Brat Alois z Taizé w Auschwitz: Potrzebujemy pogłębienia naszej nadziei i miłości!

Alina Świeży-Sobel

dodane 02.01.2020 20:01

W czwartek 2 stycznia, po zakończeniu 42. Europejskiego Spotkania Młodych Taizé, organizowanego we Wrocławiu przez ekumeniczną wspólnotę braci z Taizé, grupa organizatorów udała się do byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau. Na czele ponad 160 osób przybył brat Alois, przeor z Taizé.

O odpowiedzialności za budowanie nowego zaufania mówił ks. dr Manfred Deselaers podczas spotkania w Centrum Dialogu i Modlitwy. O odpowiedzialności za budowanie nowego zaufania mówił ks. dr Manfred Deselaers podczas spotkania w Centrum Dialogu i Modlitwy.
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość

Znalazło się w tym gronie 60 braci z przeorem wspólnoty bratem Aloisem na czele, a także ponad 100 wolontariuszy z całego świata, którzy wcześniej uczestniczyli już w życiu wspólnoty w Taizé, a teraz pomagali w przeprowadzeniu Europejskiego Spotkania Młodych Taizé we Wrocławiu. Idea tych spotkań, podobnie jak charyzmat wspólnoty z Taizé, to oparte na wspólnej modlitwie dążenie do pojednania podzielonych chrześcijan i budowania jedności między ludźmi.

- Dlaczego postanowiliśmy tu dzisiaj przybyć? Bo dla nas, braci i wolontariuszy, to jest bardzo ważne: żeby podtrzymywać pamięć i żeby to robić, kiedy tylko jest taka możliwość, we wspólnocie. Dzisiaj widzi się w świecie tyle zła, więc spojrzenie na to zło, które ma tutaj wymiar absolutny, jest potrzebne, aby pogłębić naszą nadzieję i naszą miłość - tłumaczył brat Alois.

Przeor brat Alois (z lewej) i brat Marek podczas spotkania z ks. Manferedem Deselaersem w CDiM.   Przeor brat Alois (z lewej) i brat Marek podczas spotkania z ks. Manferedem Deselaersem w CDiM.
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość

Najpierw cała grupa odwiedziła oświęcimskie Centrum Dialogu i Modlitwy, gdzie gości powitał ks. dr Manfred Deselaers, niemiecki kapłan, który od przeszło 30 lat posługuje ludziom przyjeżdżającym do byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau.

W CDiM powitał gości ks. Manfred Deselaers.   W CDiM powitał gości ks. Manfred Deselaers.
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość

- To, co się tu stało, przekracza granice ludzkiej wyobraźni - podkreślał ks. Deselaers. Opowiadał o wymiarze zbrodni zorganizowanego ludobójstwa, do którego doszło w tym miejscu na setkach tysięcy więźniów różnych narodowości. O tym, jak wyzyskano wcześniej ich niewolniczą pracę na rzecz państwa niemieckiego, pozbawiono indywidualnej tożsamości, prawa do imienia i nazwiska; wskazywał też na fakt, że jedną z ważnych konsekwencji tej zbrodni stało się zburzenie związków między ludźmi i wspólnotami ludzi. To dotyczy też relacji narodu niemieckiego, którego państwowe władze odpowiadały za organizowanie zagłady, z przedstawicielami innych narodów w Auschwitz.

- Jesteśmy tu po to, by usłyszeć płacz i głos ofiar, ale też po to, by zdać sobie sprawę, że pamięć o Auschwitz, prawda o tym, co się tu stało, to wielkie wyzwanie dla nas. To pytanie, jak możemy - pamiętając o tym, co było - ponownie sobie zaufać. To wielkie zadanie, by zmienić to miejsce złej pamięci w miejsce, gdzie padnie zdecydowana odpowiedź: odpowiedź miłości. Bo ostatnie słowo, odpowiedź na pytanie o sens cierpienia człowieka czy obecność Boga w tym miejscu, nie należy do przeszłości. Ostatniego słowa w Auschwitz nie mówią hitlerowcy. To ostatnie słowo pada dziś i jest głosem na rzecz jedności, pokoju, szczęśliwej przyszłości. To słowo naszego serca. Jestem bardzo szczęśliwy, że dzisiaj Oświęcim jest miastem pokoju i  miejscem, w którym możemy zrozumieć naszą odpowiedzialność za nowe zaufanie, za nadzieję, za miłość - tłumaczył ks. Deselaers.

Na dziedzińcu bloku 11., przed Ścianą Straceń.   Na dziedzińcu bloku 11., przed Ścianą Straceń.
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość

Po spotkaniu w CDiM goście z Taizé udali się na zwiedzanie Państwowego Muzeum Auschwitz. W skupieniu i z widocznym wzruszeniem przeszli najpierw przez bramę z napisem "Arbeit macht frei", potem przez dziedziniec bloku 11, gdzie zginęły tysiące rozstrzelanych więźniów, a w bunkrze umierał z głodu św. Maksymilian Kolbe. Opuszczali były obóz w zadumie.

- Mamy jednak w pamięci słowa ks. Deselaersa i wiemy, że nie przyjechaliśmy tu po to, aby wspominać tylko przeszłość i wyjechać stąd przybitymi. Jesteśmy tu po to, aby jeszcze mocniej pamiętać o naszej odpowiedzialności za przyszłość świata i o tym, że tak, jak ks. Manfred nam powiedział: od małych rzeczy się zaczyna zło, ale także od małych rzeczy zaczyna się budowanie dobra. Z takim przesłaniem będziemy wracać. Chcemy pamiętać, że to, co robimy, każdy w swoim zakresie, by torować drogi do pokoju przez pojednanie, przez zrozumienie drugiego, po miłość i najmniejsze gesty miłości - to jest konkret, który może pozwolić na to, żeby się nie powtórzyło to wszystko, co tutaj widzieliśmy - zaznaczał brat Marek, który był pierwszym Polakiem w międzynarodowej ekumenicznej wspólnocie z Taizé i koordynował przygotowania do właśnie zakończonego 42. Europejskiego Spotkania Młodych Taizé we Wrocławiu.