• facebook
  • rss
  • Ashanti! – prosto z Afryki

    Alina Świeży-Sobel

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 31/2014

    dodane 31.07.2014 00:15

    Milówka. W ciągu ostatniego roku gościło tu już kilku misjonarzy i misjonarek. Tydzień temu właśnie tutaj organizacja MIVA Polska rozpoczęła ogólnopolską akcję św. Krzysztofa, zbierając pieniądze na pojazdy dla misjonarzy. Kilka dni wcześniej z podróży po Tanzanii wrócili trzej tutejsi księża. – I bardzo często słyszeliśmy: „Ashanti! Ashanti!”, to znaczy: „dziękuję”.

    Nagromadzenie misyjnych wydarzeń nie jest naturalnie zbiegiem okoliczności. To ks. kan. Piotr Koszyk po 20 latach pracy w Tanzanii dzieli się swoim doświadczeniem i pokazuje świat misji. Pisaliśmy kilka tygodni temu o wyprawie, w którą wyruszył w czerwcu, by odwiedzić swoje afrykańskie parafie. W drogę wyruszyli wraz z nim dwaj wikariusze z Milówki – ks. Roman Ciermiera i ks. Grzegorz Drewniak. Ze sobą zabrali dary, które przekazali im milowieccy parafianie: pieniądze na zakup kilku ton żywności, lekarstwa i deklaracje sfinansowania edukacji i wychowania dzieci. Zawieźli je do kilku parafii, ośrodka pomocy dla dzieci niesłyszących i do rodzin. W ciągu kilku dni pokonali 1600 km. Szybko zmieniały się strefy klimatyczne. – Nas proboszcz przygotował do tej wyprawy, więc właściwie nie powinniśmy być zaskoczeni, ale i tak to, co zobaczyliśmy, było jednak szokiem – przyznaje ks. Roman. – Zaskakiwało wiele, począwszy od klimatu, który w panującej tam teraz porze zimowej nie był tak gorący, jak się spodziewaliśmy, przez uderzającą, ogromną otwartość ludzi, po porażającą w swojej skali biedę. Oczywiście, zdawaliśmy sobie sprawę, że przyjazne nastawienie ludzi w znacznej mierze wiązało się z radością, z jaką witano tam ks. Koszyka, ale gościnność była naprawdę niesamowita! Odwiedzili w jednej z wiosek katechistę, z którym wcześniej współpracował ks. Piotr. – Na spotkanie z nami zaprosił przyjaciół, a nawet wioskową starszyznę i sam byłem zaskoczony przyjęciem, które przygotował, choć sam też żyje bardzo skromnie – przyznaje ks. Koszyk, dla afrykańskich przyjaciół Padre Kikapu.

    Najgorszy brak wody

    – Ogromna jest bieda, straszna i nieporównywalna z tym, co my nazywamy biedą. Były takie sytuacje, w których nie można się było zdobyć na wyjęcie aparatu i zrobienie zdjęcia – mówią zgodnie księża. – Tak było w przytułku dla trędowatych, gdzie zostawiliśmy tonę kukurydzy. Powszechnym problemem jest brak wody. Codziennie trzeba iść wiele kilometrów, żeby ją przynieść albo napoić zwierzęta. Wokół ujęć nieustannie stoi mnóstwo ludzi. Przy każdym domu plastikowe baniaki na wodę, której zawsze jest za mało. – Prawdziwy wstrząs przeżyliśmy w szpitalu, gdzie bez wody chorzy, w tym kobiety po porodzie, z maleńkimi dziećmi, leżeli w niesamowitym brudzie – wspominają. Odwiedzili wioski Masajów, poznali codzienne życie mieszkańców Afryki. I zrozumieli, skąd bierze się ta zadziwiająca czasem na zdjęciach stamtąd obojętność ludzi na muchy. – To prawdziwa plaga, uprzykrza życie, ale po pewnym czasie każdy obojętnieje. Nawet my nie mieliśmy już siły, by się przed nimi opędzać, ale jak miało ich nie być w wiosce, w której domki ulepione były z krowiego łajna? – pyta retorycznie ks. Roman. Brak wody przynosi brak plonów, głód i choroby. To wszystko problemy, z którymi musi poradzić sobie także misjonarz. Dopiero później zaczyna się głoszenie Ewangelii. Na jednym ze zdjęć uśmiechnięta młoda kobieta w kolorowej sukience trzyma w ramionach córeczkę. – Teraz jest mężatką, ma dziecko, pięknie szyje. Przygarnąłem ją pod opiekę, kiedy miała 4 latka i została bez rodziny – wspomina ks. Koszyk. Na kolejnych zdjęciach cała grupa dziewcząt. – Ta miała kilka miesięcy, kiedy znalazła się pod opieką parafii, a tę w piątej klasie odkupiłem od jej rodziców, gdy chcieli ją sprzedać bogatemu starszemu mężczyźnie. Teraz jeszcze się uczy. A to jest dziecko, które znalazło opiekunów w Milówce i będzie mogło dzięki nim skończyć szkołę – tłumaczy, pokazując filmik, na którym dziewczynka mówi do nich po polsku: „Dziękuję!”.

    Czekanie na księdza

    – Nie sprzedałem wikarego, choć proponowano za niego sporo krów – śmieje się ks. Koszyk, żartując z pogłosek, jakoby jego wikarzy postanowili zostać w Afryce. Ale poważniejąc, przyznaje, że potrzeby duszpasterskie są tam ogromne. – Byliśmy w odwiedzinach u tamtejszego biskupa. Rozmawiając z nim, dowiedzieliśmy się, że ma w diecezji ponad 400 parafii i 14 księży, w tym 6 chorych. To naprawdę niełatwa sytuacja i trudno ją sobie u nas nawet uzmysłowić – dodaje ks. Ciemiera. Odwiedziny u ks. Marka Gizickiego, misjonarza, rodaka z Komorowic, pokazują codzienność kapłana i uświadamiają, że bez pomocy z macierzystej diecezji trudno cokolwiek zdziałać. – Żeby dojechać do stolicy diecezji na spotkanie z biskupem, jedzie samochodem 9 godzin. Z powodu odległości rzadko w ogóle opuszcza parafię. I tak ogromnym problemem jest systematyczne docieranie do rozsianych w buszu wiosek – opowiada ks. Koszyk. I podkreśla, że dlatego tak ważne jest to, co robi MIVA Polska, która wspiera misjonarzy i misjonarki. Zdobycie pojazdu – samochodu terenowego, motocykla czy nawet roweru – w tamtejszych warunkach jest dla nich prawie niemożliwe. – A docieranie do ludzi jest konieczne, bo jeśli zbyt długo w wiosce nie ma księdza, to na pewno pojawi się w niej jakaś sekta. Poza tym jak bez samochodu moglibyśmy dostarczyć jakiekolwiek dary? Tymczasem ludzie przychodzą, gdy trzeba ratować życie i szybko dotrzeć do lekarza – dodaje. A tu kościół, odnowiony m.in. za pieniądze z Milówki. Przed świątynią w parafii, w której kiedyś pracował, rząd kobiet siedzących pod ścianą. – One mają najtrudniej. To wdowy, o które nie troszczy się żaden mężczyzna, a to w Afryce podstawa. Szukają więc pomocy u księdza – wyjaśnia ks. Piotr. Dlatego nie dziwią go radosne okrzyki powitania, bo tych, którym pomagał tu przez lata, nie brakuje, ani taneczne procesje składających mu życzenia imieninowe dawnych parafian. – Cieszę się, że mogliśmy dzięki dobrym sercom ludzi z Milówki dać im trochę radości. I przypomnieć, że przez nich działa dobry Bóg, który ich kocha – mówi. – Na pewno Afrykę zobaczyć warto. Tam można poczuć taką niezwykłą wolność od przymusu, cywilizacyjnej pogoni za czasem. Ale płaci za tę wolność ogromną cenę – podsumowuje ks. Roman. Każdy może pomóc Do Milówki wrócili wszyscy trzej księża. A z nimi też myśl, jak bardzo potrzebna jest w Afryce obecność misjonarzy. Dlatego, kiedy kilka dni później ks. Jerzy Kraśnicki, dyrektor MIVA Polska, w Milówce rozpoczynał tegoroczną akcję św. Krzysztofa i tłumaczył, jak ważna jest pomoc dla misjonarzy, mogli z przekonaniem przyznawać mu rację. – Jestem tu, w Milówce, aby prosić i dziękować za to, że kierowcy w Polsce odpowiadają na nasz apel. Bo każdy grosz za  1 km przekazany na konto MIVA Polska otwiera drogę do realizacji nowych projektów. Kupujemy samochody, motocykle, rowery, łodzie, skutery śnieżne, ambulanse. Przekazujemy je księżom misjonarzom, siostrom misjonarkom i świeckim, którzy pracują na misjach. A mamy ich z Polski około 2 tysięcy, w tym 300 księży diecezjalnych, którzy nie mogą liczyć na pomoc swoich wspólnot zakonnych. Pojazdy trafiają do misjonarzy na całym świecie – od Afryki po Arktykę. Warto pamiętać, że każdy, kto wesprze misyjną działalność, odpowiada na Chrystusowe wezwanie: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody!” – mówił podczas ogólnopolskiej inauguracji ks. Kraśnicki, dyrektor MIVA Polska. Zainteresowanie, z jakim w Milówce spotkała się misyjna akcja, świadczyło najlepiej, że ani księżom, ani tutejszym parafianom o tym zadaniu przypominać nie trzeba.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół