Ktoś odebrał pracę maltańczykom na pielgrzymce

Urszula Rogólska

dodane 04.05.2019 14:54

Jezus Eucharystyczny na poszczególnych odcinkach szedł na czele grupy. Oni - na samym końcu. Jak zwykle "zabezpieczali tyły". Czują czyja to zasługa, że w tym roku mieli dużo mniej pracy.

Ekipa maltańczyków Mariusza Zawady (pierwszy z lewej) na pielgrzymce do Łagiewnik. Ekipa maltańczyków Mariusza Zawady (pierwszy z lewej) na pielgrzymce do Łagiewnik.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Mariusz Zawada, ratownik medyczny, komendant kęckiego oddziału Maltańskiej Służby Medycznej, który podobnie jak w poprzednich latach szefował zespołowi wolontariuszy dbających o zdrowie pielgrzymów idących z Hałcnowa do Łagiewnik, uśmiecha się, że po raz pierwszy nie bardzo ma o czym mówić.

- W tym roku pielgrzymkę zabezpieczało 30 wolontariuszy - z oddziałów "Malty" w Kętach, jej filii w Andrychowie, a także z Bielska-Białej i Krzeszowic. W tej ekipie była także obsługa dwóch karetek - zespół podstawowy i specjalistyczny oraz kierowcy dwóch busów do przewożenia pielgrzymów. A w każdej z siedmiu grup szedł patrol przeszkolony w udzielaniu pomocy, który pilnowali, by w razie potrzeby dać znać zespołom karetek, kto potrzebuje pomocy - wyjaśnia komendant.

Jak mówią maltańczycy, w tym roku pielgrzymom bardzo sprzyjała pogoda. Nie było zimno ani gorąco, nie padał deszcz. Nie brakowało pielgrzymów z pęcherzami, które trzeba było przekłuwać, tych, którym odnowiły się dawne kontuzje, paru osób, które zasłabły z powodu odwodnienia, jednak nie zdarzyło się na szczęście nic poważnego.

- Pielgrzymi, zwłaszcza ci, którzy idą kolejny raz, dbają o siebie. Zakładają nakrycia głowy, kiedy przypieka słońce, pamiętają, żeby się nawadniać, nawet jeśli pić się nie chce, dzięki temu unikają kłopotów - tłumaczy M. Zawada. - W porównaniu z poprzednimi latami, mieliśmy naprawdę dużo więcej spokoju na służbie.

Maltańczycy podobnie jak inni pielgrzymi przeżywali adorację Jezusa Eucharystycznego niesionego w specjalnej monstrancji na trasie. Są przekonani, że w tym roku czuli Jego szczególną opiekę i wsparcie w ich posłudze.

Komendant cieszy się też z rosnącej liczby nowicjuszy maltańskich, szczególnie tych, którzy naprawdę chcą pomagać z oddaniem pielgrzymom. To oni idą z nimi ramię w ramię na całej trasie. Niejeden z nich też walczy z pęcherzami, bolącymi mięśniami, a jednak każdy był gotów na postojowych punktach medycznych do służenia pomocą.

- Jesteśmy wdzięczni pielgrzymom, którzy widzą w nas takich samych ludzi jak oni. Każdy maltańczyk posługuje na pielgrzymce jako wolontariusz, wielu wybrało urlopy w pracy, by móc służyć potrzebującym - dodają współpracownicy odpowiedzialnego za pielgrzymkową służbę medyczną.