka żywieckiego przedszkola. – Na zaproszenie siostry katechetki pojechałyśmy kiedyś na rekolekcje franciszkańskie. I zachwyciła mnie ta franciszkańska radość! W zgromadzeniu jestem od 1991 roku. Początkowo w ogóle nie wiedziałam, że to Zgromadzenie Córek Matki Bożej Bolesnej. I trudno mi to było zrozumieć... Ale po latach widzę, jak Pan Bóg mnie prowadził – złapał na te cukierki franciszkańskie i z czasem pokazywał mi prawdziwą rzeczywistość, jakiej decydujemy się służyć – i to jest piękne. I tu widać też geniusz naszej matki założycielki...

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama