• facebook
  • rss
  • W Rzykach wygrało dobro

    Alina Świeży-Sobel

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 03/2013

    dodane 17.01.2013 00:00

    Sporo śmiechu i dobrej zabawy, a przy tym mnóstwo ważnych treści i dobrej aktorskiej gry. Sceny biblijne przeplatały się ze zmaganiami drużyn przedstawicieli nieba i piekła. Całość oklaskiwano już kilkakrotnie na stojąco.

    Od kilkudziesięciu lat nie było u nas takich jasełek, w których występowaliby dorośli – podkreślają z uznaniem wierni z parafii św. Jakuba z Rzyk. Teatralne zadania otrzymali po raz pierwszy dwa lata temu. Wystawili wtedy sztukę „Dzień gniewu” Brandstaettera. W następnym roku przygotowali z ks. Sroką „Gościa oczekiwanego” według Zofii Kossak, a w tym roku jasełka, z tekstami opracowanymi przez ks. Tomasza Srokę i Krzysztofa Paczyńskiego. Do teatru zachęcił ich ks. wikary Tomasz Sroka. – Mnie kiedyś zapalił do tego ks. Aleksander Kasoń i już od dwóch lat to zadanie realizujemy z mieszkańcami Rzyk – mówi ks. Tomasz. – Dzięki temu ludzie się spotykają, tworzą wspólnotę i przekonują się, że razem mogą zrobić coś dobrego.

    Teatr eksportowy

    Kiedy grali po raz pierwszy, wątpili, czy ktoś przyjdzie. A gdy sztuka okazała się sukcesem i dostali owacje na stojąco – przestali się bać teatru. – Jedno z przedstawień „Gościa oczekiwanego” obejrzały członkinie z zaprzyjaźnionych Kół Gospodyń Wiejskich z całej okolicy – wspomina Zofia Moskwik, sołtys w Rzykach. – Tak im się spodobało, że musieliśmy obiecać zaproszenie na kolejną sztukę. Więc na jasełkach też były obecne. Myślimy teraz, żeby te jasełka pokazać także w innych miejscowościach. Jesteśmy wdzięczni ks. Tomaszowi, że zapoczątkował ten nasz teatr. Przygotowania do jasełek trwały trzy miesiące. Odbyło się 18 prób, które trwały łącznie ponad 50 godzin. – Spędzonych w nieogrzewanej sali w remizie – dopowiadają ze śmiechem aktorzy, zaznaczając, że nie było żadnych kłopotów z frekwencją.

    Z łapanki pod kościołem

    – Kogo złapię pod kościołem, tego namawiam do grania. I na ogół się zgadzają. Co ciekawe, bardziej chętni okazują się panowie – śmieje się ks. Tomasz. – Wystarczy spojrzeć na przedział wiekowy aktorów: najmłodsi mają sześć, a najstarsi – ponad sześćdziesiąt lat. Ksiądz naprawdę nas obserwował i proponował role konkretnym osobom – podkreśla Krzysztof Paczyński, miejscowy polonista. Przyznaje, że kiedy w pierwszym przedstawieniu dostał rolę esesmana, sam miał opory, ale zagrał. I został w zespole. – My też jesteśmy w grupie od początku – mówią z dumą jasełkowi Trzej Królowie: Kazimierz Pająk, Marcin Cibor, Jan Sordyl. Marcin Cibor jest w Rzykach kościelnym i szafarzem Eucharystii, a w sztukach ks. Tomasza: zakonnikiem, politykiem i królem. – Bardzo ważna w naszych przedstawieniach jest wewnętrzna integracja całej parafii. Dziś stanęło na scenie ponad 50 osób, ale wiele nam pomaga, a jeszcze więcej – ogląda i oklaskuje – mówi Marcin Cibor. – Mam ogromną satysfakcję, że mogłem uczestniczyć w takim przedstawieniu i zrobić coś dla innych – mówi Kazimierz Pająk, pracownik Urzędu Miejskiego w Andrychowie. Dla Jana Sordyla, emeryta, najważniejsze jest to, że może dać coś z siebie społeczeństwu. – Myślę, że istotne jest to, że dorośli aktorzy dają przykład młodym. Ważne są słowa papieskiego nauczania bł. Jana Pawła II, które na próbach często przypomina nam ks. Tomasz. I to, że każdą próbę zaczynamy od modlitwy – uważa Barbara Żydek, zawodowo związana z reklamą, a w jasełkach stojąca czele drużyny dobra – jako Anioł. – Nasza anielska ekipa zwyciężyła i mam nadzieję, że w życiu też tak będzie – dodaje pani Barbara.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół