Twarzą w twarz z mniszką

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 29/2020

publikacja 16.07.2020 00:00

Nie planował tego spotkania. Przez 50 lat pracy twórczej namalował ponad 900 obrazów – wśród nich wiele wizerunków świętych. O niej jedynie coś słyszał. I właśnie w jubileuszowym dla jego twórczości roku pojawiła się – średniowieczna żona, matka, zakonnica, mistyczka, kanonizowana przez papieża Leona XIII 120 lat temu.

Bogusław Maria Boba Colin z fotografią obrazu św. Rity, namalowanego przez niego dla kościoła w Cygańskim Lesie. Bogusław Maria Boba Colin z fotografią obrazu św. Rity, namalowanego przez niego dla kościoła w Cygańskim Lesie.
Urszula Rogólska

Wpaździerniku 2018 r. bielska parafia NMP Królowej Świata w Cygańskim Lesie dołączyła do tych miejsc, w których każdego 22. dnia miesiąca wierni spotykają się na uroczystym nabożeństwie za wstawiennictwem św. Rity – patronki spraw po ludzku beznadziejnych, orędowniczki kobiet wszystkich stanów, a zwłaszcza matek.

Siódma

– Wiedziałem, że w parafii zawiązała się wspólnota św. Rity – opowiada 73-letni Bogusław Maria Boba Colin, artysta malarz, rodem krakowianin, od lat związany z Bielskiem-Białą; mąż Lili, ojciec czworga dorosłych już dzieci. – Nie należałem do tej grupy, ale w ubiegłym roku przyszły do mnie jej członkinie z pytaniem, czy bym nie namalował wizerunku ich patronki do naszego kościoła. Znałem powierzchownie życiorys św. Rity, wiedziałem, że jest patronką spraw bardzo trudnych, że była żoną, matką, potem wstąpiła do zakonu. I tyle. Ale bardzo się cieszyłem, że to mnie wybrano, bym namalował jej wizerunek.

Dziełem Bogusława Boby są m.in. freski w bielskiej katedrze św. Mikołaja. Pracował także przy artystycznej odnowie ratusza, Zamku Sułkowskich, kościoła ewangelicko-augsburskiego w Białej i mnóstwa innych miejsc. Jest współinicjatorem malarskiego pleneru w Kalwarii Zebrzydowskiej, zainaugurowanego w 15. roku pontyfikatu Jana Pawła II. Namalowane przez niego wizerunki Jezusa Miłosiernego znajdują się w ponad dwudziestu miejscach na całym świecie.

W Cygańskim Lesie dziełem Colina dotąd było sześć wizerunków w tutejszym salwatoriańskim kościele: św. Jana Pawła II, św. Faustyny, założycieli zgromadzeń salwatoriańskich – sługi Bożego Franciszka Jordana i bł. matki Marii od Apostołów – a także bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz Świętej Rodziny. Obraz Rity miał być siódmy.

Dotyk wrażliwości

– Moje credo artystyczne zawiera to jedno zdanie: „Tyle piękna, ile tęsknoty duszy”. Jako malarz jestem na służbie. Maluję wiele rzeczy prozaicznych: souveniry, obrazy salonowe, jubileuszowe, do różnych wnętrz. Ale kiedy dostaję propozycję malowania wyższej rangi, dla dobra kultu, to mnie ogromnie cieszy – dodaje artysta. – Jestem tym szczęściarzem, któremu przypadło w życiu spotkać się ze św. Janem Pawłem II i zapoznać się z jego encykliką o Bożym Miłosierdziu.

Artysta potrafi z pasją opowiadać o tym, jak powstają kolejne tworzone przez niego wizerunki Miłosiernego. – Wszystko idzie po malarsku zgrabnie, dopóki nie spotykam się z samą twarzą Jezusa, nie spojrzę Mu w oczy. Za każdym razem jest to niesamowite spotkanie, to metafizyka… – tłumaczy. – Jest tak też z każdym wizerunkiem Madonny, który dane mi było malować, ale i świętych. Mam wrażenie, że te postacie jakoś wpływają na życie artysty – życie duchowe samo w sobie staje się ważniejsze. Podobnie było z Ritą. Miałem świadomość, że będę dotykał niezwykłej wrażliwości: kobiety, osoby świeckiej i zakonnej; będę dotykał walki o miłość w najwyższym znaczeniu, o której Jezus mówi: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych”. Bo Rita najpierw została zmuszona do wyjścia za człowieka porywczego, trudnego, żyjącego daleko od Boga. Jej ufna, pokorna modlitwa zupełnie go odmieniła. Nie dane było jej nacieszyć się przemianą męża – krótko potem zginął. Ich synowie, zgodnie z ówczesną włoską tradycją, poprzysięgli zemstę. Rita, której nie udało się przekonać ich do zaniechania wendety, znowu modliła się, by Bóg ich powstrzymał. Wkrótce obaj zmarli na skutek zarazy… Wtedy wstąpiła do augustianek, wciąż służąc najbardziej potrzebującym.

Siostra modelka

Jak mówi Bogusław Boba, każdą pracę nad zleceniem tego rodzaju, jakim była prośba bielskiej wspólnoty, poprzedza intensywnymi przygotowaniami historiograficznymi, by z właściwą dbałością oddać szczegóły danego wizerunku. – Najpierw nawiązałem kontakt z siostrami augustiankami w Krakowie. Miałem parę pytań dotyczących habitu. Chciałem się dowiedzieć, jak wyglądał ten właściwy, kiedy bowiem obejrzałem kilkadziesiąt wizerunków św. Rity, niemal każdy był nieco inny – kontynuuje artysta. – Następnym wyzwaniem była prośba do bielskich sióstr zakonnych o zamodelowanie mi. Wypożyczyłem też z hurtowni Misericordia dwa różnej wielkości krzyże. Po dwóch nieudanych próbach w Bielsku-Białej artysta pojechał do salwatorianek w Goczałkowicach. Namalował wcześniej wizerunki salwatoriańskich założycieli – także dla krakowskiej prowincji – więc wydawało się, że może być łatwiej. Jednak przełożona była nieobecna, a żadna z sióstr nie chciała sama wyrazić zgody na „pozowanie”. – Musiałem siostrom wyjaśnić, że nie chodzi o pozowanie, a o modelowanie, żebym jako malarz mógł zobaczyć, jak anatomicznie układają się te ręce trzymające krzyż, habit. Kiedy myślałem, że odejdę z kwitkiem, otworzyły się drzwi i do domu weszła jeszcze jedna siostra! To ona mi pomogła! – cieszy się Bogusław Boba.

Mocna kobieta

W kwestii szczegółów artysta miał już własną wizję: – Widziałem postać głęboko zanurzoną w Bogu – co eksponuję poprzez subtelne położenie krzyża na jej rękach. Kiedy z taką tkliwością dotyka Jezusa Ukrzyżowanego, przez Jego miłość prosi o miłość dla swojej rodziny, dla tych synów, prosi, by zło się nie rozszerzało bardziej – tłumaczy malarz.

Na czole namalowanej Rity znajduje się stygmat, cierń, który oderwał się od figury cierpiącego Jezusa podczas jej modlitwy w Wielki Piątek i utkwił w jej ciele. Nie zabrakło także 15 róż – symbolu mocno związanego z Ritą. Kwiaty do dziś błogosławi się w czasie nabożeństw ku jej czci i zanosi później chorym. Rita pochylała się nad cierpiącymi, potrzebującymi, ludźmi będącymi w najtrudniejszych sytuacjach. To także symbol nabożeństwa 15 czwartków, odprawianych przed dniem jej wspomnienia 22 maja.

Na obrazie są również pszczoły – artysta namalował trzy. I one są związane z legendą z czasów dzieciństwa świętej – pojawiły się przy niej, nie wyrządzając żadnej krzywdy.

Wyzwaniem okazała się twarz Rity. – Parę razy w życiu zdarzyło mi się malować wizerunek świętych, którzy nigdy nie byli sfotografowani czy dokładnie opisani. Stwierdziłem więc, że namaluję twarz według własnego pomysłu. Malując, starałem się podążać za oczekiwaniami wspólnoty św. Rity – tłumaczy artysta. – Na moim projekcie była trochę młodsza. Kiedy wstępowała do zakonu, była już kobietą dojrzałą, miała 36 lat. Zmieniłem więc mój projekt na ich prośbę. W moich oczach Rita to mocna kobieta, która z ufnością patrzyła na Bożą rzeczywistość, na Bożą moc. Ona czuła, że to naprawdę wszechmoc, że tylko ktoś taki jak wszechmogący Bóg mógł sprawić, by nawrócił się jej mąż, a później – zatrzymać straszną tradycję wendety w rodzinie. Kiedy straciła bliskich, weszła w tę Bożą rzeczywistość, przestrzeń Męki Pańskiej, działania Opatrzności Bożej, jeszcze mocniej – jako siostra zakonna. Już za życia miała opinię świętej. Wokół niej działy się cuda w sytuacjach naprawdę po ludzku beznadziejnych.

Weszła w XXI wiek

Bogusław Boba zwraca uwagę, że dla niego jest czymś niezwykłym, że kult tej średniowiecznej świętej, która zaznała trudów życia nie tylko jako osoba świecka, ale i zakonnica, mistyczka, tak bardzo rozwija się dziś, w XXI wieku. – Szukamy takiej gorliwości, takiego zawierzenia Panu Bogu, jakie miała ona, by z tym złem, które nas otacza, jakoś się zmierzyć. Ona żyła takim zawierzeniem, wiedziała, że Pan Bóg nad nią czuwa w każdym położeniu, że ją prowadzi, umacnia w tym, by z Bożą łaską dokonywać wielkich rzeczy…

Stałe, mocne miejsce w życiu Bogusława Boby i jego rodziny (aż 14 jej przedstawicieli związało swoje życie ze sztuką malarstwa!) miała do tej pory św. Teresa od Dzieciątka Jezus. – Mój ojciec zawsze w butonierce nosił jej relikwie. W jego bibliotece stałe miejsce miał posążek Jezusa niosącego krzyż. Ta Teresa i ten krzyż towarzyszyły nam od dzieciństwa. Przyjaciółmi domu byli krakowscy paulini i karmelitanki bose. A tu nagle w moje życie weszła niezbyt mi wcześniej znana średniowieczna żona, matka i mniszka – mówi B. Boba. – I jest obecna ze swoim orędownictwem w moim codziennym świętych obcowaniu. Malowanie wizerunku świętych zawsze wnosi nowe życie do mojego umysłu, serca. Tworzy się nowa, nadzwyczajna duchowa więź. Tak też jest i dziś z Ritą. A zaczęło się od zwyczajnych odwiedzin parafianek ze wspólnoty w mojej pracowni…