• facebook
  • rss
  • Skarby na Szańcach

    Alina Świeży-Sobel

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 34/2012

    dodane 23.08.2012 00:00

    Koniaków. Jubileuszowe – dziesiąte – Dni Koronki Koniakowskiej były też jednym z punktów całorocznych obchodów 300-lecia miejscowości. Tym razem aż przez cztery dni wieś tętniła życiem, a tłumy turystów podziwiały tradycyjne wyroby, umiejętności cieśli, piękno muzyki i tańca
i – oczywiście – talent twórczyń słynnej na całym świecie misternej ozdoby. 


    Każdy powód jest dobry, żeby przyjechać do Koniakowa. – Jeżeli ktoś przyjdzie zobaczyć trombity, przy okazji zobaczy koniakowską koronkę, portrety górali, rzeźby, spróbuje regionalnej kuchni. To wszystko składa się na bogactwo naszej tradycji i jedno bez drugiego nie może istnieć – tłumaczy Tadeusz Rucki, artysta, gawędziarz, gospodarz koniakowskiej galerii Chata na Szańcach i inicjator Dni Koronki Koniakowskiej. – Każdy, kto przyjedzie do Koniakowa, zobaczy nie tylko koronki, ale też niezwykle piękne pejzaże, które Bóg stworzył dookoła nas. Nie trzeba jechać do Szwajcarii – wystarczy wyjrzeć przez okno, by przekonać się, jak piękne są nasze góry. Jesteśmy jedną z najwyżej położonych wiosek – dodaje z dumą.


    Owce i koronki


    Wokół Chaty na Szańcach występowały kapele i chluba całej społeczności: zespół „Koniaków”. Jednego dnia swoje dzieła prezentowały koronkarki, a następnego można było podziwiać mistrzów stolarskiej roboty pod wodzą Stanisława Zowady. Każdy mógł spróbować sił w grze na trombicie i posłuchać koncertu, a w Muzeum Koronki odbywało się głosowanie na najpiękniejszą koronkę i pokaz mody – z ubraniami z koniakowskiej koronki w roli głównej.
Po sąsiedzku – przy kolybie bacy Piotra Kohuta – na Jarmarku Pasterskim można było zobaczyć, jak powstają tradycyjne oscypki, bundz, redykołki i inne pasterskie wyroby. – Pasterstwo to jest źródło. Z niego wynikała tradycja góralska – nie ma wątpliwości Piotr Kohut, od lat zaangażowany w przywracanie pasterskiej tradycji w Beskidach. Podkreśla, że równocześnie z powrotem owiec na hale zawitała w beskidzkie okolice moda na drewniane budownictwo i zaczęły się odradzać dawne ciesielskie umiejętności górali. 
Góralski strój: sukienne spodnie, czyli nogawice i bruclik ma na sobie sporo uczestników koniakowskiego świętowania. – Ale żeby był strój, potrzeba prawdziwego sukna. A żeby było sukno, potrzebna jest wełna. Żeby była wełna – potrzebne są owce – i tak wracamy do źródeł tego wszystkiego: do pasterstwa – mówi Piotr Kohut. 


    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół