Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Dawid, Goliat i skoki na bungee

Diecezjalna Szkoła Nowej Ewangelizacji. Grzegorz Dobija był jak desperat: – Nie miałem „zaliczonej” Drogi Krzyżowej ani Gorzkich Żali do bierzmowania. Nie miałem wyjścia – musiałem pojechać, żeby to jakoś ratować. Ale to, co mnie tam spotkało... Rewolucja.

Proszę pani, my musimy mieć Pismo Święte. Każdy swoje. I musimy w każdej klasie o tym mówić jak było. I musimy się regularnie spotykać – tak powitali swoją katechetkę Wiolettę Łakomiec gimnazjaliści z bielskiej Jedynki po powrocie z kursu dla młodzieży, który w Lipniku prowadziła ekipa Diecezjalnej Szkoły Nowej Ewangelizacji w Bielsku-Białej. – Nie mówiłam im, jak będzie. Zachęciłam tylko, że „będzie inaczej niż zwykle”. Zaufali, pojechali i... się zaczęło – uśmiecha się Wioletta Łakomiec.

„Zapięci pod szyję”

– Pomyślałem – muszę przetrwać. To tylko jeden weekend – opowiada Grzegorz Dobija. – Do bierzmowania wypada iść, a ja nie spełniam warunków. Prosiłem panią, żeby porozmawiała z księdzem i żeby dał mi szansę, jeśli zaliczę ten kurs. Myślałem, że tam będziemy się bez przerwy modlić i że wszyscy będą no... – tacy „zapięci pod szyję”. – Bardzo chciałem jechać na kurs, ale wszystko było przeciwko mnie – mówi Michał Nędzka. – Niewyobrażalny ból brzucha, gorączka w dniu wyjazdu. Ale wiedziałem, że choćby w kawałkach, muszę jechać. – Byłam taka „wierząca, ale niepraktykująca” – wyznaje Ola Zajdlicz. – Nie wiedziałam, czy mam tam być. Na dodatek nie zdążyłam na autobus i musiałam biec przez pół miasta, żeby się do tego Lipnika nie spóźnić. Pomyślałam, że jak zdążę, to mam tam być. Zdążyłam. – Przed kursem moje życie to były nieustanne kłótnie z rodzicami o bzdury: że muszę posprzątać albo iść do sklepu, bo mama czegoś zapomniała kupić. Po tym kursie mija drugi tydzień, a ja się ani razu z mamą nie pokłóciłam. Nie wiem co się stało, ale wszystko jest inne – dodaje Natalia Szczygieł.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy