• facebook
  • rss
  • Brat na ołtarzach

    Alina Świeży-Sobel

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 10/2015

    dodane 05.03.2015 00:00

    Łękawica, Rychwałd. Tu od lat trwała modlitwa o beatyfikację zamordowanego w Peru sługi Bożego o. Michała Tomaszka. Tu żyją dwie jego rodziny: ta, w której przyszedł na świat i poznał Boga, i ta franciszkańska, którą wybrał, by życie Bogu oddać. Obie przygotowują się do soboty 5 grudnia, kiedy w peruwiańskim Chimbote odbędą się uroczystości beatyfikacji o. Michała i o. Zbigniewa Strzałkowskiego.

    Będzie pierwszym wyniesionym na ołtarze reprezentantem Żywiecczyzny. – To wielkie wydarzenie i ogromny zaszczyt dla wszystkich mieszkańców Łękawicy. Dołożymy wszelkich starań, żeby ten uroczysty moment godnie uczcić – zapewnia wójt Tadeusz Tomiczek. W Łękawicy, Rychwałdzie i całej diecezji bielsko-żywieckiej rozpoczynają się rozmowy i przygotowania do beatyfikacji. Trwają modlitwy także w Radziechowach, gdzie w pierwsze soboty gromadzą się dzieci o. Michała, czyli członkowie stowarzyszenia „Dzieci Serc”, któremu patronuje sługa Boży Tomaszek.

    Z tego domu...

    W rodzinnym domu w Łękawicy wciąż stoi szafa o. Michała z jego rzeczami: ubraniami i gitarą, której nie zabrał do Peru. Są jego książki, zdjęcia, których zrobił mnóstwo w Polsce i na peruwiańskiej misji. Są też pamiątki z Peru pozostawione już po jego śmierci przez odwiedzających to miejsce franciszkanów, którzy w drodze z Peru przyjeżdżali, by opowiedzieć, co się dzieje w Pariacoto. Jest przyznane pośmiertnie najwyższe peruwiańskie odznaczenie: „Słońce Peru”.

    Jeden ze współbraci o. Michała, Grzegorz Sroka, znawca leczniczych właściwości ziół, ofiarował rodzinie potężny portret brata, namalowany na jego zamówienie. Pod tym portretem siadamy do stołu, by porozmawiać o początkach życiowej drogi męczennika. I o tym, jak trudno do dziś pokonać ból, który poczuli wtedy, w sierpniu 1991 roku, gdy dowiedzieli się, że zginął, zastrzelony przez terrorystów z komunistycznych oddziałów „Świetlistego Szlaku”. Siostry: Urszula Raczek i Maria Kozieł, a także brat bliźniak męczennika – Marek Tomaszek z trudem wracają do wspomnień. Co chwila w oczach pobłyskują łzy, ale są i uśmiechy...

    Matczyna modlitwa

    – W dzieciństwie przeżywaliśmy trudne chwile. Były też biedne chwile. Razem pracowaliśmy, żeby pomóc mamie, która po śmierci taty została sama z czwórką dzieci i swoimi rodzicami potrzebującymi opieki. Utrzymaniem była jedynie renta po tacie i gospodarstwo, więc trzeba było pracować, a Michał uczestniczył we wszystkim – wspominają tamte czasy. I przyznają, że taki pozostał do końca, również wtedy, kiedy przyjeżdżał z seminarium na wakacje. – Lubił majsterkować, a nam pomagał jeszcze robić pustaki, kiedy budowaliśmy domy – mówi Marek Tomaszek. – Nie bał się roboty. Moja sąsiadka do dziś wspomina, jak pomógł jej kosić i umiał się kosą dobrze posłużyć – dodaje Maria Kozieł. O mamie, Mieczysławie, w domu nazywanej Barbarą, jej dzieci mówią krótko: – Była bardzo dzielna i silna... – Po utracie taty baliśmy się o mamusię, więc jeszcze bardziej się staraliśmy – mówi Maria.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół