Przyprowadzili Jezusa do Witkowic i... zatańczyli z orkiestrą

Urszula Rogólska

dodane 02.05.2019 17:09

Po pierwszym dniu pielgrzymowania z Jezusem Eucharystycznym konsekrowaną hostię zostawili w Witkowicach. A parafianie z ks. Stanisławem Lipowskim, jak co roku od siedmiu lat, przyjęli ich z wielką, strażacką pompą.

Gospodynie z Witkowic jak co roku - w pełnej gotowości przed przybyciem pielgrzymów. Gospodynie z Witkowic jak co roku - w pełnej gotowości przed przybyciem pielgrzymów.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Parafa św. Michała Archanioła w Witkowicach była pierwszą w tym roku, w której 30 kwietnia pielgrzymi łagiewniccy zostawili konsekrowaną Hostię niesioną w monstrancji towarzyszącej im na trasie całego tegorocznego wędrowania do krakowskich Łagiewnik. Do Witkowic wniósł ją ks. Dawid Szewczyk, który towarzyszy pielgrzymom z grupy św. Jana Pawła II. Nazajutrz w monstrancji została umieszczona nowa Hostia, która ruszyła w dalszą drogę - aż do Tomic.

Witkowianie zapisali już siedem kart pielgrzymkowej historii. Są jedną z tych wspólnot, która co roku od siedmiu lat przyjmuje niemal tylu pątników, ilu mieszkańców sama liczy. W tym roku na nocleg w domach tutejszych gospodarzy, a także w szkole, mogli liczyć pielgrzymi z trzech grup: św. Jana Pawła II, św. Józefa Bilczewskiego i św. Faustyny.

Ks. Stanisław Lipowski szczodrze kropił pątników wodą święconą.   Ks. Stanisław Lipowski szczodrze kropił pątników wodą święconą.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Tuż przed wejściem do kościoła parafialnego powitał ich ks. Stanisław Lipowski, jak co roku kropiąc ich obficie wodą święconą, a także miejscowa orkiestra strażacka. Nim pielgrzymi rozeszli się na noclegi, razem uczestniczyli w Apelu Jasnogórskim na placu poniżej kościoła, a następnie każdy z nich mógł ugościć się specjałami przygotowanymi przez miejscowe koło gospodyń. Pod kierunkiem szefowej KGW Grażyny Migdałek, panie przygotowały 100 litrów kwaśnicy, 80 litrów żurku, a także 30 blach domowych ciast. Do tego były herbata i kawa: z cukrem czy bez - jak to woli.

- Już wczoraj od dziewiątej rano do późnych godzin popołudniowych panie tu działały, żeby ze wszystkim zdążyć - opowiada Katarzyna Mrozik, jedna z członkiń witkowickiego KGW. - Dziesięć osób to taki żelazny skład potrzebny do przygotowania wszystkiego, któremu inne panie pomagają z doskoku. Jedzenie przygotowaliśmy dla wszystkich, a kto nie zje, bo będzie się spieszył na nocleg do domów gospodarzy - niech żałuje, jego starta - śmieje się witkowicka gospodyni.

Witkowianie w oczekiwaniu na swoich pielgrzymów.   Witkowianie w oczekiwaniu na swoich pielgrzymów.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Wszystkie panie zgodnie podkreślają: - Chciało się nam przygotowywać gościnę przez poprzednie lata i dalej się nam będzie chciało, bo to wszystko wynika z potrzeby pomocy drugiemu. Każdy pielgrzymuje po swojemu - oni idą, mu tu ich karmimy. Ufamy, że potem pielgrzymi modlą się za nas i nasze rodziny po drodze, żeby się nam dobrze wiodło. "Bóg zapłać" to wszystko, co chcielibyśmy od nich dostać.

- To taka wielka radość, że chcą do nas, do Witkowic, przyjść całkiem obcy ludzie i zostać w naszych domach na tę jedną noc - mówi wzruszona K. Mrozik. - Tu każdy powita ich z otwartym sercem, uśmiechem i radością.

Gościny przy stołach, pod wiatą, nie udałoby się przygotować, gdyby nie zaangażowanie bardzo wielu parafian, w tym miejscowych strażaków z OSP. Członkowie tworzonej przez nich miejscowej orkiestry doskonale wiedzą, że pielgrzymi, mimo pokonanych przez nich kilometrów, mają jeszcze niespożyte siły i żywiołowo ruszają do tańca w rytm światowych przebojów tanecznych, które co roku z większym profesjonalizmem wykonują muzycy. Nie inaczej było w tym roku.