Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Kawałek sutanny

Relikwie żyją dzięki temu, że się ich dotyka.

Maj to na Podbeskidziu papieski miesiąc. Przeżywamy urodziny bł. Jana Pawła II i rocznicę jego wizyty w naszej diecezji siedemnaście lat temu. Jest sporo tej papieskości w kolejne maje: bieg „Lolek”, w którym niepełnosprawni wędrują z zapalonym światełkiem z bielskiego wzgórza Trzy Lipki na Matyskę w Beskidzie Żywieckim, Tydzień Kultury Chrześcijańskiej w Żywcu, Dni Kultury w Skoczowie, modlitwy w Bielsku-Białej. Potem będzie jeszcze czerwiec i diecezjalna pielgrzymka na Kaplicówkę, a w Oświęcimiu kolejna rocznica modlitwy papieża w byłym Auschwitz-Birkenau, podczas pierwszej pielgrzymki do ojczyzny.

Wykorzystując „papieski” klimat kolejna parafia wprowadza relikwie bł. Jana Pawła II. To wspólnota św. Barbary z Bielska-Białej Mikuszowic. Papież przejeżdżał przez tę część miasta, żegnając się ze stolicą Podbeskidzia w drodze do Żywca. Ukwiecone i falujące kolorową bibułką ulice, ludzie machający na pozdrowienie, którzy potem ukradkiem ocierali łzy, bo papamoblie przemknął tak szybko.

Pogubiłem się w rachubie, który to już kościół będzie miał relikwie błogosławionego papieża. Ale tym razem uderzył mnie ten fakt podwójnie. Najpierw dlatego, że to takie skromne relikwie: zaledwie skrawek sutanny. Nie żadna krew, kawałek kości - to są relikwie pierwszego stopnia. Maleńki kawałek materiału z szaty, którą Ojciec Święty nosił na sobie - „tylko” relikwia drugiego stopnia. Tylko - ale gdyby porównać ją z Ewangelią, taka relikwia, to nie byle co. Wystarczy wspomnieć kobietę cierpiącą na krwotok. Straciła majątek na lekarzy. Nie pomogli jej - piszą ewangeliści Mateusz i Marek. Nie byli w stanie jej pomóc - broni środowiska, z którego sam pochodzi, święty Łukasz. Żebym choć brzegu Jego płaszcza mogła dotknąć - myślała sobie, przeciskając się przez tłum, byle bliżej Jezusa. Dotknęła i została uzdrowiona. A więc nawet skrawej szaty, brzeg sutanny okrywającej świętość - Następcę i Żywy Obraz Chrystusa - ma moc uzdrowienia. Tak wierzę.

I drugi, miły aspekt sprawy z mikuszowickimi relikwiami: nie wylądują w sejfie, nie poprzestaną na zaspokojeniu poczucia lokalnej dumy. Co miesiąc będzie je można ucałować - a więc dotknąć ustami, z nadzieją, z wiarą w uzdrowienie - a w przyszłości nawet zabrać do domu, do swoich spraw, bólów, trosk, żeby nadotykać się do woli, nacałować, nacieszyć. W ten sposób relikwie żyją.

Sam od czasu do czasu podaję wiernym do uczczenia relikwie Jana Pawła. Największą radość sprawia mi widok ludzi, którzy dotykają ich palcami - tak wprost, bez strachu, wstydu, bez oporów. A potem tymi samymi palcami, które przed chwilą zetknęły się ze śladem błogosławionego, dotykają chorych, obolałych miejsc na sobie: głowy, serca, brzucha, kolana, oka. Zawsze wtedy staje mi przed oczami kobieta uzdrowiona z krwotoku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama