• facebook
  • rss
  • To On przynosi nam radość

    dodane 17.01.2013 00:00

    Gdy stanęłam w drzwiach, zgasło światło i przy dźwiękach kolędy powoli rozjaśniały się kolejne części niezwykłej szopki. Widać było delikatne światełka wokół żłobka, poruszające się figurki, młyn, pływające po stawie kaczuszki…

    Tak rozpoczęła się moja wizyta w domu 13-letniej Marianny Sowy z Cieszyna, autorki zdjęcia szopki, które zostało w naszym konkursie ocenione najwyżej. I zdałam sobie sprawę, jak trudne zadanie miała przed sobą, bo tej szopki – z tłumem niezliczonych postaci: ludzi, aniołów i zwierząt, z zarysem ukrytej w górskim zboczu stajenki i panoramą miasteczka Betlejem – nie sposób objąć obiektywem aparatu fotograficznego. Skomplikowanej sieci kabelków, które kryją się pod spodem, można się tylko domyślać. – Nasz najstarszy syn Krzysztof był już na świecie, więc szopkę zrobiłem dla niego – i dla nas, żeby w naszym życiu zrobiło się radośniej – wspomina Marian Sowa, tata Marianny. – Szopka powstała w 1989 r., tuż po tym, jak urodził się nasz drugi syn – Andrzej – dodaje mama Bogusława Banot-Sowa. Razem z mężem na przemian ciągną pełną bólu opowieść o dziecku, które żyło tylko kilka dni, o trzech kolejnych martwych ciążach i o szóstej, kiedy jako wcześniak urodziła się Marianna, wymodlona za wstawiennictwem św. o. Pio…

    Aniołek z żelazkiem

    Co roku mały Krzyś bawił się małymi figurkami i włączał elektryczne mechanizmy, które uruchamiały wodospad i aniołka z dzwoneczkiem zapraszającym na spotkanie z maleńkim Jezusem. A szopka co roku była większa, przybywało postaci, nowych budowli i urządzeń. Bez niej nie byłoby prawdziwego świętowania całej rodziny. – Dla mnie inspiracją była szopka, którą w mojej rodzinnej parafii w Chorzowie budowały siostry miłosierdzia św. Wincentego à Paulo – tłumaczy Marian Sowa. – W Wigilię była to tradycyjna szopka ze Świętą Rodziną i pasterzami. A potem codziennie coś do niej dochodziło, a to aniołek, który prał w balii na tarze pieluszki, a to inny, który je prasował… Setki postaci sprawiających, że szopka wciąż się zmieniała. A na zakończenie Jezus, już jako kilkuletni chłopiec, błogosławił klęczącej przed Nim młodej parze. Również w swojej domowej szopce pan Marian wciąż coś przestawia, dodaje. A pomysły rodzą się przez cały rok. Śladem wakacyjnej wycieczki w góry jest wodospad. A kamyki wokół stajenki zebrał podczas pracy w kaczyckiej kopalni. Niektóre są przywiezione z pielgrzymki do Ziemi Świętej: z Betlejem i góry Tabor. – A jest też jeden z Rzymu, gdzie z Zespołem Teatralnym Parafii św. Elżbiety i s. Jadwiga Wyrozumską śpiewaliśmy ojcu świętemu Janowi Pawłowi II. Są i znalezione w lesie ciekawe szyszki i muszelki z wakacji nad morzem – opowiada pan Marian. Całość buduje się i ustawia ponad tydzień. – Do końca nie ma tylko najważniejszej postaci, bo zgodnie z tradycją rodzinną dopiero w Wigilię, po wieczerzy, najmłodsze dziecko w rodzinie uroczyście umieszcza w szopce Dzieciątko – tłumaczą Sowowie. Marianna przyznaje, że trochę się nasłuchała od rodziców, gdy się okazało, że zdjęcie konkursowe zrobiła i wysłała już dwa dni przed świętami, gdy w stajence… było jeszcze pusto.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół