• facebook
  • rss
  • Ksiądz rzucił stułą

    ks. Jacek M. Pędziwiatr

    dodane 19.04.2014 17:58

    Incydent na oczach parafian w Wielki Czwartek.

    Niespodziewany przebieg miała liturgia wielkoczwartkowej Mszy św. Wieczerzy Pańskiej w jednej z bielskich parafii. Ksiądz proboszcz oznajmił wiernym, że jego obecność tutaj jest zbędna, zrzucił ornat i stułę i poszedł sobie. Aha, zapomniałem dodać, że wcześniej, pokazując na ołtarz, powiedział:
    - Jeżeli w tym kawałku chleba nie ma Chrystusa, to moja obecność tutaj jest zbędna.

    Nie byłem przy tym osobiście. Zdarzenie znam tylko z drugiej ręki. Może coś niedokładnie przytoczyłem, ale najważniejsze jest sedno sprawy. Parafianie oniemieli. Pewnie szykowali sobie z okazji Wielkiego Czwartku jakieś wierszyki, gratulacje i kwiatki na Dzień Kapłański. A tu proboszcz ich zostawił.

    Trwało to podobno dwie-trzy minuty. Czy to długo? To zależy. Kiedyś syn zapytał o to ojca, czy pięć minut to dużo czasu czy mało.
    - To zależy, synku - odpowiedział tata. - Pięć minut na fotelu u dentysty to bardzo dużo. A pięć minut w ciastkarni to bardzo mało.
    A dwie-trzy minuty w kościele, z którego wyszedł ksiądz - to dużo czy mało? Wiedzą to tylko ci, którzy te dwie-trzy minuty przeżyli. To chyba wystarczająco dużo, żeby przeżyć zdziwienie całą sytuacją, ten obciach, zadymę. Ale też za mało, żeby usłyszeć, co powiedział ten ksiądz - jeżeli w tym kawałku chleba nie ma Chrystusa... - i żeby zrozumieć małość własnej wiary.

    Po dwóch-trzech minutach ksiądz proboszcz wrócił. Założył stułę i ornat. I powiedział, co trzeba, żeby wszyscy zrozumieli i uwierzyli w eucharystyczną obecność Jezusa.
    Strasznie - przepraszam, że określę to tak po krakowsku - strasznie mi się to wszystko podobało. Bo żyjemy w takich czasach, kiedy kazania trzeba głosić metodą hitchockowską: na początku trzęsienie ziemi, a potem już tylko mocniej. Żeby ze słowem Bożym przebić się przez miałką konkurencję gwiazdorskich plotek, żeby pokonać lepiącą się niczym glony do arki Noego politykę, co się łasi do Kościoła, żeby choć na chwilę zostawić na boku wszystkie te „-yzmy” i „-izmy”, które rzekomo lub naprawdę grożą wspólnocie wierzących, trzeba radykalnych środków i czytelnych znaków.

    Dokonam na koniec publicznej spowiedzi: Zgrzeszyłem! Mea culpa! Zazdroszczę temu księdzu proboszczowi pomysłu na kazanie, że też nie ja to wymyśliłem. Może następnym razem sam wpadnę na inny sposób wywołania trzęsienia ziemi, żeby umarli wyszli z grobów, a moi słuchacze/ czytelnicy uwierzyli, że Chrystus zmartwychwstał, ale tak naprawdę, całkowicie i nieodwołalnie...
     

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Reklama

    • 777
      21.04.2014 22:24

      " Ksiądz rzucił stułą ".
      To,jakby kucharka,
      Nie chciała patelni,
      Rondelka i garnka.

      Kucharka podsyca
      Funkcje życiowe,
      A ksiądz dba o nasze
      Życie duchowe.

      Każdy więc według
      Swego powołania,
      W "Duchu Służby" winien
      Spełniać swe zadania.

    • jazmig
      22.04.2014 12:12
      Jak ktoś ma problemy z przygotowaniem kazania, które wierni zrozumieją i podczas którego nie usną, to musi robić takie cyrki.

      Ja chodzę do kościoła, żeby się modlić, a nie oglądać cyrkowe występy kiepskich księży.
    • Alpejski
      22.04.2014 13:53
      Czytając część zamieszczonych tu postów, zastanawiam się co stało się z wrażliwością ludzi w Polsce? Czy zalew tanich seriali w TV, czy wszechobecna w polskiej polityce agresja i bylejakość, czy upadek systemu edukacji spowodowały, że takie „numery“ podobają się i są akceptowane.

      Jeden z dyskutantów napisał, że „takie zachowanie należałoby nazwać gestem prorockim“. Złośliwie komentując można by napisać, że każdy ma takich proroków, na jakich zasługuje.

      Jednak ja znam Polskę, ten Wspaniały Kraj, który jeszcze niedawno słuchał swojego Papieża, a nie sprowadzał go do groteski, jaką zrobiły z niego media, sprowadzając jego nauczanie do opowieści o kremówkach i łupieżu. Wiem, na jakich proroków Polska zasługuje. I takiego wielkiego proroka już miała!

      Nie byłem w Polsce od wielu lat, ale nie sądzę, że z ludzkich serc zdołano zrobić duchową pustynię. Gdyby tak było, to nasz przyszły święty miałby powody, aby nad Polską zapłakać, zapłakać nad zmarnowanym darem, nad zaprzepaszczonym darem prorockim, prawdziwie prorockim, a nie pajacowatym.

      Czytając Pismo Święte wiem, że tak to bywało wielokrotnie, że swoi nie poznawali prawdziwych proroków. Część zamieszczanych tu postów jak i sam artykuł świadczy, że to wciąż aktualny problem. Fascynacja tandetą i odrzucanie prawdziwych posłańców.

      Polsko! Tobie po Janie Pawle II, wystarczy proroctw na tysiąclecia! TYLKO CHCIEJ SLUCHAC I POZNAWAC.
    • Kopyrda
      22.04.2014 21:42
      To mi cos przypomnialo. A mianowicie:

      Wacław Potocki

      TREFUNEK NA MAZOSZU

      W Wielki Piątek, chcąc dodać słuchaczom impetu,
      Na początku kazania każe ksiądz z muszkietu
      Strzelić głośno za ścianą, nabiwszy sowito;
      Sam, wszedszy na ambonę, zawoła: „Zabito!"
      Da ów ognia, ludzie się sypią jako z kosza
      (Bo tam nigdy bez zwady, kto wiadom Mazosza),
      Same baby zostały; więc się jedna pyta:
      „Kogóż to, dobrodzieju, śmierć wzięła zabita?"
      A ksiądz: „Pana Jezusa Chrystusa naszego".
      Baba zaś: „Chwalaż Bogu, że nie Godlewskiego,
      Bo dobry, cnotliwy człek, daj mu Boże zdrowie".
      W tym ludzie zejdą i ksiądz kazania dopowie.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół