• facebook
  • rss
  • Zakręceni bez promili

    dodane 13.02.2014 00:00

    Na parkiecie wirowało ponad 150 osób, dokładnie 77 par. – Bawimy się świetnie! Na 150 procent, choć nie wypiliśmy ani kieliszka – śmiali się zadyszani nieco tancerze po kolejnej serii akrobacji podyktowanych przez wodzireja.

    Wprawdzie balowanie na trzeźwo ma już w Kozach swoją tradycję, ale i tym razem emocji nie brakowało. – W 2003 r. bale zapoczątkowała młodzież oazowa wraz z ks. Łukaszem Jończym. To był taki ich pomysł, by zrobić coś dobrego, a przy okazji zarobić na wakacyjne rekolekcje. Potem młodzież dorosła i wyjechała na studia, ksiądz jest już w innej parafii, a bale przestały się odbywać. Jednak pytań o nie było tak wiele, że postanowiliśmy kontynuować tę dobrą tradycję – tłumaczą Lucyna i Marek Greniowie. Podobnie jak Katarzyna i Bogdan Mleczkowie są oni członkami koziańskiego kręgu rodzin Domowego Kościoła i razem po dwóch latach przerwy postanowili zadebiutować w roli organizatorów kolejnego balu. Wspierał ich w zamiarze ks. Rafael Gwizdoń, moderator kręgu. I tak pierwszy bal okazał się… zarazem jubileuszowym: dziesiątym.

    Szczęście na trzeźwo

    – Wielu z nas należy do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, a z pomocą przyszły też rodziny z Klubu AA. To dodało motywacji, bo trochę się obawialiśmy: nie mieliśmy przecież doświadczenia. A teraz, gdy wiemy już, jak to organizować, nie mamy wątpliwości, że za rok będzie kolejny taki bal i już dziś zapraszamy – mówi Katarzyna Mleczko. Jak podkreślają z dumą z mężem, byli na wszystkich poprzednich balach. – Żyć z Bogiem na trzeźwo to jest największe szczęście. Nie chcemy być tylko świadkami przez uczestnictwo w tej zabawie, ale chcemy dać dowód, że to szczęście naprawdę jest w nas. Uwielbiam tańczyć, spotykać się z ludźmi i uważam, że warto te wszystkie troski, które każdy ma, zamknąć na tę noc w domu i tu się bawić – mówi Ania, szczęśliwa żona alkoholika, trzeźwego od 12 lat, i współorganizatorka balu.

    Lednickie rytmy

    – Zależało nam, żeby zabawa nie była droga, a koszty trzeba było ponieść, więc co się dało, robiliśmy sami. Pracy było sporo: od dekoracji sali, przez przygotowanie stolików, upieczenie ciast, szukanie sponsorów – wylicza pan Bogdan. O smaczne posiłki zadbała firma cateringowa, a o jakość zabawy troszczył się wodzirej, oczywiście nieprzypadkowy, bo też związany z Domowym Kościołem. – Zaczęliśmy bal polonezem i tańcami lednickimi. Okazuje się, że nawet tańcząc, mogliśmy sięgać do oazowych piosenek i przywoływać wartości, które są nam bliskie na co dzień – mówili z radością organizatorzy. – Uwielbiam prowadzić takie bale. Dla mnie to radość, kiedy mogę zachęcić innych, by chcieli tak żyć: bez alkoholu. Kiedyś byłem na takim weselu i tak mi się spodobało, że teraz sam prowadzę takie imprezy. A dziś koziańscy tancerze spisują się rewelacyjnie i dodają mi skrzydeł – chwali wodzirej Paweł Jagodziński z Jastrzębia-Zdroju.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół