Egzamin 94-latków na szóstkę

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 49/2020

publikacja 03.12.2020 00:00

– Nie mogłam wyjść zza bufetu, bo byłam przecież w pracy. To on przeskoczył przez ladę, wziął mnie i zabrał ze sobą – śmieje się pani Władysława. A Janek jak „wziął”, tak nie oddał nikomu. Od 70 lat są małżeństwem!

Jan i Władysława Gąsiorkowie świętują imponującą rocznicę ślubu w parafii św. Pawła w Bielsku-Białej. Jan i Władysława Gąsiorkowie świętują imponującą rocznicę ślubu w parafii św. Pawła w Bielsku-Białej.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Kiedy ks. Piotr Leśniak, proboszcz parafii św. Pawła na bielskim Osiedlu Polskich Skrzydeł, odebrał telefon od pani Władysławy, od razu zaproponował: „To przyjadę po was samochodem”. Usłyszał: „Nie trzeba, księże, przyjdziemy pieszo”. W lutym Jan Gąsiorek skończył 94 lata, a we wrześniu taką samą rocznicę urodzin obchodziła jego małżonka pani Władysława.

W sobotę 21 listopada podczas Mszy św. dziękowali wraz z najbliższymi za 70 lat swojego małżeństwa.

Jubilat pochodzi z Czańca, jubilatka urodziła się w Chomranicach koło Nowego Sącza. A poznali się w Nysie. To tam Jan służył w jednostce Wojsk Ochrony Pogranicza. Niedaleko mieszkała ciocia pani Władysławy. – Przyjechałam do cioci i dostałam propozycję pracy za bufetem, w restauracji, gdzie też odbywały się zabawy taneczne. To tam zobaczyliśmy się pierwszy raz – wspomina jubilatka. – Mąż podchodzi do bufetu, prosi mnie do tańca, a ja na to, że nie mogę, że jestem w pracy. To on przeskoczył przez ladę, wziął mnie i zabrał ze sobą!

Pani Władysława do dziś wspomina, jak przyszły mąż pieszo pokonał 20 km z Nysy, by ją odwiedzić w wiosce, jeszcze za Kopernikami. – Zasiedział się i potem musiał biec do jednostki na skróty przez wodę i błoto – śmieje się jubilatka.

Ślub cywilny wzięli w Nysie, a stąd przyjechali do Bielska. Tutaj wzięli ślub kościelny 18 listopada 1950 r. w kościele św. Mikołaja (dzisiejszej katedrze) i zamieszkali w pobliskiej kamienicy. – Nie mieliśmy nic. Było małe przyjęcie, najbliżsi, jeden pan grał nam na harmonii – uśmiechają się małżonkowie.

Pani Władysława zajmowała się domem, pan Jan był przez ponad 30 lat tkaczem. Urodziły się im dwie córki: Danuta i Renata. A jubileusz 70-lecia małżeństwa świętowało z nimi także czworo wnuków, dziesięcioro prawnuków i dwoje praprawnuków. – Dane nam było mieszkać na starówce 50 lat, a kiedy rozpoczął się jej remont, musieliśmy się wyprowadzić. Znaleziono nam wspaniałe mieszkanie w piętrowym domu tu, na Osiedlu Polskich Skrzydeł, gdzie żyjemy wśród dobrych ludzi jak rodzina. Jest ogród, parking. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Ogródek jest pasją pani Władysławy: – Ooo, ile ja tam mam pracy! Kwiaty, dużo krzewów, dwa drzewa pigwy. Dużo warzyw i owoców sadzę, żeby mieć wszystko swoje, ekologiczne, a potem trzeba to wszystko zebrać i przerobić – opowiada.

Pan Jan zachwala talenty kulinarne żony. Kiedy pracował, jak tylko wchodził do domu, na stole zawsze czekał obiad. Wnuki i prawnuki doskonale wiedzą, jakim skarbem są dla nich dziadkowie. Babcia przeżyła ciężkie doświadczenia hitlerowskiego obozu w Niemczech, ale też tam poznała wielu życzliwych ludzi. Dziadek ciężko pracował przez całe życie. Dodają też, że to po babci dziedziczą talenty muzyczne. Jubilaci zapytani o receptę na szczęśliwe wspólne życie, odpowiadają zgodnie. – Trzeba się tak ułożyć, żeby sobie wybaczać – mówi żona, a mąż podkreśla: – Różnie bywa, ale trzeba się tolerować, iść czasem na ustępstwa. Podczas Mszy św. ks. P. Leśniak przekazał jubilatom list i błogosławieństwo bp. Romana Pindla i dodał: – Przez te 70 lat pięknie zdajecie egzamin z miłości, którą sobie ślubowaliście w kościele św. Mikołaja. Tutaj towarzyszy wam rodzina, młodzi małżonkowie z dziećmi – myślę, że mają w was cudowny przykład!