• facebook
  • rss
  • Najwytrwalsze pątniczki z Oświęcimia

    Alina Świeży-Sobel /GN

    dodane 11.08.2013 05:07

    Dorota Kinalczyk, Maria Łabuz i Joanna Mazur pamiętają pierwszą pielgrzymkę, która wyruszyła z Oświęcimia na Jasną Górę. Tę i kolejne, aż po obecną - trzydziestą - przeszły na własnych nogach.

    W sumie przeszły 3600 kilometrów, a w drodze spędziły pięć miesięcy. Po latach nie wyobrażają sobie roku bez pielgrzymowania. I zgodnie podkreślają, że tych 5 dni pomaga im dobrze przeżyć tych pozostałych 360.

    Jak najbardziej wytrwałe uczestniczki jubileuszowej 30. pieszej pielgrzymki oświęcimskiej traktują to pielgrzymowanie:

    Dorota Kinalczyk:

    Wystarczy pójść raz – potem już chce się iść na następne. Tak sobie policzyłam, że podczas trzydziestu pielgrzymek z Oświęcimia już przeszłyśmy ponad 3600 kilometrów. Pielgrzymka to  bardzo ważne dni w całym roku – i zawsze na nie czekam. Dla mnie to piękny czas bycia tylko z Panem Bogiem i oderwania od codzienności, choć intencje dotyczą przecież spraw codziennych.

    To także trud i wyrzeczenie, które rozwija człowieka. A i chodzi się coraz łatwiej, gdy ma się więcej praktyki. Pierwsze pielgrzymki były trudniejsze, z bąblami na stopach. Teraz od lat już nie miałam ani jednego. Wspaniałe są spotkania z ludźmi, którzy nas tak serdecznie przyjmują. Pamiętam, kiedyś szliśmy w deszczu, było zimno, a nasi gospodarze takich ubłoconych wprowadzili nas do pięknych domów, na parkiety, oddali, co mogli...

    Cieszę się, bo dzięki pielgrzymkom poznałam wielu dobrych ludzi. Radość budzi też widok pielgrzymujących z nami całych rodzin, nawet z malutkimi dziećmi - i to, że są dobre i piękne rodziny.

    Na co dzień mamy często do czynienia z denerwującymi sytuacjami czy ludźmi. Dzięki pielgrzymce uczymy się większej cierpliwości, życzliwości. No i wytrwałości. Człowiek nie może mówić, że nie da rady, bo z Panem Bogiem da się wszsytko!

    Maria Łabuz:

    Jak poszłam pierwszy raz? Trochę… z nieświadomości. Pamiętam, że w tamtą niedzielę, kiedy ksiądz ogłosił, że będzie pielgrzymka, musiałam iść do pracy. Trochę w biegu powiedziałam do córki, żeby poszła mnie szybko zapisać, zanim zabraknie miejsc. Byłam przekonana, że to pielgrzymka autokarowa (!). Córka mnie zapisała, a kiedy okazało się, że nie będzie autokaru i pójdziemy piechotą, bez zastanawiania się uznałam, że skoro już jestem zapisana, to pójdę. Tak się zaczęło.

    Doszłam pierwszy raz bez najmniejszych problemów. Nie miałam ani jednego pęcherza. Na następny rok bez namysłu zgłosiłam się na kolejną pielgrzymkę, a później to już od wiosny nie mogłam się nigdy doczekać, kiedy wreszcie pójdziemy. Planowałam urlop i organizowałam domowe życie na te dni, kiedy mnie nie będzie.

    Udało mi się pociągnąć za sobą córkę, zięcia - i wnuczki. Starsza idzie też w tym roku – już dwunasty raz, a młodsza chodziła od pierwszej klasy przez 18 lat. Jeszcze po studiach pielgrzymowała ze mną.

    Tych 5 dni daje mi bardzo dużo. Jestem silniejsza i łatwiej radzę sobie z trudnymi sytuacjami w życiu, gdy przychodzą choroby, kryzysy. Nie mam majątku, ale za to wielki pokój w sercu. Będę chodzić, dopóki Bóg pozwoli i będę mogła!

    Joanna Mazur:

    Na pierwszą pielgrzymkę poszłam, gdy miałam 15 lat. Potem zaczęły się zbierać kolejne jubileusze: 15, 20, 25 pielgrzymek. Dołączały do mnie koleżanki, siostra.

    Bywa różnie w drodze: deszcz, słońce, raz pod górkę, raz z górki, czasem boli, ale z Bożym wsparciem wszystko da się pokonać. Bo nasza siła pochodzi od Boga. Idąc na pielgrzymkę zostawia się za sobą wszystkie problemy. Jest za to 5 dni, które przeżywa się blisko Boga. To cudowny czas, kiedy tak mocno czujemy Jego pomoc.

    Zawsze mówię sobie: - Skoro idę, to znaczy, że Bóg mnie wybrał, żeby iść. Skoro mnie wybrał, to da mi siłę, żeby dojść. I wszystko jest radością, nawet ten ból, który czasem się pojawia.

    A potem z pielgrzymowania płynie taka siła, że można poradzić sobie z każdą przeszkodą. Bo pielgrzymka to taka lekcja, jak nosić krzyże w naszym życiu. A przy tym świetny trening bycia miłosiernym. Tak często zapominamy na co dzień, że powinniśmy innym pomagać. Pielgrzymka nam to uświadamia i nawet ci, którzy wybrali się pierwszy raz jak na wycieczkę - zmieniają się w tej drodze.

     

     

     

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół