Cichy święty czyni cuda

Alina Świeży-Sobel

|

Gość Bielsko-Żywiecki 10/2021

publikacja 11.03.2021 00:00

W Roku św. Józefa jego wspomnienie i zbliżający się odpust to ważny czas dla wielu osób związanych z „Józefowem”. Położony w Bielsku-Białej wśród zieleni Cygańskiego Lasu ośrodek, gościnnie przyjmujący zarówno maluchy, jak i całe rodziny oraz seniorów, od dawna bowiem impulsy do działania zawdzięcza swojemu patronowi i orędownikowi. – To za jego wstawiennictwem udało się pokonać mnóstwo przeszkód – nie mają wątpliwości gospodarze tego miejsca, członkowie bielskiego KIK-u.

Figura w zewnętrznej kapliczce willi. Figura w zewnętrznej kapliczce willi.
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość

WBielsku-Białej przy ulicy Grzybowej 8 przez lata św. Józef rzeczywiście zdążył się zadomowić. W nazwanym jego imieniem ośrodku ma pod swoim patronatem Dom Dziennego Pobytu dla Seniorów, a w nim dedykowaną sobie kaplicę. Od lat gości „Józefowa” wita jego figura ulokowana na ścianie budynku.

Czterdziestolatek

W tym roku bielski Klub Inteligencji Katolickiej dziękuje Panu Bogu za 40-lecie działalności. Założone w 1981 r. stowarzyszenie stało się aktywnym uczestnikiem przemian, jakie dokonywały się w Polsce. Służyły im organizowane z rozmachem Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej, będące odpowiedzią dla katolików poszukujących swojego miejsca w życiu społecznym. Ważną odpowiedź dali też po ogłoszeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. To z KIK-u wywodzili się też najbardziej aktywni członkowie bielskiego Biskupiego Komitetu Pomocy Więzionym i Internowanym, wspierającego ofiary stanu wojennego i ich rodziny.

– Z pewnością fakt, że przeżywamy ten jubileusz w trudnych okolicznościach pandemii, nie jest przypadkiem. Znaczny zakres naszej aktywności wiąże się z „Józefowem” od ponad dwudziestu lat i przebiega pod szczególnym patronatem św. Józefa. To jest nie do przecenienia. Czujemy, że opiekuje się nami i robi to w sposób wręcz namacalny, zwłaszcza w momentach, kiedy wydaje się, że stoimy przed trudnościami nie do pokonania. I wtedy pojawia się rozwiązanie, niekoniecznie wcześniej przez nas planowane. Bo ze św. Józefem uczymy się, jak reagować na pojawiające się wokół nas potrzeby – podkreśla Elżbieta Kralczyńska, prezes KIK-u.

Nowe życie po remoncie

Taką reakcją jest właściwie cała historia „Józefowa”, która rozpoczęła się w 1998 r., w ostatnich miesiącach istnienia województwa bielskiego. Wtedy na wniosek KIK-u ostatni wojewoda bielski Andrzej Sikora wraz z Janem Chrząszczem, obecnym wicewojewodą śląskim, podpisali stosowne dokumenty przekazujące mocno zniszczony milicyjny ośrodek wypoczynkowy MSW na potrzeby działalności podejmowanej przez klub z myślą o potrzebujących.

Starania rozpoczęły się w 1997 r., a przyczyniła się do nich opowieść o problemach, z jakimi borykali się członkowie KIK-u w podeszłym wieku. – Wysłuchaliśmy relacji jednego z naszych kolegów, który potrzebował pomocy, ponieważ jego obłożnie chora żona miała opuścić szpital, a on nie był w stanie sam zapewnić jej odpowiedniej opieki. Rzucił przy tym myśl, że przydałby się taki dom opieki. Od tego się zaczęło… – wspominają do dziś członkowie KIK-u. Rozpoczęły się poszukiwania, w które mocno angażowała się nieżyjąca już sekretarz klubu Janina Królikowska. I ostatecznie udało się z myślą o utworzeniu takiej placówki pozyskać nieruchomość przy Grzybowej. Był to malowniczo położony teren z trzema zrujnowanymi budynkami.

Prezes Kralczyńska przyznaje, że choć w 1998 r. nikt nie wiedział, jak się do realizacji tego wyzwania zabrać, to już miesiąc później zdobyli pierwsze fundusze i rozpoczęli remont pięknej starej willi. Pomagali wszyscy, ale wkładu pracy, jaki zostawili tu Piotr Ściga, Maria Wieja czy Helena Góra nie można zapomnieć.

W willi powstała kaplica św. Józefa i do dzisiaj działa Dom Dziennego Pobytu dla osób starszych pod jego patronatem, ale wtedy planowany był w niej Diecezjalny Ośrodek Wspierania Rodziny. I faktycznie powstał, ale później przeniósł się do nowej siedziby w Lipniku…

– Remontu wymagało dosłownie wszystko, więc nie było łatwo i wszyscy pamiętamy uroczystość poświęcenia kaplicy, kiedy właściwie gotowe było tylko to jedno pomieszczenie, osłonięte moimi domowymi zasłonami, za którymi wokoło były tylko gruzy, stosy cegieł. Na ścianie wisiał krzyż, a ja tłumaczyłam, że jesteśmy w miejscu, z którego trzeba było wypędzić diabła – wspomina pani Elżbieta, zaznaczając, że od początku dbali o to, by to wyproszone miejsce rzeczywiście było uświęcone modlitwą.

Samą nazwę podsunęli członkowie grupy modlitewnej, do której należała Janina Królikowska. – To Jasia przyszła któregoś dnia i powiedziała: To będzie „Józefów”!”. I tak się stało, a na naszą prośbę pismem z 8 stycznia 1999 r. bp Tadeusz Rakoczy wyraził zgodę, by ten ośrodek, a w nim pierwsza placówka, czyli dom dziennego pobytu dla osób starszych, nosił nazwę Katolicki Dom Opieki „Józefów” – dodaje Elżbieta Kralczyńska. O tym, jak wiele się w wyremontowanej willi działo, wiele razy na naszych łamach opowiadali seniorzy, którzy bez „Józefowa” nie wyobrażają sobie życia, bo tu najczęściej się uśmiechają, są wciąż aktywni…

Św. Józef podpowiada

A potem święty patron podsuwał kolejnych podopiecznych. Tak powstała w 2000 r. świetlica środowiskowa dla dzieci, czyli Świetlica Dzieciątka Jezus. Korzystali z niej m.in. najmłodsi z pobliskiego schroniska dla bezdomnych. Obecnie odbywają się w niej nieodpłatnie online i stacjonarne zajęcia dla dzieci w wieku od 6 do 16 lat. Mogą tu liczyć na pomoc w nauce i rozwijaniu talentów, zwłaszcza plastycznych.

– Nie planowaliśmy początkowo świetlicy, ale była taka potrzeba i powstała, a teraz sami widzimy, jakim błogosławieństwem zarówno dla dzieci, jak i seniorów jest ich sąsiedztwo, możliwość częstych spotkań, rozmów, wzajemnych odwiedzin – podkreślają opiekunowie najmłodszych.

Później, w 2001 r., ruszył otwarty na 20. rocznicę istnienia klubu dom dziennego pobytu. Dopiero jako trzeci, ostatni etap budowania „Józefowa”, powstał w 2013 r. ten punkt ośrodka, który był od początku jego zamierzonym celem: całodobowy Dom Pomocy Społecznej dla Seniorów pod patronatem Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

– Była to bardzo wymagająca i kosztowna inwestycja, bo budowaliśmy praktycznie od zera, a środki sami zdobywaliśmy na różne sposoby. Nie wiedzieliśmy, jak to zrealizować, a koszty były tak wysokie, że tylko cud nas mógł uratować. Stopniowo pojawiały się jednak pomysły i rozwiązania – mówi prezes Kralczyńska. Jak dodaje, wielka radością jest dziś to, że oprócz podstawowej opieki mieszkańcy tego domu mogą zawsze liczyć na serdeczność, interesujące spotkania, kojące skołatane nerwy otoczenie pięknej przyrody i śpiew ptaków. Bo rzeczywiście efektem ogromnej pracy jest miejsce, o którym marzyli, kiedy słuchali wiele lat temu bolesnych słów o problemach kolegi…

– Dom powstał, dobrze funkcjonuje, choć nie omijają nas oczywiście rozmaite trudności. W czasie pandemii musieliśmy poradzić sobie z tymi samymi kłopotami, co wszyscy: zakażenia wśród pracowników czy wolne miejsca, które mamy, ponieważ seniorzy obawiają się opuszczać domy. To nowy problem i będziemy szukać pomocy u św. Józefa – zaznacza prezes Kralczyńska.

Nad spokojnym, bezpiecznym pobytem wszystkich gości „Józefowa” czuwa więc święty, który opiekował się patronem świetlicy: Dzieciątkiem Jezus i Jego Matką Maryją. Tak zawitała tu cała Święta Rodzina…

Rozwój „Józefowa” wytyczył nowe ścieżki dla KIK-u i po 40 latach wymownie wskazuje, że św. Józef czuwa tu skutecznie nad każdym, kto szuka jego pomocy.