Ekstremalna Jasna Góra z Jawiszowic-Os. Brzeszcze

Urszula Rogólska

dodane 08.06.2019 12:47

Cztery lata temu zrobili to po raz pierwszy - w trójkę. W dobę dotarli pieszo na Jasną Górę z Brzeszcz. W tym roku w pielgrzymce: "JG24 - Jasna Góra bez kompromisów" postanowiło wziąć udział aż 31 pieszych pątników.

Ekstremalni pielgrzymi jasnogórscy wyruszyli z jawiszowickiej parafii Matki Bożej Bolesnej. Ekstremalni pielgrzymi jasnogórscy wyruszyli z jawiszowickiej parafii Matki Bożej Bolesnej.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Jest ich 31 - 18 mężczyzn i 13 kobiet (tym razem to panowie są w przewadze). Najmłodszy pielgrzym ma 20 lat, najstarszy - 54. Reprezentują trzy diecezje: bielsko-żywiecką 26 osób, krakowską - 4, warszawską - 1.Towarzyszy im pięć osób obsługi: pilot, ratownik, pracownik techniczny odpowiedzialny za transport i dwóch fizjoterapeutów.

Wyruszyli w pierwszy piątek czerwca po Mszy św. o 9.00 w kościele Matki Bożej Bolesnej w Jawiszowicach-Os. Brzeszcze, by po pokonaniu 126 km w czasie ok. 36 godzin (24 godzin efektywnego marszu, rozdzielanego odpoczynkami po ok. 10 km etapach), dziś dotrzeć na Jasną Górę. Towarzyszą im słowa: "Chcemy widzieć Cię".

Przed czterema laty Agata Malicka, Grzegorz Smolarek i ks. Łukasz Listwan, dziś wikary w Wilkowicach, wpadli na pomysł 24-godzinnej pielgrzymki pieszej na Jasna Górę - dla wszystkich, którym praca i obowiązki nie pozwalają wziąć udziału w sierpniowej wędrówce. Pielgrzymkę nazwali "JG24 - Jasna Góra bez kompromisów". Po tym czego doświadczyli, chcieli zachęcić do udziału każdego, kto tylko chciał podjąć to wyzwanie. W tegorocznym pielgrzymowaniu zdecydowało się wziąć udział aż 31 osób.

Ks. Łukasz Listwan jest jedynym w historii JG24, który pokonał ją pieszo trzykrotnie. I w tym roku jako jedyny duszpasterz towarzyszy pielgrzymom. - Idę razem ze wszystkimi. A dodatkowo moim zadaniem jest głoszenie konferencji na postojach. Przygotowałem ich sześć. Zobaczymy jak będzie. Przed rokiem sytuacja zweryfikowała moje możliwości. Na dalszych odcinkach sam musiałem zadbać o swój odpoczynek, nie byłem w stanie prowadzić rozważań.

Ks. Łukasz Listwan (z lewej) dba o siły duchowe pilegrzymów, a fizjoterapeuta Przemysław Dudka - o ich zdrowie fizyczne.   Ks. Łukasz Listwan (z lewej) dba o siły duchowe pilegrzymów, a fizjoterapeuta Przemysław Dudka - o ich zdrowie fizyczne.
Urszula Rogólska /Foto Gość

O czym ks. Łukasz mówi na trasie w tym roku? - Rok temu było o słuchaniu. Tym razem będziemy mówić o tym, że chcemy patrzeć na Boga, chcemy, żeby On patrzył na nas i co z tego wynika, kiedy godzimy się na takie patrzenie Pana Boga na nas - do naszego serca i duszy, kiedy On odkrywa prawdę o nas. Czasem ta prawda może być bolesna. Myślę, że tak jak trochę bólu fizycznego będzie na tej pielgrzymce, tak też nie zaszkodzi dopuścić trochę takiego bólu duchowego - pochylenia się nas swoim grzechem i słabością.

Ks. Łukasz podkreśla, że bez względu na to, jak uczestnicy traktują pielgrzymkę, bo - jak mówi - może nie wszyscy są nastawieni na mocne przeżycie duchowe, a bardziej traktują tę wędrówkę jako wyczyn fizyczny, z dopuszczeniem wymiaru duchowego, to jest to szansa na to, żeby ich złowić dla Jezusa. - Podczas wędrówki przychodzi taki moment, że człowiek albo ma się do czego odwołać, bo samymi siłami ludzkim już niestety nie pójdzie, albo potrzebuje to znaleźć. I wtedy jest szansa na to, że serce się otwiera na nowe treści, na ciszę, na to, co mi Pan Bóg chce przez to uświadomić. To są odkrycia niesamowite i wtedy całkiem dobrze, żeby gdzieś blisko był ksiądz… To mnie też motywuje do tej corocznej wędrówki.

O zmaganiach z własną słabością i doświadczeniu miłości Pana Boga - w nawiązaniu do fragmentu Ewangelii, przybliżającego rozmowę Jezusa z Piotrem o Jego miłości do Pana, ks. Łukasz mówił w czasie Mszy św., którą sprawował razem z ks. Eugeniuszem Burzykiem, proboszczem w Jawiszowicach Os. Brzeszcze.

- To nie jest olimpiada ani mistrzostwa świata. Liczy się miłość do Boga - to o czym słuchaliśmy w dzisiejszej Ewangelii i o czym mówił ks. Łukasz w kazaniu - zauważył na koniec Eucharystii ks. Eugeniusz Burzyk. - Jeśli podjąłeś wysiłek pielgrzymowania z miłości do Boga, do człowieka, to ta intencja jest tak samo ważna po pierwszym jak i po ostatnim etapie, który pokonasz… Modlicie się za tych, którzy nie mogą wziąć udziału w pielgrzymce, a my będziemy się modlić za was…

- Przed pierwszą edycją, kiedy szliśmy w trójkę, ktoś bliski poprosił, żebym przyniosła do Matusi na Jasnej Górze jej dziecko - mówi Agata Malicka. - Za rok przy drugiej edycji, to dziecko się nawróciło. Nawraca się cały czas, codziennie. I w tej edycji idzie razem z nami… Ta osoba mówiła mi, że nie jest jeszcze przygotowana mentalnie. Ale ja mam nadzieje, że pozwala już, żeby Pan Bóg drążył jej serce. Mam nadzieję, że na tej pielgrzymce będzie coraz więcej takich osób, które będą się nawracały razem z nami.

Pątniczka przyznaje: - Jestem pokorna. Jeśli Pan Bóg będzie chciał żebym doszła, to dojdę. Dziś prosiłam Go, żeby mi pozwolił po to, żebym mogła służyć innym: żebym mogła przebijać bąble, zarażać uśmiechem, być potrzebną…

Agata dodaje, że hasło pielgrzymki jest obecne w jej życiu bardzo wyraźnie: - Widzę Go w najdrobniejszych rzeczach mojej codzienności. Zwłaszcza w pracy, kiedy staję przed momentami po ludzku nie do ogarnięcia. A On przychodzi i to rozwiązuje… To dla mnie niesamowite, jak Pan Bóg zmienił moje życie. Nie umiem tego wyrazić słowami. Chcę tu być w Jego imię.

W zeszłym roku Aneta Kaczmarek szła po raz pierwszy. W tym roku dołączyła do niej mama Ola. - Rok temu byłam z nią myślami cały czas. Sprawdzałam gdzie jest, bardzo to przeżywałam - mówi mama. - W tym roku postanowiłam wyruszyć razem z córką. Jestem zestresowana jak przed maturą albo i bardziej. Trenowałyśmy razem - chodziłyśmy po 30, 40 km, raz pokonałyśmy wspólnie 50 km. Chodziłam z pracy do domu parę razy w tygodniu po ok. 10 km.

- Przygotowania fizyczne były bardzo ważne, ale teraz ważniejszy jest wymiar pielgrzymkowy wędrówki - dodaje Aneta. - "Chcemy widzieć Cię”… - rok temu było o słuchaniu, teraz Pan Bóg domaga się od nas, żeby zobaczyć więcej, zrozumieć, Jego oczami popatrzeć na to, co dzieje się w moim życiu, na trudności, które przeżywam. Po prostu: zobaczyć Pana Boga i jego działanie.

- I dać innym zobaczyć Pana Boga w nas - uzupełnia mama.

Bogusław Szpak, dziś odpowiedzialny za kierowanie ruchem podczas pielgrzymki, wyruszył po raz trzeci. - Podjąłem się tej funkcji, bo chcę służyć innym. Chcę doprowadzić wszystkich bezpiecznie do celu, bez żadnych wypadków na drodze - opowiada. - Żeby pokonać tę trasę, trzeba się zaprzeć samego siebie. Wziąć krzyż i iść. Jednocześnie mieć świadomość jak bardzo zależę od Pana Boga. Chcę go słuchać, chcę go widzieć i podążać za Nim.

Dla fizjoterapeuty Przemysława Dudki, to trzecie ekstremalne pielgrzymowanie na Jasną Górę. - W drugiej edycji szedłem jako uczestnik. Ale doszedłem do wniosku, że przydałaby się moja pomoc innym, gdybym pielgrzymował w innej roli. Po raz drugi jestem tu w roli fizjoterapeuty. Moja pomoc będzie potrzebna szczególnie podczas postojów, kiedy pojawią się skurcze, lekkie kontuzje. Hasło pielgrzymki też wpisuje się w to, co robię. Bez otwarcia na Pana Boga nie byłoby siły, tej mocy, którą możemy pomagać. Z Bogiem i z Duchem Świętym idziemy do ludzi…

Cała grupa pielgrzymów 4. Pieszej Pielgrzymki "Jasna Góra bez kompromisów".   Cała grupa pielgrzymów 4. Pieszej Pielgrzymki "Jasna Góra bez kompromisów".
Urszula Rogólska /Foto Gość

Agnieszka Andrzejczak wyruszyła na trasę po raz drugi, razem z mężem Wojciechem. - Najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby słyszeć Jezusa, żeby Go widzieć w każdym człowieku. Mamy świadczyć o Nim w każdym momencie naszego życia: starać się pomagać innym, przyciągać do Jezusa zagubionych, poranionych - mówi Agnieszka. - W dzisiejszych  czasach świat idzie w takim kierunku, że ważne wartości ulegają zatarciu. Musimy bronić tych, które są dla nas ważne, musimy chronić zwykłe człowieczeństwo, żeby się w tym pędzie nie zatracić. Te intencje towarzyszą nam w pielgrzymowaniu. Jest duże zmęczenie fizyczne, ale ono jest niczym wobec radości duchowej. Uskrzydla nas to, że idziemy w imię Jezusa. On nas prowadzi do Maryi.

Krzysztof Piotrowski w tym roku przeszedł Ekstremalną Drogę Krzyżową z Oświęcimia do Wadowic. Dał radę. Kiedy trzy tygodnie temu o pielgrzymce JG24 powiedziała mu koleżanka, wiedział, że czasu na przygotowania nie ma zbyt wiele. - Dwa razy przebiegłem po 10 km, ale ból pleców skutecznie mi przeszkodził w dalszym trenowaniu - uśmiecha się. - Mam intencje, które dały mi mama i babcia. Pewnie, że są obawy, ale jest nadzieja…

Bogusia Megel ma za sobą pięć EDK, a w JG24 bierze udział po raz pierwszy: - Mam cel, mam intencje. To nie jest wyczyn sportowy. Chodzę na EDK, na pielgrzymki. Decyzję podjęłam w marcu, kiedy informację o tej pielgrzymce znalazłam na facebooku. Mam mocne intencje. Muszę je donieść…

Pierwszy raz idzie też Daniel Cegielski: - Kolega mnie tu wyciągnął - opowiada. - Dużo chodzę po górach, rozpocząłem też dłuższe spacery. A pielgrzymkowe doświadczenie mam tylko jedno - jak miałem 10 czy 11 lat, szedłem z babcią do Kalwarii Zebrzydowskiej. To wyzwanie, ale mam też szczere, mocne intencje. Po niełatwych staraniach udało się wszystko tak zorganizować, że mam wolne w tym czasie. Kupiłem buty i… idę.