Marcin Jakimowicz w Mazańcowicach o wygranym meczu

Urszula Rogólska

dodane 02.10.2019 15:28

- Ja ciągle słyszę o walce duchowej. Wiem, że jest. Ale w rzeczywistości królestwa ten mecz jest wygrany od dwóch tysięcy lat. Tam nie ma żadnego remisu! - mówił Marcin Jakimowicz, nasz redakcyjny kolega, który dzielił się swoim świadectwem w Mazańcowicach.

Marcin Jakimowicz w kościele św. Marii Magdaleny. Marcin Jakimowicz w kościele św. Marii Magdaleny.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Kiedy papież Franciszek powiedział: "Wstańcie z kanap, ruszcie się z wygodnego życia, idźcie na cały świat głosić Ewangelię", Robert Kohut mocno wziął sobie jego słowa do serca. - W parafii najważniejsza jest Msza św., ale powinniśmy też żyć bliżej siebie jako wspólnota - mówi Robert, który razem z żoną Iloną zainicjował 28 września spotkanie ewangelizacyjne w parafii św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach. Jego gośćmi byli zespół Kamień na Kamieniu z bielskiej parafii św. Małgorzaty w Kamienicy, który poprowadził śpiew i modlitwę uwielbienia, oraz Marcin z naszej redakcji w Katowicach. Dziennikarz podzielił się świadectwem swojej wiary i życia z Jezusem.

Marcin zaczął od opowiadania o swoim wielowymiarowym kryzysie sprzed kilku lat, który przeżywał jako dziennikarz "Gościa". - Ludzie mi opowiadali o tym, że Pan Jezus żyje, że uzdrawia, że pomaga finansowo, ale nie miałem takiego doświadczenia. I to było trochę frustrujące. Co ze mną jest nie tak, że na wszystkich to działa, tylko nie na Jakimowicza? Byłem bardzo rozżalony. Na Facebooku napisałem nawet, że jestem zdolny do wszystkiego. Wszystko było mi obojętne - dzielił się Marcin.

Przełomem był dokumentalny film "Ojciec światłości" (Father of Lights), który podrzucili mu znajomi. Zwłaszcza scena, kiedy do domu indyjskiego szamana, siejącego śmierć i grozę w okolicy, przychodzi chrześcijanin, który czuje się tam posłany, i odważnie mówi: "W imieniu Jezusa przejmuję tę ziemię. Wyjdź". Szaman bez słowa się poddaje.

Zespół Kamień na Kamieniu poprowadził modlitwę uwielbienia.   Zespół Kamień na Kamieniu poprowadził modlitwę uwielbienia.
Urszula Rogólska /Foto Gość

- On się w ogóle nie bał tego faceta. Szedł w imię Pańskie, z Jego błogosławieństwem. Dokładnie wiedział to, o czym napisała Teresa Wielka: "Ja i Jezus stanowimy większość". To jest kosmos! Może być 5 milionów przeciwko mnie, ale jak ja jestem z Jezusem, to nic mi nie zrobicie, bo Pan jest nieskończonością, bo "do Niego należy ziemia i wszystko, co ją napełnia". Też tak chciałem... - kontynuował Marcin, wracając do sceny z filmu. - Ja całe życie przepraszałem, że żyję, a ten facet przychodzi w imię Jezusa, On wie, Kim jest Jego Ojciec - że jest Bogiem, więc czego ma się bać?

Marcin dodał: - Ciągle słyszę o walce duchowej. Wiem, że jest. Ale w rzeczywistości królestwa ten mecz jest wygrany od dwóch tysięcy lat. Tam nie ma żadnego remisu. Jest napisane w Biblii: "Jezus Chrystus przyszedł, aby zniszczyć dzieła diabła". I On tego dokonał, umierając na krzyżu - mówił mazańcowicki gość. - Albo czytamy, że "Jezus Chrystus przeszedł, dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła". On w ogóle nie bał się demonów. Ja mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie dominuje taka narracja, iż istnieją dwie siły - dobro i zło, które ciągle ze sobą walczą, i na dobrą sprawę nie wiadomo, kto wygra. Raz "Imperium atakuje", raz "Imperium kontratakuje". A w rzeczywistości królestwa to wszystko już jest rozstrzygnięte. Wszystko.

W tym kontekście Marcin mówił też o tym, że jesteśmy synami i córkami Boga: - Jeśli w to wierzymy, to sobie uświadamiamy, że mamy wszystko. Bo wszystko jest możliwe dla tego, który wierzy - jak mówi Pismo Święte. Mamy Ojca, który nie jest sknerą, a który dał nam wszystko. Jeśli jesteście ochrzczeni, to macie 100 procent Ducha Świętego - macie wszystko, nic wam nie brakuje. Mamy więc tego Ducha, który wskrzesił Jezusa z martwych! My już nie musimy na nic czekać, bo wszystko mamy, tylko o tym nie wiemy.

Marcin przypomniał, że w chwili chrztu w Jordanie Jezus usłyszał od Ojca trzy komunikaty: jesteś synem, kocham Cię i podobasz mi się. To wypowiedział Bóg do każdego z nas.

Mówiąc o rzeczywistości królestwa, Marcin dodał: - Nasza modlitwa tutaj, to uwielbienie, które prowadzi zespół Kamień na Kamieniu, to jest ściąganie tutaj tego, co jest w niebie. W modlitwie "Ojcze nasz" są słowa: "Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi". W Biblii jest inaczej: "Niech tu, na ziemi, będzie tak, jak w niebie". Jezus mówi: "Nie przyzwyczajacie się do waszego braku, ale do tego, co jest u mojego Ojca, a tam jest taka obfitość, że się przelewa". "Ja i Jezus stanowimy większość" - to naprawdę działa.

Robert Kohut (z prawej) zainicjował spotkanie z Marcinem Jakimowiczem w Mazańcowicach.   Robert Kohut (z prawej) zainicjował spotkanie z Marcinem Jakimowiczem w Mazańcowicach.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Po świadectwie Marcina jego słuchacze uczestniczyli w Mszy św., a następnie w modlitwie uwielbienia i adoracji Najświętszego Sakramentu.

- Mieszkamy tu od 11 lat, jesteśmy w Domowym Kościele i zamarzyło się nam, żeby jeszcze bardziej ożywić parafię - mówi R. Kohut. - Sam całkiem niedawno, 9 lat temu, odnalazłem Jezusa w moim życiu. Słysząc kiedyś świadectwo Marcina, zapragnąłem, aby w naszym kościele też zagościł i powiedział tak prosto i na luzie o Bogu. Cieszę się, że na to przedsięwzięcie zgodził się ks. proboszcz Piotr Grochowiecki, a ks. wikary Łukasz Koba zmobilizował kandydatów do bierzmowania, by chcieli też posłuchać Marcina. Będąc w ich wieku, pewnie stawiałbym opór, żeby przyjść w sobotni wieczór do kościoła. Ale wierzę, że skorzystali i ziarno zasiało się w ich sercach. Bo kiedy do młodych mówi ktoś świecki i jeszcze w taki sposób jak Marcin, Biblia naprawdę staje się bliską rzeczywistością.