Orędownicy z Pariacoto

Alina Świeży-Sobel

|

Gość Bielsko-Żywiecki 45/2019

publikacja 07.11.2019 00:00

W kościele w Czernichowie odbyło się uroczyste wprowadzenie relikwii męczenników z Peru: bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego. Towarzyszyły mu słowa pieśni stworzonej na ich beatyfikację: „Oni tutaj są, są nadziei promiennym znakiem, ich krew do nowego życia budzi nas...”. – Już tu zostaną i będą orędować za nami – zapowiadał ks. Krzysztof Ciurla.

Biskup Edward Kawa udzielił specjalnego błogosławieństwa. Biskup Edward Kawa udzielił specjalnego błogosławieństwa.
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość

Uroczystość odbyła się w ostatnią niedzielę października, miesiąca, który obchodzony był w tym roku jako Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny.

Pierwsi polscy misjonarze męczennicy stali się w tym czasie przewodnikami wielu modlitw w naszej diecezji. Do kościoła MB Częstochowskiej w Czernichowie zawitali na stałe i odtąd już co miesiąc, zawsze 9. dnia – na pamiątkę dnia ich męczeńskiej śmierci – po wieczornej Mszy św. będą się tu odbywać nabożeństwa z powierzaniem próśb ich wstawiennictwu.

Liturgii wprowadzenia relikwii przewodniczył zakonny współbrat męczenników bp Edward Kawa, franciszkanin konwentualny, biskup pomocniczy w archidiecezji lwowskiej. Na wstępie odczytał on dekret przekazania relikwii I stopnia dla parafii czernichowskiej. Dokument wraz z certyfikatem podpisał przełożony krakowskiej prowincji franciszkanów konwentualnych o. Marian Gołąb OFM Conv.

Relikwiarz męczenników w procesji wnieśli do świątyni bliscy bł. Michała: jego siostra Maria i brat Marek. Biskup Kawa zaraz po odczytaniu dokumentów przyjął relikwiarz, pobłogosławił nim czernichowskich parafian i umieścił go przed ołtarzem.

– Oni tutaj zostaną, aby Bóg przez ich obecność działał w was i czynił swoje cuda. Przyjmijmy ich z wiarą i miłością, a Bogu dziękujmy za dar naszych polskich męczenników misjonarzy – apelował bp Kawa, życząc, by pośród modlących się przez ich wstawiennictwo działy się cuda. – Bo wszędzie tam, gdzie są męczennicy z Peru, zdarzają się cuda. Bądźcie na nie gotowi i otwórzcie swoje serca – dodawał.

Ich krew budzi...

W homilii bp Edward Kawa, pochodzący z polskiej rodziny zamieszkującej w Mościskach na Ukrainie, podzielił się osobistym świadectwem szczególnej więzi z męczennikami z Pariacoto. – Miałem 13 lat, kiedy 9 sierpnia 1991 roku zginęli śmiercią męczeńską. Pamiętam ten dzień, jakby to było dziś. Urodziłem się blisko granicy, odbieraliśmy jeszcze na naszych odbiornikach programy radiowe i telewizyjne z Polski. Razem z rodzicami oglądałem informacje o ich śmierci. Byliśmy wstrząśnięci, bo ledwie wyszliśmy wtedy spod władzy Związku Radzieckiego, wszyscy czuli radość i nadzieję. Do głowy nam nie przychodziło, że gdzieś jeszcze prześladuje się chrześcijan, że gdzieś jeszcze mogą być męczennicy. Kiedy później, odwiedzając brata w seminarium, zobaczyłem ulotki poświęcone braciom, przypomniałem sobie tamten dzień i odkryłem w sercu pragnienie, że chcę być taki jak oni. Ich przykład dał mi natchnienie, aby iść i naśladować Jezusa – mówił bp Edward.

Jak dopowiada o. Sławomir Zieliński OFM Conv, przed laty duszpasterz w Mościskach, obecnie pracujący we Lwowie, bp Edward Kawa, który otrzymał sakrę biskupią w 2017 r., został powołany przez papieża Franciszka jako koordynator potężnej akcji pomocy humanitarnej „Papież dla Ukrainy”. W ramach tego przedsięwzięcia w ciągu dwóch lat około 16 tys. osób najbardziej dotkniętych tragedią wojny, przede wszystkim z terenu Donbasu, otrzymało pomoc w łącznej wysokości 16 mln euro. Docierała ona do osób najbiedniejszych, pozbawionych domów, opału na zimę.

Cuda już są

Przy ołtarzu w Czernichowie pod przewodnictwem bp. Kawy modlili się też księża dekanatu międzybrodzkiego z dziekanem ks. kan. Januszem Kucielem i wicedziekanem ks. Markiem Wróblem, a także franciszkanie z o. Sławomirem Zielińskim, dyrektorem Wydziału Duszpasterskiego Lwowskiej Kurii. Obecna była też delegacja władz gminnych, przedstawiciele stowarzyszenia integracyjnego Dzieci Serc im. bł. o. Michała Tomaszka z Radziechów, a także PTG „Sokół” i poczty sztandarowe.

– Już pierwszego dnia doświadczyliśmy niezwykłych znaków. Jednym była sama obecność biskupa, który odczytał głos powołania kapłańskiego za sprawą męczenników z Peru, a ponadto w swoim kalendarzu znalazł jedną wolną niedzielę akurat na zakończenie Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego – mówi ks. Ciurla.

Drugim niespodziewanym znakiem była symboliczna liczba kapłanów, których przy ołtarzu miało początkowo stanąć ośmiu. W ostatniej chwili okazało się, że będzie ich dziewięciu, tak jak 9 sierpnia zginęli misjonarze. Przygotowanych było tylko osiem ornatów, ale z kłopotu wspaniale wybawiła wszystkich delegacja parafii w Trzebini, która z ks. Piotrem Krzystkiem przywiozła w darze nowy ornat z wizerunkiem bł. o. Tomaszka, który już przy ołtarzu założył ks. Ciurla. Są też pierwsze świadectwa o tym, że długo zanoszone modlitwy zostały wysłuchane przez Boga.

W pamięci i w sercu

Czernichowski duszpasterz nie ukrywa, że jego życie mocno naznaczył swoją obecnością męczennik z Żywiecczyzny bł. Michał Tomaszek. Poznał go jeszcze jako kleryk w Sułkowicach, gdzie o. Michał przyjechał z niepełnosprawnymi dziećmi na rekolekcje. – Z czasem coraz bardziej widzę, jaka to była łaska… – mówił ks. Ciurla. Nie był to przypadek, że został potem wikarym w rodzinnej parafii o. Michała – w Łękawicy. Tam też przez lata sprawował co miesiąc Msze św. z prośbą o beatyfikację kapłana. Później uczestniczył w takich Mszach św. odprawianych w Trzebini, gdzie również pracował jako wikariusz.

Mieszkał w Łękawicy, kiedy żyła jeszcze mama o. Michała, która obdarzyła go prawdziwie matczynym sercem. I jak kiedyś dla własnego syna dziergała na drutach ciepłe wełniane skarpety, tak później obdarowywała nimi o. Sławomira i ks. Krzysztofa. Wykorzystywała do tego przywiezione z Peru rzeczy o. Michała. W ręce ks. Krzysztofa trafił też ostatni sweter przyszłego błogosławionego. – To do dziś najcieplejsza rzecz, jaką mam – mówi ks. Ciurla.

A do najważniejszych wspomnień, jakie zachowuje w pamięci, należą dni, kiedy pojechał do Peru na beatyfikację. Pierwsze niezapomniane wrażenie przyniosła już odprawa na lotnisku, zaraz po przylocie do Limy. Stali z o. Sławomirem w ogromnej kolejce, ale kiedy urzędniczka dowiedziała się, po co przylecieli, uśmiechnęła się szeroko i powiedziała: „O, to moi ukochani ojcowie!”. Przepuściła polskich kapłanów od razu. A potem pojawił się… gołąb. I to niejeden raz. – Słyszałem od o. Stanisława Olbrychta, który po śmierci męczenników podjął misyjną pracę w Pariacoto, że na ich pogrzebie gołąb uparcie siadał na trumnie o. Michała. Podczas beatyfikacji w Chimbote wypuszczono gołębie i jeden z nich usiadł na trawie w pobliżu krewnych o. Michała, i nie odleciał przez całą Mszę św. Kiedy następnego dnia wszedłem do kościoła w Pariacoto, spłoszyłem gołębia siedzącego na sarkofagu, w którym pochowany był o. Tomaszek – wspomina ks. Krzysztof.

Nasi przewodnicy

Uczestnicy czernichowskiego powitania mieli okazję zaopatrzyć się w przygotowane przez ojców franciszkanów rozmaite publikacje na temat obu błogosławionych. W najbliższych miesiącach będzie u nich gościć także wystawa im poświęcona.

– Chcemy jak najlepiej ich poznać, dlatego podczas comiesięcznych nabożeństw z modlitwami za ich wstawiennictwem będziemy przybliżać sobie różne fakty i okoliczności z ich życia misyjnego. Główną intencją tych nabożeństw będzie modlitwa o pokój, bo obydwaj od czasu beatyfikacji stali się patronami starań pokojowych i przeciwdziałania terroryzmowi. Każdy będzie mógł im też powierzyć swoją osobistą prośbę. W kolejnych miesiącach będziemy też prosić ich o opiekę nad poszczególnymi grupami wiernych, np. we wrześniu będą to rozpoczynający naukę uczniowie, których polecimy bł. Michałowi, obdarzonemu szczególną charyzmą troski o dzieci, a w lutym, gdy przypada Dzień Chorych, będziemy polecać cierpiących za wstawiennictwem bł. Zbigniewa, który angażował się w udzielanie pomocy – tłumaczy ks. Krzysztof Ciurla, zapraszając do wspólnej modlitwy. Jak podkreśla, nabożeństwa przy relikwiach będą pomocą w wyproszeniu łaski głębokiego życia duchowego, którą obdarowani byli męczennicy z Pariacoto. – Ufam, że zaowocuje to też naszym wspólnym zaangażowaniem na rzecz misji – dodaje kapłan.•