Bez spowiedzi nie ma życia

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 36/2019

publikacja 05.09.2019 00:00

– To było… niebo na ziemi! – nie ma wątpliwości Krzysztof Rodak, który z Pieszą Pielgrzymką Żywiecką wędrował na Jasną Górę po raz dziewiąty. A Weronika Jelonek, która szła po raz pierwszy, ma już plan na sierpień przyszłego roku: – Pójdę drugi raz! – uśmiecha się, poprawiając na głowie wianek pielgrzymkowej debiutantki.

Biskup Piotr Greger witał wszystkich u celu w czwartek 29 sierpnia. Biskup Piotr Greger witał wszystkich u celu w czwartek 29 sierpnia.
Urszula Rogólska /foto gość

Od 1611 r. mieszkańcy Żywca pielgrzymują pieszo na Jasną Górę. Dzisiejsza trasa (zwana „młodzieżową”) z żywieckiej konkatedry Narodzenia NMP do celu mierzy ponad 170 km. W tym roku wybrało ją 260 pielgrzymów.

Wyruszyli w piątek 23 sierpnia. Towarzyszyło im od początku trzech księży: główny przewodnik ks. Tomasz Wala i proboszcz ks. Grzegorz Gruszecki z parafii konkatedralnej oraz ks. Przemysław Gorzołka z Żywca-Zabłocia. Przez kilka dni szli także proboszcz ks. Edward Loranc z Żywca-Moszczanicy i ks. Zenon Budka.

Jest jeszcze druga trasa, którą co roku pieszo pokonują pątnicy, zwana „myszkowską”. Nawiązuje do czasów zaborów. Gdy z galicyjskiego Żywca nie można było swobodnie przejść do Częstochowy, położonej w Królestwie Kongresowym, żywczanie dojeżdżali pociągiem lub furmankami do Myszkowa, oddalonego od Jasnej Góry o około 30 km. Stąd, okrężną drogą, szli na Jasną Górę. Trasa „myszkowska” to ok. 70 km. Prowadzi od 26 sierpnia szlakiem sanktuariów w Leśniowie, Świętej Annie i Gidlach. Wybrało ją 150 pielgrzymów, a towarzyszyli im księża: Grzegorz Kierpec z konkatedry i Maciej Stoły ze Sporysza. Do tej grupy dołączyło także 50 osób: niepełnosprawni i ich opiekunowie ze Stowarzyszenia „Dzieci Serc” z szefową Jadwigą Klimondą. W czwartek 29 sierpnia na wałach jasnogórskich do pieszych pielgrzymów dołączyli ci, którzy przyjechali 15 autokarami i samochodami. Wszystkich witał bp Piotr Greger, a także księża z dekanatu żywieckiego i pobliskich parafii (z dziekanem ks. prał. Stanisławem Koziełem), burmistrz Żywca Antoni Szlagor i przewodniczący rady miejskiej Jarosław Gowin. Hasłem pielgrzymki było pytanie „Spotkałeś?”, odwołujące się do cyklu, który od kilku lat towarzyszy pątnikom, a dotyczy sakramentów. Tegoroczny zapraszał do spotkania z miłosiernym Panem w konfesjonale.

Przyszli do Kany

Po tym, jak pielgrzymi pokłonili się Bogu i Jego Matce przed murami klasztoru, przeszli do kaplicy Cudownego Obrazu, gdzie uczestniczyli we Mszy Świętej, której przewodniczył bp Greger. W homilii odwołał się do fragmentu Ewangelii o weselu w Kanie Galilejskiej, zauważając, że Maryja nie prosi o konkretną rzecz, nie błaga o cud, nie domaga się od Jezusa, aby objawił swoją moc, ale powierza Mu sprawę i pozostawia ostateczną decyzję. – W takiej postawie Maryi z jednej strony dostrzegamy Jej zapobiegliwość o ludzi, macierzyńską troskę pozwalającą zauważyć trudną sytuację człowieka, a z drugiej – pozostawienie decyzji osądowi Jezusa. Maryja niczego nie wymusza, niczego się nie domaga, ale w duchu posłuszeństwa i zawierzenia pozostawia sprawę swojemu Synowi.

Biskup tłumaczył, że ze sceny wesela płyną dwa przesłania: znak Jezusa w Kanie nie odbył się bez zaangażowania ludzi – słudzy napełnili stągwie wodą: – Nie możemy oczekiwać, że Bóg nas przemieni, jeśli nie przyniesiemy niczego, co ma być przemienione. Na niewiele zdadzą się modlitwy, jeśli nie wniesiemy naszych własnych wysiłków. Bóg pragnie uczynić nas ludźmi spokojnymi, spełnionymi i szczęśliwymi, ale tylko pod warunkiem, że przyniesiemy w stągwiach wodę naszych codziennych wysiłków. Nie możemy pozostawać biernymi, oczekując objawienia się mocy Bożej; musimy wykonać niezbędny gest będący świadectwem, że nam zależy, nawet wtedy, gdybyśmy mieli przynieść Bogu pozbawione ducha wody naszego bezbarwnego życia!

Drugie przesłanie jest następujące: Maryja zachęca, abyśmy Jezusa uważnie słuchali: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Jak zaznaczył biskup, kluczem jest słowo „wszystko”. – Nie jest powiedziane, że mamy zrobić tylko tyle, na ile mamy ochotę; ile – jak jesteśmy przekonani – wystarczy. To nie jest moment na przemyślenia czy próby wykombinowania czegoś oryginalnego; zróbcie wszystko. Trzeba zatem uważnie nasłuchiwać, aby zrealizować wszystko, bez wyjątku, bez żadnych ograniczeń, w sposób niepodlegający dyskusji, niepoddany jakimkolwiek interpretacjom – mówił bp Greger. – Pozwólmy, aby owocem naszego słuchania i działania było to, co się dokonało w życiu Maryi: aby Bóg był w naszym życiu Bogiem, bo wtedy jest ono piękne, radosne i fascynujące.

Po Eucharystii pielgrzymi spotkali się na Drodze Krzyżowej, po czym wrócili do Żywca i przemaszerowali z dworca do parafii konkatedralnej na ostatni pielgrzymkowy Apel Jasnogórski.

Konfesjonał

Wśród tegorocznych pielgrzymów byli tacy, którzy doszli do celu już kilkadziesiąt razy, ale było i wielu „pierwszaków”.

– Dwa lata temu szłam po raz pierwszy z Żywca. Pamiętam dokładnie każdy dzień, bo nogi miałam bardzo spuchnięte – opowiada Anna Zoń z Czernichowa. – W tym roku wyruszyłam z Myszkowa. Jestem urzeczona sanktuariami maryjnymi, które odwiedziliśmy, zwłaszcza Leśniowem. Tam po prostu trzeba trafić! Szłam do Matki Bożej, bo mam za co dziękować…

– Jest i za co przepraszać – dodaje Wanda Piela z Międzybrodzia Żywieckiego. – Przepraszaliśmy za to, co się dzieje – za obrazę wizerunku Matki Bożej. Dobrze było wyruszyć w pielgrzymce, żeby pokazać odwagę, że wcale nas nie jest tak mało; że hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” jest mottem życia dla wielu.

Po raz pierwszy na 170-kilometrową wędrówkę wybrała się Weronika Jelonek. – Już wiele lat temu chciałam iść na pielgrzymkę, ale jakoś się nie udawało. W tym roku wyciągnął mnie tu mój chłopak. Czułam się naprawdę wspaniale, bardzo bezpiecznie.

– To było niebo na ziemi! – mówi Krzysztof Rodak, chłopak Weroniki. – Bardzo serdeczna atmosfera, każdy pomagał, każdy mógł liczyć na wsparcie.

Oboje mówią o temacie pielgrzymki – sakramencie pokuty i pojednania: – Poruszaliśmy go w różnych aspektach. Nasi księża oswoili nas z nim bardzo szczegółowo – dodają.

Po raz pierwszy razem, jako narzeczeni, szli Marysia Prochownik z Oczkowa i Kamil Marcak z Zabłocia. Poznali się dwa lata temu… na pielgrzymce. Doskonale pamiętają, gdzie i kiedy – podczas „Czasu dla brata i siostry” przed Zatorem. Od pół roku są narzeczeństwem. Podkreślają, że główną intencją tegorocznego pielgrzymowania było dla nich ich narzeczeństwo i… dobre przygotowanie Marysi do matury. Wspólną przyszłość planują za dwa lata.

Oboje zwracają też uwagę na temat pielgrzymowania – spowiedź. – Hasło pielgrzymki: „Spotkałeś?” zostało bardzo rozwinięte. Księża, którzy są superprzewodnikami w drodze, rozjaśnili nam wiele wątpliwości. Bardzo dużo dawały nam też wspólne modlitwy i wieczory. Czuło się Bożą obecność wśród nas. Nie przeszkadzały ani przejeżdżające samochody, ani przebiegający ludzie.

Iza Molenda ma zaledwie 14 lat, a na Jasną Górę pielgrzymowała już po raz… piętnasty! Bo niemal od poczęcia. – Nie wyobrażam sobie, żeby mnie tu nie było. To, co wyraźnie zauważyłam w trakcie tej pielgrzymki, to fakt, że dużo więcej osób podchodziło do konfesjonału. Bo tak naprawdę bez spowiedzi nie ma życia…

Dobry reset

W stroju góralskim na Jasną Górę przyjechała Monika Gach. Jej mąż Hubert szedł pieszo po raz ósmy. – Mąż zainwestował w nasze stroje, sam go na ostatni dzień pielgrzymki założył, więc spełniłam jego prośbę, zmobilizowałam się i przyjechałam – opowiada. – Najbardziej żałuję, że nie dostałam urlopu i nie mogłam iść. To jest bardzo dobra odskocznia od wszystkich problemów…

– Było ciężko, ale warto. W czasie pielgrzymki można odkryć w sobie różne rzeczy, poznać wielu przyjaciół, znajomych. Polecam każdemu – mówi Hubert Gach. – W drodze przełamałem się w wielu różnych bólach i dolegliwościach. Bo to można przełamać i iść radośnie, z wiarą i miłością. Szybko się okazuje, że trudności fizyczne wcale nie przeszkadzają.

Trzeci raz pielgrzymował Bogdan Szeląg z Pietrzykowic. – Lepiej niż na pielgrzymce nie da się spędzić wolnego czasu – mówi. – Dostajesz tyle łask, nie ma niewysłuchanej modlitwy! Co chciałem – dostałem, a wierzę, że jeszcze więcej dostanę… Nosiłem intencję o uzdrowienie mojego małżeństwa i dużo innych, pomniejszych.•