• facebook
  • rss
  • Im należy się pamięć

    dodane 13.02.2014 00:00

    To miała być skromna publikacja, przywołująca losy zamordowanego w Charkowie oficera Tadeusza Stawińskiego, niegdyś bielszczanina i uczestnika kampanii wrześniowej na Żywiecczyźnie. Powstał jednak obszerny i przejmujący dokument pokolenia, dla którego patriotyzm nie był tylko hasłem.

    Autor książki, Wiesław Stawiński, podczas spotkania z czytelnikami w Bielsku-Białej z pewną nieśmiałością tłumaczył się ze swego pomysłu, by przez pryzmat losów jednego człowieka pokazać fragment polskich dziejów.

    – Miałem duże obiekcje, czy mogę w książce przedstawiać sprawy rodzinne, ale obawy, że popełniam niedyskrecję, publikując prywatne listy czy dzienniki, ustąpiły wobec opinii ludzi, którzy utwierdzali mnie w przekonaniu, że właśnie takie dokumenty dają prawdziwy obraz historii – mówił Wiesław Stawiński. Efekty poszukiwań takich materiałów okazały się zaskakujące nawet dla niego. – Szybko z planowanych 100 stron musiałem zwiększyć objętość do 200, a potem do 300, a liczne podobieństwa kazały mi oprócz mojego ojca przedstawić też postać wuja, Tadeusza Marusińskiego, żołnierza-ochotnika poległego w 1920 roku w bitwie pod polskimi Termopilami, czyli pod Dytiatynem – mówi autor.

    Fragmenty opisujące w książce bohaterstwo polskich żołnierzy, którzy walczyli do końca z przeważającymi liczebnie oddziałami Kozaków Budionnego, zostali wzięci do niewoli i dosłownie porąbani szablami, czytała podczas spotkania Zofia Lamers, córka oficera zamordowanego w Katyniu. Chwilę później łamiącym się głosem czytała też niezwykle ciepłe i serdeczne listy, które ze Starobielska pisał do swoich bliskich major Tadeusz Stawiński, zamordowany przez NKWD w 1940 r. w Charkowie. Tadeusz Stawiński w młodości, którą spędził w Krakowie, należał do Sodalicji Mariańskiej, był skautem i jako ochotnik zgłosił się do Legionów Polskich, a potem walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. W latach międzywojennych zamieszkał z rodziną w Bielsku i stąd w sierpniu 1939 r. wyruszył do obrony Polski jako żołnierz Baonu Obrony Narodowej „Żywiec”. Po rozwiązaniu tej jednostki przedostał się do Krakowa i walczył na froncie wschodnim, gdzie dostał się do sowieckiej niewoli. Z obozu w Starobielsku listy przychodziły do Bielska od października 1939 r. do lutego 1940 r. W każdym powtarzał prośby: by dzieci pomagały mamie i sobie wzajemnie, a nade wszystko, by się pilnie uczyły. „Za wszelką cenę kształć dzieci!” – prosił żonę. A sam zapewniał, że niczego nie potrzebuje, żywności ma pod dostatkiem…

    – To naprawdę niezwykła książka, która odkrywa ludzki wymiar tego, co jest naszą polską historią i pokazuje, co to znaczy być Polakiem – mówiła pani Zofia, która w imieniu uczestników podziękowała autorowi za jego ogromną pracę. Spotkanie z czytelnikami zorganizowali: Klub Inteligencji Katolickiej i Książnica Beskidzka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół