Iść za Chrystusem

Alina Świeży-Sobel

|

Gość Bielsko-Żywiecki 48/2019

publikacja 28.11.2019 00:00

W cieszyńskim kościele św. Marii Magdaleny 17 listopada występem zespołu Kairos zakończyła się kolejna niedziela modlitw o powołania. Przez cały dzień klerycy odwiedzali parafie dekanatu, dzielili się swoimi świadectwami i zachęcali do refleksji nad wyborem życiowej drogi.

Seminarzyści z ks. Sławomirem Kołatą w kaplicy św. Melchiora w Cieszynie. Seminarzyści z ks. Sławomirem Kołatą w kaplicy św. Melchiora w Cieszynie.
Alina Świeży-Sobel /foto gość

Jak tłumaczył wiernym proboszcz parafii św. Marii Magdaleny ks. kan. Jacek Gracz, ważne dla tej refleksji było też szczególne miejsce, w którym po ostatniej Mszy św. odbył się koncert muzyki chrześcijańskiej.

– Znajdujemy się w kościele, w którym św. Melchior Grodziecki rozeznawał swoje powołanie, i spotykamy się tu w trwającym jeszcze Roku św. Melchiora. On tutaj pytał Pana Boga: „Kim mam być i co mam w życiu robić?”. Także ci młodzi ludzie nie tylko studiują w seminarium, ale codziennie pytają Boga: „Czy mam być księdzem, czy to jest moja droga do świętości?” – mówił ks. Gracz, życząc, aby świadectwo wierności świętego kapłana z Cieszyna było dla dzisiejszych kleryków umocnieniem i oparciem.

– To już w tym roku kolejne spotkanie naszych kleryków ze św. Melchiorem Grodzieckim – przypominał w Cieszynie ks. Sławomir Kołata, wicerektor Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej, czuwający nad formacją kleryków naszej diecezji. – Braliśmy udział we wrześniu w cieszyńskich uroczystościach ku jego czci, a w październiku pielgrzymowaliśmy wraz z diecezją do Koszyc, miejsca jego męczeńskiej śmierci – mówił.

Odpowiedz Jezusowi

– Modlimy się dzisiaj o odwagę dla młodych ludzi, którzy będą chcieli oddać swoje życie na służbę Bogu – przypominał w homilii podczas wieczornej Eucharystii diakon Piotr Bułka. I wskazywał na zagrożenia, z którymi trzeba mierzyć się na drodze do kapłaństwa: szatana i świat, który coraz częściej odrzuca prawdę. – Bo szatan zrobi wszystko, żeby oddalić człowieka od jego właściwej drogi, posłuży się kłamstwem, perfidnie oszuka. A dzisiaj tak trudno odróżnić prawdę od kłamstwa, znaleźć granicę między dobrem i złem. W świecie panują niepokój, lęk i groza. Ogrom tego zła nieraz nas przybija. Młody człowiek, który zastanawia się, czy wejść na drogę kapłaństwa, musi też odpowiedzieć sobie na wiele wewnętrznych pytań: czy poradzi sobie z nauką, z własnymi słabościami, czy wytrwa w samotności, czy może iść do seminarium, jeśli jego rodzina nie jest wierząca. A każdy z nas chce być w stu procentach pewny, że decyzje, które podejmie, są dla niego właściwe, przyniosą mu szczęście, radość, że będzie się dzięki nim spełniał – mówił kaznodzieja. Podkreślał przy tym, jak ważne jest, by nie zatrzymywać się na problemach, ale szukać dla nich rozwiązania, wsłuchując się w słowo Boże.

– Jezus dzisiaj mówi: „Nie trwóżcie się!”. I trzeba pamiętać, że jeżeli chcemy kroczyć drogą do świętości – czy to będzie droga powołania do kapłaństwa, czy życia zakonnego, czy rodzinnego – to Chrystus na pewno nas nie zostawi. Każdy z nas ma inną drogę, a Jezus daje nam słowo Boże, które pozwoli każdemu nią iść. Daje nam przykazanie miłości i zachęca, by każdy z nas odpowiedział dzisiaj, w jaki sposób chce kochać Boga, innych ludzi, siebie samego – dodał diakon Piotr.

Również ks. Tomasz Sroka podczas liturgii zapraszał do modlitwy w intencjach wszystkich młodych, którzy stoją przed wyborem życiowego powołania.

Kairos: chwila łaski

Szczególną okazją do spotkania z młodzieżą stał się koncert zespołu Kairos, złożonego z kleryków krakowskiego seminarium, pochodzących zarówno z parafii naszej diecezji, jak i archidiecezji krakowskiej. – Warto ich posłuchać i przekonać się, że klerycy też mają swoje pasje. To sposobność, żeby uświadomić sobie, że księża nie spadają z księżyca, ale są normalnymi ludźmi, mają swoje zainteresowania, z którymi wchodzą w kapłaństwo – zaznaczał ks. Sroka.

Historia zespołu Kairos rozpoczęła się w 2016 r., kiedy w seminaryjnych ogrodach w Krakowie odbywało się spotkanie młodych przez Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. – Trzeba było pomóc młodzieży we wspólnym śpiewie i zebrała się grupa kleryków gotowych pomóc. Poszło nam dobrze i postanowiliśmy kontynuować nasze granie. Tak spontanicznie powstał „Kairos” i mamy już za sobą sporo koncertów. Wspólnie tworzymy kolejne piosenki, przymierzamy się też do wydania płyty – mówią klerycy.

A o tym, że potrafią swoimi talentami skutecznie obudzić zapał do słuchania Bożego słowa, najlepiej mówił entuzjazm, z jakim ich koncert przeżywali zgromadzeni w Cieszynie.

Zespół Kairos tworzą klerycy: perkusista Dawid Werner, grający na instrumentach klawiszowych Krzysztof Borys, gitarzyści: Kacper Biłyk, Eryk Wójcicki, Paweł Potasiak. Wokaliści to: Jakub Łabuz i Dawid Kubaczka, którzy podczas koncertu opowiedzieli też o tym, jak znaleźli się w seminarium. Teksty piosenek są najczęściej zaczerpnięte z Pisma Świętego lub inspirowane nim.

Całkiem inny plan?

Kleryk Dawid Witkóweczka opowiadał o tym, jak zaraz po Pierwszej Komunii Świętej został ministrantem i wraz ze swoją grupą Liturgicznej Służby Ołtarza i lektorów rozwijał swoją wiarę. – Tak zrodziło się moje wielkie umiłowanie Mszy św., a ze wszystkich stron od ludzi, którzy mnie znali, słyszałem, że pewnie będę księdzem. Stanowczo zaprzeczałem i wtedy ksiądz proboszcz powiedział ważne dla mnie zdanie: „Pamiętaj, że przez ludzi też przemawia Mądrość Boża”. Te słowa pozostały we mnie i wciąż na nowo odkrywam, że przez ludzi, którzy są wokół nas, nieraz przemawia Pan Bóg. W seminarium utwierdzam się w tym. I wierzę, że Pan Bóg mnie prawdziwie powołał. Wszystkim, którzy myślą, żeby iść tą drogą, podpowiadam, że warto za tym głosem pójść, by spróbować i przekonać się, czy rzeczywiście jest to „ta droga” – mówił Dawid.

– Ja miałem całkiem inny plan i od dziecka marzyłem, żeby zostać… sportowcem, dokładnie siatkarzem. Dobrze mi szło, były pierwsze kluby, mecze, kontrakty i pieniądze. To wszystko oczywiście mocno kusiło. Byłem też w oazie, służyłem przy ołtarzu, jeździłem na rekolekcje – opowiadał Jakub Łabuz. – Miałem 17 lat, kiedy w wyniku poważnej kontuzji kolana musiałem zrezygnować ze sportu. To był dla mnie trudny czas, zamknąłem się w domu i wtedy właśnie pojawiły się pierwsze myśli o seminarium, o kapłaństwie. Zaraz po maturze doszedłem jednak do wniosku, że to nie dla mnie, i wyjechałem do pracy w Holandii. Ale we wrześniu te myśli wróciły, dlatego szybko zebrałem potrzebne dokumenty i w ostatnim dniu przyjęć dotarłem do seminarium. Zostałem przyjęty. I dziś już wiem, że powołanie to nie jest jakiś kostium czy farba, które można nałożyć lub zmienić, kiedy się samemu chce. To jest coś wewnątrz, a jeśli człowiek będzie przed tym uciekać, to nigdy nie będzie szczęśliwy. Tak było ze mną przez te trzy miesiące po maturze, a dziś cieszę się, że podjąłem tę decyzję i każdego dnia modlę się o to, żebym tego powołania nie zmarnował…