Ozłociła ich dłonie

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 20/2019

dodane 16.05.2019 00:00

– Byliśmy jak Izraelici wychodzący z niewoli – światło Pana przed nami, a Jego cień osłaniał nas z tyłu. A kiedy przechodziłem z Jezusem wzdłuż szpaleru pielgrzymów, to jakby Morze Czerwone się rozstępowało – mówi ks. Paweł Radziejewski SDS, jeden z księży, którzy nieśli do Łagiewnik Najświętszy Sakrament w pielgrzymkowej monstrancji.

▼	Ks. Paweł Radziejewski na czele grupy bł. ks. M. Sopoćki na trasie z Wieprza do Tomic. ▼ Ks. Paweł Radziejewski na czele grupy bł. ks. M. Sopoćki na trasie z Wieprza do Tomic.
Urszula Rogólska

Dwudziestu ośmiu księży pielgrzymów, a wśród nich ks. Tomasz Sroka – główny przewodnik pieszej pielgrzymki diecezji bielsko-żywieckiej do Łagiewnik, siedmiu przewodników grup: ks. Michał Styła z grupy św. Faustyny, ks. Stanisław Joneczko z grupy św. Jana Pawła II, ks. Piotr Niemczyk z grupy św. Józefa Bilczewskiego, ks. Grzegorz Pasternak z grupy św. Matki Teresy, ks. Jerzy Łukowicz z grupy św. Maksymiliana, ks. Michał Bogacz z grupy św. Brata Alberta i ks. Paweł Radziejewski SDS z grupy bł. M. Sopoćko, niosło ważącą 13,3 kg monstrancję z Najświętszym Sakramentem na całej trasie wędrówki.

Kapłani otrzymali specjalną stułę z logo pielgrzymki, wizerunkiem Jezusa Miłosiernego i słowami „Jezu, ufam Tobie”.

Każda z grup miały własny pomysł na doświadczenie obecności żywego Jezusa ukrytego w kawałku chleba. Dla wielu był to czas modlitwy uwielbienia, dziękczynienia i prośby. Każdy mógł przedstawić swoją intencję wobec wszystkich. Ksiądz niosący monstrancję na czele grupy odwracał się i przechodził z nią szpalerem wzdłuż pielgrzymów, by każdy mógł spojrzeć na Najświętszy Sakrament z bliska, wyciągnąć rękę w stronę Jezusa i być tak blisko Niego, jak to tylko możliwe.

Byłem testerem

Księża pielgrzymi nieraz już nosili Jezusa w monstrancji w czasie procesji Bożego Ciała czy Rezurekcji, a jednak dla wszystkich, którzy dźwigali Najświętszy Sakrament na specjalnych szelkach, było to nowe doświadczenie. Pierwszym i przedostatnim duszpasterzem, który szedł na czele łagiewnickich pielgrzymów z Jezusem Eucharystycznym, był ks. Michał Styła, wikary parafii św. Wawrzyńca i św. Kazimierza w Rajczy, który zadebiutował w roli przewodnika grupy św. Faustyny. Funkcję tę przejął od ks. Tomasza Sroki, który na co dzień pełni obowiązki dyrektora katolickich szkół w Cieszynie.

– Podobno byłem testerem na pierwszym odcinku, czy w ogóle damy radę ponieść monstrancję w drodze – żartuje ks. Styła, niosący Pana Jezusa na dwukilometrowym odcinku. – Gdybym padł, to może wszystko potoczyłoby się inaczej. A już poważnie: to było bardzo mocne doświadczenie. Przy wyjściu z Hałcnowa, kiedy ucichł gwar, wszyscy ludzie zatrzymali się na chwilę, uklęknęli… Kiedy pani Irena Papla, inicjatorka pielgrzymki i pomysłodawczyni monstrancji, powiedziała mi, że teraz cały świat, Kościół, jest w moich rękach – a ja ten ciężar czułem – w pełni zdawałem sobie sprawę, że jest to Ktoś najważniejszy. To było bardzo mocne, zobowiązujące duchowe przeżycie.

Ks. Michał dodaje też: – Nie umiem tego uzasadnić, ale choć monstrancja jest ciężka, miałem poczucie, że bardzo szybko idę.

Chyba Pan Jezus mnie tak popychał do przodu, że grupa nie była w stanie nadążyć. To, że będę wynosił monstrancję z Hałcnowa, wiedziałem, ale że będą ją wnosił do sanktuarium św. Jana Pawła II, dowiedziałem się w przedostatni dzień wędrowania.

Niezły ciężar

– Do mnie najbardziej przemówił ciężar monstrancji. Niosąc ją, myślałem, czy to może ja nie jestem niezłym ciężarem dla Pana Jezusa... W tamtej chwili role się niejako odwróciły – ja, człowiek, zdołałem ponieść ciężką monstrancję – mówi ks. Tomasz Sroka. – Ciężar tych ponad 13 kg się odczuwa, ale silniejsze jest coś innego – jakby nowe siły wstępują w człowieka i chociaż bolał kręgosłup, wiedziałem, że to się uda – mówi ks. Stanisław Joneczko, proboszcz w Kamesznicy. – Na pielgrzymce pierwszy raz działy się takie rzeczy, że szedł z nami Pan Jezus Eucharystyczny. Zauważyłem, że to ogromne przeżycie nie tylko dla mnie, ale i dla pozostałych pielgrzymów. Wielu z nich mówiło mi, że chcieli zrezygnować, poddać się, że nie doszliby do celu, ale świadomość obecności Najświętszego Sakramentu dodawała im sił.

Jak dodaje kapłan, przez ażurową konstrukcję monstrancji mógł widzieć reakcje kierowców czy przechodniów. Byli tacy, którzy zza kierownicy zauważali Jezusa, wykonywali znak krzyża, niektórzy wydawali się zaskoczeni, ale była też obojętność i odwracanie wzroku.

Z kolei przewodnik grupy św. Józefa Bilczewskiego ks. Piotr Niemczyk, wikary parafii pw. Opatrzności Bożej w Białej, wyznaje: – Doświadczyłem w praktyce sensu słów: „Moje brzemię jest lekkie”. Pana Jezusa niosłem dwa razy po dwadzieścia minut i niosło mi się Go naprawdę dobrze. Kiedy przekazywałem Go innym księżom, czułem lekkość – nie tylko fizyczną. Po tej pielgrzymce mam poczucie, że Pan Jezus naprawdę bierze na siebie to, co najbardziej mnie przygniata. Tylko czasem brak mi odwagi, żeby zamienić się z Nim tym ciężarem…

Z kulą ziemską

Dla większości pielgrzymów najpiękniejszym krajobrazowo odcinkiem jest ten prowadzący z Wieprza koło Andrychowa do Tomic. Dalekie przestrzenie zaoranych pól, kwitnącego rzepaku, zieleniących się wschodzących kłosów zbóż przywołują na myśl wiosenne wzgórza Galilei na odcinku z Kany do Jeziora Galilejskiego. Tutaj swój odcinek eucharystyczny na dystansie 10 km przeżywała grupa prowadzona przez salwatorianina ks. Pawła Radziejewskiego. 

– Kiedy tylko wynosiłem monstrancję z kościoła w Wieprzu, czułem wielką wdzięczność Panu Bogu, że daje mi się ponieść akurat tutaj – mówi ks. Paweł. – Na co dzień pracuję w parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Świata w Bielsku. Kiedy patrzyłem na kulę ziemską u podstaw monstrancji, czułem, że niosąc Jezusa, nie niosę jedynie własnych intencji, ale też w jakiś sposób reprezentuję intencje całej mojej grupy, mieszkańców całej parafii, a może i szerzej – świata…

Ks. Dawid Szewczyk, wikary w parafii Świętych Szymona i Judy Tadeusza w Kozach, też miał okazję nieść monstrancję. – Wrażenie robiła ona sama. W sercu tej postaci, która została zaprojektowana – Jezusa Miłosiernego – jest miejsce na prawdziwe Ciało Chrystusa. Niezwykłe jest dla mnie to, że patrzyłem przez nią na reakcje ludzi. To tak, jakbym dostał szansę popatrzeć na ludzi oczami Boga. Ks. Jakub Musur, wikary w parafii Narodzenia NMP w Lipniku, dodaje: – Dla mnie znakiem szczególnej opieki Jezusa była już na samym początku… pogoda.

Wisiały chmury, zanosiło się na deszcz, ale pogoda oszczędzała nas na całej trasie. Choć niosłem już Pana Jezusa na procesji Bożego Ciała, to doświadczenie było całkiem nowe. Uświadomiłem sobie, że niosę Jezusa, który jest potężnym Bogiem, a dał się ukryć dla człowieka w małym kawałku chleba…

Szyjemy szelki

Na trasie jeden z księży zauważył, że z filarów tworzących monstrancję ściera się złoto, więc trzeba kupić rękawiczki. Wspomina o tym także Irena Papla, inicjatorka pielgrzymki, w osobistym podziękowaniu dla księży za ich służbę, opublikowanym na facebookowej stronie pielgrzymki: „Kochani Księża, cokolwiek by się nie powiedziało, przy Nim wszystko urastało do rangi symbolu. Dźwigacie Kościół, jest bardzo ciężki, ale nie ponad Wasze siły. Lgniecie mocno do Chrystusa – On daje Wam siłę. Trzymacie się mocno Trójcy Świętej – Ona ozłaca Wasze dłonie. Stoicie na baczność z Jezusem, nie ma szczeliny między Wami, tworzycie słup jedności łączący niebo i ziemię. Uszyłam Wam szelki, aby było łatwiej. Takie szelki szyjemy Wam z naszych modlitw…”.•