• facebook
  • rss
  • Ten krzyż można unieść

    Urszula Rogólska


    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 09/2015

    dodane 26.02.2015 00:00

    Wspólnota Trudnych Małżeństw. – Niektórzy wyobrażają sobie, że my w tym „Sycharze” jesteśmy zapłakanymi, narzekającymi połamańcami życiowymi. A prawda 
jest taka, że po nawróceniu, dzięki życiu z Jezusem, umiemy czerpać radość z życia nawet w tej sytuacji, w której 
jesteśmy – mówi Iwona Sobel.


    Od czego się zaczęło? Czytają słowa Jezusa wypowiedziane do Samarytanki przy studni Jakuba niedaleko miejscowości Sychar: „Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki (...). Rzekła do Niego kobieta: »Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać«” (J 5,14).
Ta scena stała się dla nich ocaleniem. To dlatego nazwali swoją grupę Wspólnotą Trudnych Małżeństw „Sychar”. Jej ognisko trzy lata temu powstało także przy sanktuarium Matki Bożej w Rychwałdzie. „Sycharki” – jak sami się nazywają – sami mówią o cudach, których doświadczają przy tej wyjątkowej studni.


    Zakochałam się 


    – Mąż mnie zostawił po 12 latach małżeństwa – opowiada Bożena Wojtyła. – Zamieszkał z inną kobietą. Ja byłam sama przez jakiś czas, ale przy złym doradztwie znajomych, że „mam prawo ułożyć sobie życie na nowo”, związałam się z mężczyzną, z którym zawarłam kontrakt cywilny. Jednak cały czas mi czegoś brakowało... Trafiłam do duszpasterstwa osób żyjących w związkach niesakramentalnych w Bielsku-Białej. Wciąż jednak czułam pustkę. W końcu pojechałam na Kurs Alpha do Rychwałdu. I tam się dokonała moja przemiana. Zakochałam się w Panu Bogu! A im bardziej byłam w Nim zakochana, tym bardziej doskwierało mi moje życie w grzechu. Tak bardzo potrzebowałam Pana Boga, że zdecydowałam o rozstaniu. Nie chciałam już tak żyć. Poczułam też odpowiedzialność za zbawienie mojego drugiego „męża”.
Pan Bóg od razu zatroszczył się o mnie. Moi teściowe sakramentalni przyjęli do swojego domu z otwartymi ramionami mnie i moich dwóch synów – pierwszego, którego mam z ich synem, i drugiego z mojego związku niesakramentalnego. Czy to nie cud? Mąż żyje w swoim drugim związku, ale ja głęboko wierzę, że to nie koniec historii. Jestem przy Jezusie. On mnie prowadzi i uzdrawia.


    On naprawdę jest!


    – Byliśmy postrzegani jako dobre małżeństwo – mówi Iwona Sobel, dziś liderka „Sycharu” w Rychwałdzie. – Nie było między nami kłótni ani awantur. Ale po trzech stratach dzieci przez poronienie przeżywaliśmy kryzys. Zaczęliśmy się oddalać od siebie. Po sześciu latach małżeństwa mój mąż oświadczył, że odchodzi, że przestał kochać... Kiedy odszedł, całe moje życie się rozpadło... I w tej rozpaczy zaczęła się moja nowa droga. Tydzień po odejściu męża Pan Bóg przyprowadził mnie do Jezusa. Pierwszą osobą, która dodała mi otuchy, była koleżanka z pracy. Powiedziała mi, że wszystko można wyprosić u Pana Boga. Ta koleżanka zaprowadziła mnie do kapłana, który wlał w moje serce wiarę i nadzieję. Mimo że nie zmieniła się moja sytuacja, w jednej chwili odkryłam, że ten Bóg żywy i prawdziwy naprawdę jest!
Dostałam tak ogromny dar radości, że aż się zastanawiałam, czy nie zwariowałam. Wszystko dokoła się posypało, a ja śpiewałam, jadąc samochodem. Dziś wiem, że to była prawdziwa radość, która wynikała z tego, że ja naprawdę uwierzyłam, że Jezus żyje, że jest Bogiem i jest z nami!


    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół