• facebook
  • rss
  • Ksiądz w mundurze

    Alina Świeży-Sobel

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 09/2013

    dodane 28.02.2013 00:00

    Bystra Krakowska. To tutaj duszpasterzował ks. Rudolf Marszałek ps. Opoka, chrystusowiec, oficer i kapelan wojskowy. Funkcjonariusze UB zamordowali go w 1948 r.

    Był członkiem antyhitlerowskiego i antykomunistycznego podziemia. Mianowany pierwszym rektorem bystrzańskiego kościoła, pracował tu w trudnych latach hitlerowskiej okupacji 1942–1945. Zginął trzy lata po zakończeniu wojny, w 37. roku życia. Do tej pory nie wiadomo, gdzie jest jego grób. W Bystrej ks. Marszałek ma swoich dawnych parafian i przyjaciół. Będzie miał też swoją tablicę. Starsi ludzie w Bystrej jeszcze pamiętają, jak głosił mądre i piękne kazania, jak troszczył się o piękno liturgii. Zachowały się też rozmaite stare fotografie. Na jednych widać twarz skupioną i poważną, na innych – szeroki, serdeczny uśmiech. Raz ma na sobie mundur polskiego oficera, kiedy indziej – sutannę. Czasem widać go w towarzystwie dzieci odświętnie ubranych do Pierwszej Komunii św. Są też takie, kiedy pozuje jako cywil – pewnie do dokumentów potrzebnych podczas konspiracyjnych podróży. – Takich różnorodnych sytuacji nie brakowało w życiu ks. Marszałka, który swoją pasjonującą biografią mógłby dostarczyć materiału na niejeden scenariusz filmowy – uważa Bogdan Ścibut z Bystrej, historyk i współautor pisanej wraz z Anetą Kreftą-Maciejowską książki o niezwykłym kapłanie.

    Misjonarz Polonii

    Urodzony w 1911 r. w Komorowicach, wraz z rodzicami Janem i Teresą oraz trójką rodzeństwa mieszkał w Bielsku. Tu ukończył polskie gimnazjum, aktywnie działając w harcerstwie i Sodalicji Mariańskiej. Należał też do Światowego Związku Misyjnego. W 1928 r. został wysłany do Cambridge na Światowy Zlot Harcerstwa. Dzięki temu przez kilka tygodni mógł zwiedzać Anglię. Po maturze w 1931 r. zgłosił się na ochotnika do wojska i odbył kursy w szkole podchorążych w Zambrowie oraz w pułku strzelców podhalańskich w Cieszynie i Bielsku. Ze stopniem podporucznika przeszedł do rezerwy i w 1932 r. rozpoczął studia w seminarium duchownym założonego właśnie przez kard. Augusta Hlonda Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Zgromadzenie zakonne powstało, by obejmować duszpasterską opieką polskich emigrantów na całym świecie. Jeszcze podczas studiów teologicznych w Poznaniu – jako wysłannik redakcji „Przewodnika Katolickiego” – uczestniczył w kongresach eucharystycznych w Manili na Filipinach oraz Budapeszcie. Był też prezesem Sodalicji Mariańskiej studentów teologii i pozostał później w sodalicji księży. W czerwcu 1939 r. otrzymał święcenia kapłańskie.

    Kapelan żołnierzy i partyzantów

    We wrześniu, jako kapelan 58. pułku piechoty, uczestniczył w wojnie obronnej, a w czasie walk o Warszawę był kapelanem szpitala maltańskiego. Najpierw aresztowany, a w listopadzie wypuszczony przez Niemców, wrócił do rodzinnego Bielska, gdzie na polecenie Komendy Głównej Organizacji Orła Białego tworzył podziemne struktury. W marcu 1940 r. po aresztowaniach grupy członków OOB miał przedostać się do Budapesztu, do polskiej komórki przerzutowej na Zachód. W drodze został ujęty przez gestapo i skazany na półtora roku więzienia. W 1942 powrócił najpierw do Dziedzic, a wkrótce został mianowany rektorem w kościele w Bystrej Krakowskiej, należącej wówczas do parafii św. Michała Archanioła w Wilkowicach. Tu pracował do początku 1945 r. Równolegle cały czas był uczestnikiem wojskowej konspiracji niepodległościowej. Jako oficer i kapelan Armii Krajowej o ps. Opoka współpracował m.in. z por. Andrzejem Tomaszczykiem ps. Długi przy organizacji struktur ZWZ-AK w powiatach bielskim, cieszyńskim i żywieckim. Z posługą duszpasterską odwiedzał partyzantów ze Śląska Cieszyńskiego, a wiosną 1945 r. – oddział NSZ Gustawa Matusznego ps. Orzeł Biały w Brennej. Od lipca 1945 r. był kapelanem partyzanckich oddziałów NSZ dowodzonych przez kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Angażował się w tym czasie w próbę organizacji przerzutu oddziałów partyzanckich na Zachód. W tym celu we wrześniu 1945 r. wyjechał pod fałszywym nazwiskiem do Niemiec.

    Kraina wielkich zadań

    Tam na polecenie biskupa Józefa Gawliny, biskupa polowego i ordynariusza Polaków w Niemczech, został kapelanem wojskowym w Norymberdze. Na rozkaz dowódcy Brygady Świętokrzyskiej NSZ został też oficerem Grupy Operacyjnej Zachód NSZ – w stopniu majora. Po powrocie do Polski od grudnia 1945 r. przez kilka miesięcy był duszpasterzem w Bystrej Śląskiej i Mikuszowicach Śląskich. Od 1 lipca 1946 r. ukrywał się przed próbującymi go aresztować funkcjonariuszami UB, chroniąc się głównie w Bystrej i Szczyrku, m.in. u rodziny Grzybów. Ostatecznie dołączył do oddziału „Bartka” w okolicy Baraniej Góry, po czym na przełomie sierpnia i września na rozkaz dowództwa wyjechał ponownie do Niemiec, by szukać pomocy i organizować przerzut partyzantów na Zachód. W listach do swego przełożonego o. Ignacego Posadzego, wysyłanych już z lasów spod Baraniej Góry, pisał z podziwem o partyzantach. A kiedy przebywał w Niemczech, pisał do „Bartka”, że bardzo pragnie odprawić Mszę świętą w Polsce, którą nazwał „krainą naszych wielkich zadań”. Do kraju wrócił w grudniu 1946 r. z rozkazami rozwiązania oddziałów i przejścia do pracy konspiracyjnej. Nie zdążył ich już wykonać, aresztowany po kilkunastu dniach w wyniku rozpracowania przez tych samych agentów UB, którzy wcześniej pod pozorem przerzutu przeprowadzili akcję wymordowania około 160 żołnierzy „Bartka”. – Został uwięziony na Mokotowie w Warszawie. Ponad rok trwało śledztwo, po którym skazano go na karę śmierci. Wyrok wykonano 10 marca 1948 r., a ciało pochowano potajemnie na terenie Dolinki Służewieckiej w Warszawie. Nie wiemy, w którym miejscu – mówi Bogdan Ścibut.

    Byłem jego ministrantem

    – Po raz pierwszy spotkałem się z ks. Marszałkiem w 1942 roku. Przygotowywał mnie wtedy do Pierwszej Komunii Świętej, której udzielił nam w sierpniu – wspomina Władysław Dutka z Bystrej Krakowskiej i na zbiorowej fotografii pokazuje swoją postać wśród dzieci otaczających księdza Rudolfa. – Byłem też ministrantem i służyłem do Mszy świętych ks. Marszałkowi. Odprawiał w czasie wojny po niemiecku – bo musiał – ale mimo zakazów odprawiał też po polsku. Jeszcze tu byli Niemcy, kiedy pod koniec wojny śpiewał „Boże, coś Polskę”, a wszyscy ludzie w kościele płakali… W pamięci starszych parafian została odwaga młodego księdza i jego otwartość w kontaktach z ludźmi. – Był bardzo bezpośredni i miał poczucie humoru. Był blisko ludzi – wspominają. Ksiądz Marszałek był też blisko ofiar publicznej egzekucji – Polaków, których hitlerowcy powiesili w Bystrej w 1944 roku. – Próbował udzielić im sakramentów, ale Niemcy go nie dopuścili – mówi Władysław Dutka. W okresie, kiedy się ukrywał, potajemnie odprawiał w Bystrej Msze święte. – Przychodził przed południem i w zamkniętym kościele sprawował Eucharystię, a ja byłem jego ministrantem. Jedna z nauczycielek zwalniała mnie wtedy z lekcji, brałem klucz do kościoła i przygotowywałem wszystko, a potem sprzątałem. To była wielka tajemnica i nawet koledze-ministrantowi, z którym siedziałem w szkole w jednej ławce, nigdy o tym nie opowiadałem – dodaje pan Władysław. Andrzej Tomaszczyk, syn łączniczki AK Adeli Grzyb, która wraz z bratem Antonim współpracowała z ks. Marszałkiem, był za mały, żeby go pamiętać. – A mama, za konspirację skazana na 12 lat, po ponad 6 latach więzienia wróciła do domu i nigdzie nie mogła znaleźć pracy z powodów politycznych. Szykanowano w szkole także mnie, więc – by mnie chronić – wolała, żebym jak najmniej wiedział, i niewiele mówiła o ks. Marszałku. Choć unikała tych rozmów, wiem, że gościł często w naszym domu i był kimś naprawdę wyjątkowym. To dobrze, że jego postać zostanie przywołana, a wraz z nim – cała tamta historia – mówi Andrzej Tomaszczyk. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół