• facebook
  • rss
  • Na bielskim forum

    Ks. Jacek M. Pędziwiatr

    dodane 08.01.2013 09:11

    Ruszył sezon dyskusji o „Kolędzie”.

    Jedna z nich pojawiał się na bielskim portalu. Wymianę cennych uwag wywołał internauta Mateusz, a inspiracją był fakt, iż wraz z pamiątkowym kalendarzem ksiądz zostawił blankiet przekazu bankowego, by wpłacić ofiarę. Ksiądz nie wspomniał o wsuniętym w kartki kalendarza blankiecie, co internauta Mateusz odebrał jako działanie konspiracyjne, znienacka, pod płaszczykiem i w ogóle anatema sit. Rodzącymi się wątpliwościami podzielił się skwapliwie. Oczywiście nie z księdzem czy urzędem parafialnym, ale... portalem internetowym. Cóż: takie dziś obyczaje. Kiedyś ludzie mieli honor, dziś ślą listy do portalowych redakcji.

    Nie byłoby całej sprawy, gdyby internauta Mateusz usłyszał z naciskiem i wielokrotnie powtarzaną w kościele informację o kalendarzach, o dołączonych blankietach przekazu bankowego, o celu dobrowolnej kwesty, czyli wymianie pokrycia dachowego i remontu pokaźnej części kościoła parafialnego i jego wyposażenia, z ławkami, systemem grzewczym i drzwiami włącznie.

    Zresztą internauta Mateusz wyjaśnia w liście do bielskiego portalu, że „zbyt religijny” nie jest, a księdza przyjmuje z rodzinnego, wielopokoleniowego nawyku, co też całą sprawę w znacznej mierze tłumaczy. Wyraża przy tym troskę o Kościół i tworzących go staruszków, których ów nieszczęsny blankiet do oszustwa i okradzenia przywieść może.

    Czytam to wszystko z politowaniem. Z wielu powodów. Najpierw - natury ogólnej: troska i odpowiedzialność materialna jest wpisana w kanon kościelnych przykazań i jest jednym z czynników decydujących o tym, że człowiek ochrzczony jest rzeczywiście żywą komórką Ciała Chrystusowego. Brak tej troski, albo oburzanie się na ofiarność, czy też przypominanie o niej, nie najlepiej świadczą o poczuciu odpowiedzialności za Kościół.

    Dalej - z powodu natury osobistej. W seminarium karmiono nas taką opowiastką: po Mszy św. prymicyjnej starsza wiekiem ciocia chwyciła ociekającą jeszcze olejem świętym rękę prymicjanta.
    - Ależ ciociu! Nie trzeba! - żachnął się księżyk.
    - Przecież ja nie ciebie całują w rękę, chłopcze, tylko samego Pana Jezusa - zrugała go starsza pani.

    Wszelkie dyskusje i niepewności, zwłaszcza z pieniędzmi w tle, biorą się z braku zrozumienia istoty „Kolędy”: to Chrystus przychodzi, to On błogosławi, ksiądz jest tylko zewnętrznym znakiem. Mam takie osobiste doświadczenie ze starszą, samotną, schorowaną panią w ciasnej kawalerce. Gdy wzbraniałem się przed kopertą z ofiarą, porozumiewawczo rzucając okiem na stertę tabletek i syropów piętrzącą się w plastikowym koszyczku na parapecie, staruszka tupnęła pantoflem, cichutko, ale stanowczo:
    - To ja cały rok odkładam po parę złotych, chcę zrobić ofiarę, jak uboga wdowa w Ewangelii, a ksiądz mi w tym nie pomaga!

    Postrzegam internetowych dyskutantów kolędowych, zażenowanych sprawą ofiary pieniężnej, w kategoriach zmutowanych psów ogrodnika: sami nie dadzą, innym nie pozwolą dać. Ksiądz Tischner zwykł był powtarzać nam na wykładach: każdy ma swojego psa, co to na niego zejdzie.
     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół