• facebook
  • rss
  • Mama była gotowa

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 44/2016

    dodane 27.10.2016 00:00

    – Mój przyjaciel kiedyś mi powiedział: „Wiesz, Pan Bóg zabierze twoją mamę wtedy, kiedy będziesz gotowy” – wspomina ks. Krzysztof Bojan. – Miałem świadomość, że sam Bóg mówi do mnie przez usta przyjaciela. 31 sierpnia byłem z mamusią na Jasnej Górze. Dwa dni później odeszła – świadoma, spokojna…

    Popatrzyli na ślubną obrączkę mamy i jej ulubione złote kolczyki. Wiedzieli, gdzie powinny się znaleźć. W liście, który ks. Krzysztof Bojan i jego dwie siostry Danuta i Alina zostawili paulinom na Jasnej Górze, napisali, że to ich wotum dla Matki Najświętszej za błogosławioną śmierć mamy Józefy.

    My egoiści

    – Czy można się przygotować na śmierć najbliższej osoby…? Jestem przekonany, że po to Pan Bóg dał mi minione dwadzieścia lat… – mówi ks. Krzysztof Bojan, wikary w parafii św. Maksymiliana w Bielsku-Białej, diecezjalny duszpasterz osób niewidomych i par niesakramentalnych. Rok 1996. Pierwszy zawał mamy. Lekarze informują, że mama może umrzeć w każdej chwili”. Ale to nie był ten czas. Mama wróciła do domu. Jakiś czas później oboje pojechali do Krynicy-Zdroju. Jednego dnia miejscowy ksiądz poprosił ks. Krzysztofa, żeby zastąpił go w konfesjonale, ponieważ jego brat miał wypadek. Wybuch pieca. – Kiedy wrócił, zapytałem, jak się brat czuje. Spojrzał na mnie i powiedział z wielkim spokojem: „Jemu już jest dobrze” – relacjonuje ks. Bojan. – Zastanawiałem się nad tym jego spokojem i doszedłem do wniosku, że my o śmierci myślimy trochę egoistycznie. Chcielibyśmy, by nasi bliscy żyli ze względu na nas, żeby nam było dobrze… Od tej chwili zacząłem patrzeć na relację z mamą pod tym kątem.

    Ufam Tobie

    Na początku ubiegłego roku ks. Bojan pojechał do Poznania na rekolekcje duszpasterzy osób niewidomych. Kiedy tam dotarł, zadzwoniła mama – powtórny zawał. – Całą drogę z Poznania myślałem, jak to będzie – wyznaje. – I wtedy tak naprawdę z pełnym zaufaniem pomyślałem: „Panie Boże, Twoja wola niech się stanie. Ty wiesz najlepiej, co jest dla mamy dobre”. Pani Józefa miała bardzo silną relację z Maryją. Nosiła szkaplerz, była rycerką Niepokalanej, w Wapienicy i na Osiedlu Karpackim założyła pierwsze róże różańcowe. – Mama od samego poczęcia ofiarowała mnie pod opiekę Matce Bożej… – mówi ks. Bojan. – Od dziecka jeździliśmy na Jasną Górę z racji różnych uroczystości – imienin, urodzin, ważnych rocznic. Mieliśmy taki wspólny zwyczaj, że łączyliśmy się codziennie ze sobą, odmawiając o 15.00 Koronkę do Bożego Miłosierdzia, a o 21.00 Apel Jasnogórski.

    U Matki

    W ostatni dzień wakacji, 31 sierpnia, ks. Krzysztof chciał pojechać na Jasną Górę, bo zaczynał się nowy rok szkolny. Mama była bardzo szczęśliwa, że mogła pojechać z nim. – Zatrzymałem się blisko bramy wejściowej, żeby miała jak najbliżej. Przeszła przez Bramę Miłosierdzia, do kaplicy jasnogórskiej. Przyjęła Komunię Świętą. Przeszła przed krzyż z prawej strony. Jej umiłowane miejsce. Chciała jeszcze poadorować Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Ze względu na remont kaplicy adoracji skierowano nas na modlitwę do krużganków. Kiedy schodziliśmy po schodach, mama poczuła się źle. Postanowiliśmy wcześniej wracać do Bielska. Mamusia wymiotowała. Była bardzo skrępowana tą sytuacją… W Bielsku pani Józefa samodzielnie weszła na trzecie piętro. Nazajutrz pogotowie zabrało ją do szpitala. Stwierdzono rozległy zawał.

    Testament

    – Była czwarta nad ranem 2 września. Odmawiałem w intencji mamy Nowennę Pompejańską. Byłem przy tajemnicy śmierci Pana Jezusa na krzyżu, kiedy dowiedziałem się, jak ciężki jest jej stan – wspomina ks. Krzysztof. – Udzieliłem sakramentu chorych z rozgrzeszeniem. Wtedy też powiedziałem: „Mamo, jesteś w najlepszych ramionach, ramionach Boga”. Odpowiedziała mi świadomie i spokojnie: „Wiem…”. Poprosiłem jeszcze, by zawsze o mnie pamiętała, bo jestem człowiekiem słabym, na co odpowiedziała: „Musisz być mocny”. A o godzinie 6.00 rano odeszła do Pana Boga. Ostatnie słowa mamusi są dla mnie jej testamentem… Jej życie było życiem dziecka Bożego, ukierunkowanego na modlitwę i innych. Wielką nauką były dla mnie… przelewy bankowe mamusi. Ileż było dzieł pomocy innym wspieranych przez nią… Uczyła mnie wrażliwości na potrzeby ludzkie. Towarzyszyła mi w spotkaniach osób niewidomych i par niesakramentalnych. Uwielbiali jej ciasta tortowe… Zmarła w piątek, 2 września i ufam, że już w pierwszą sobotę miesiąca była w niebie… Ten pokój, który mam w sercu, nie ma innego źródła jak Bóg… Czuję pomoc mamy i całego nieba. To przejście mamy uczy mnie, żeby się dobrze przygotować na spotkanie z Bogiem. Chcę dołączyć do tego Jezusowego i Maryjnego towarzystwa. To jest podstawowa rzecz, do której dążę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół