Twardziele z sercem

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 18/2019

dodane 02.05.2019 00:00

Gdyby nie nieszczęsne zajęcia z chemii na pierwszym roku Politechniki Śląskiej, Paweł Hess – dziś zawodowy strażak komendy miejskiej PSP w Bielsku-Białej i strażak ochotnik w Dziedzicach – prawdopodobnie nie zdobyłby mistrzowskiego tytułu „Najtwardszego z najtwardszych”. A szef dziedzickich ochotników Krzysztof Ryłko nie miałby takiego wzoru dla młodego pokolenia.

Spotkanie „Akademii nie z tej ziemi” w Galerii Wzgórze – strażacy ochotnicy z Czechowic- -Dziedzic z dr. Andrzejem Soleckim. Od lewej: Paweł Hess z żoną Karoliną, dr Solecki oraz Małgorzata  i Krzysztof Ryłkowie. Spotkanie „Akademii nie z tej ziemi” w Galerii Wzgórze – strażacy ochotnicy z Czechowic- -Dziedzic z dr. Andrzejem Soleckim. Od lewej: Paweł Hess z żoną Karoliną, dr Solecki oraz Małgorzata i Krzysztof Ryłkowie.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Pokój nastoletniego Pawła Hessa nie wyglądał zwyczajnie. Niewiele tam było. Sprzedał wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, byle kupić wymarzony rower i ścigać się w zawodach kolarskich. Treningi pochłaniały mu cały wolny czas. Tysiąc kilometrów zimą nie było niczym specjalnym.

Mijało pięć lat trenowania. Dzień przed maturą dzwoni trener: „Pakuj się, wyjedziesz na rok do Włoch, będziesz się tam ścigał. To jedyna taka okazja”.

– Tata pomógł mi w podjęciu decyzji. Zrezygnowałem. Przystąpiłem do matury, zdałem ją, jak zdałem, bo sport był całym moim życiem – opowiada dziś. Zaczął studia na Politechnice Śląskiej. Ale po jednej studenckiej imprezie na zajęciach z chemii zniszczyli z kolegami odczynniki warte tysiące złotych. I przygoda ze studiami się zakończyła.

OSP

– W międzyczasie zacząłem się interesować ochotniczą strażą pożarną w Dziedzicach. Nie ma w mojej rodzinie tradycji pożarniczych. Jestem pierwszy, który ją zapoczątkował. Czy przejmą ją moje dzieci: 5-letni Szymek i roczna Alicja? Zobaczymy. OSP również wiązała się ze sportem, z aktywnością fizyczną, zawodami pożarniczymi. I to mi się najbardziej podobało. Przygoda nabierała tempa, ale trzeba było myśleć o tym, z czego się utrzymać. W moim życiu zagościła praca fizyczna.

W 2009 r. Paweł wpadł na pomysł, że jako czynny strażak ochotnik spróbuje pasję rozwijać i zostanie strażakiem zawodowym. Na 90 miejsc w szkole w Częstochowie było 1200–1300 kandydatów. Nie miał żadnych znajomości, kontaktów. Nie udało się – zabrakło mu prawa jazdy na ciężarówkę, by zdobyć odpowiednią liczbę punktów. Wrócił do pracy – w sklepie rowerowym. Postanowił spróbować jeszcze raz, w 2010 roku – tym razem do szkoły aspirantów w Krakowie.

Jest maj. Paweł chce się przygotować do egzaminów. I przychodzi powódź. Czechowice zalane. Jak inni ochotnicy, jest na służbie niemal non stop. Nie ma czasu na naukę.

– Pojechałem na egzaminy i… dostałem się. Uratowała mnie sprawnościówka. Na 1250 kandydatów byłem drugi. Z teorii: 34. – wspomina. – Od tego momentu sport narodził się we mnie na nowo. Tam poznałem aspiranta Marcina Zdziebłę. To on mi pokazał, jak łączyć nudny czas kadeta z tym, co lubię – sportem. I to tam wszystko się zaczęło – od strażackich zawodów w bieganiu po schodach.

W Polsce najbardziej znane są: turniej w Wieliczce, zawody w Katowicach i Warszawie.

Strażackie schody

– W zawodach startowało się w trójkach. Niełatwo było znaleźć komplet. Ale dwa lata z rzędu, kiedy jeszcze byliśmy w szkole, zajmowaliśmy pierwsze miejsca – opowiada.

Strażacy startują w pełnym rynsztunku, ważącym przeciętnie 22–30 kg. – Nie ma mistrzostw świata w bieganiu strażaków po schodach, ale zawodami o takiej randze są te organizowane w Berlinie. Przyjeżdżają zawodnicy nawet z 20 krajów i parami startują na szczyt 44-piętrowego wieżowca (plus jakieś sto metrów dobiegu do niego). Dwa razy wygraliśmy je z Marcinem – opowiada Paweł. – Oczywiście zwycięstwo było „okraszone” tysiącami godzin treningów, łącznie z pokonywaniem w górach 40 km w śniegu czy… Dunajca wpław. – Może to nie jest do końca zdrowe, natomiast jeśli chodzi o psychikę, to robi to dobrą robotę – śmieje się Paweł.

Niemal równocześnie Paweł zainteresował się zawodami Firefighter Combat Chalange. – To zmagania z udziałem najtwardszych strażaków. Są przeniesieniem testów sprawnościowych strażaków z USA i Kanady. Takie połączenie sprawnościówki z testem wytrzymałości – opowiada. – W USA chodzi o to, żeby tor przeszkód pokonać w 2,5 minuty. Europejczycy przenieśli ten test na nasz grunt. Nie da się opisać, czym praktycznie tor jest… Pewnie najlepiej by o tym mogła powiedzieć moja żona – po zawodach nie ma ze mnie żadnego pożytku – śmieje się strażak.

W trakcie zawodów FCC strażacy wykonują szereg wyczerpujących zadań. W pełnym rynsztunku bojowym muszą wnieść 20-kilogramowy wąż strażacki na szczyt 12-metrowej wieży i wciągnąć dodatkowy jego odcinek przy pomocy liny. Następnie za pomocą młota przesunąć na odległość 1,5 metra metalową sztabę o wadze 80 kg, potem pokonać slalom na dystansie 40 m i przebiec, ciągnąc wypełniony wąż, dystans 30 m. Na finał – idąc tyłem, przeciągnąć manekina o wadze 80 kg na odległość 30 m. Najlepsi potrafią wykonać to zadanie w 1,5 minuty!

Twardziel

W 2012 r. Paweł rozpoczął pracę w komendzie miejskiej Państwowej Straży Pożarnej. Nie potrafi zliczyć, w ilu zawodach strażackich startował. Na turniejach w Czechach, Słowenii, w różnych miejscowościach Polski zdobywał miejsca pierwsze, drugie, trzecie, czwarte – zawsze w czołowej siódemce.

2013 rok zaczął od drugiego miejsca na zawodach w czeskim Bukowcu – tu po pokonaniu toru FCC strażaków czeka jeszcze jedno mordercze wyzwanie – bieg na wyciąg narciarski. Na szczycie: butelka wody i materac. – I jak damy radę, to trzeba wyłączyć sobie czas – rzuca Paweł.

Kolejne miesiące to już wysyp pierwszych miejsc: w kwietniu na berlińskim wyścigu po schodach Firefigher Stairrun wraz z Marcinem Ździebłą; w maju pierwsze lokaty w Mostach koło Jabłonkowa i we Vratimovie; w czerwcu na mistrzostwach Polski w Toruniu, w których biorą udział zawodnicy z kilkunastu krajów – w zawodach TFA (Toughest Firefighter Alive) zajął drugie miejsce w kategorii open i pierwsze w kategorii wiekowej M20, a zawodach FCC – trzecie w kategorii open i drugie w kategorii M20. Sumując wyniki – turniej wygrał i otrzymał tytuł „Najtwardszego z najtwardszych na rok 2013–2014”.

W następnych miesiącach święcił kolejne triumfy na zawodach w Czechach (Horni Lhota), w Berlinie, w Andrychowie, Szczecinie, Łodzi – indywidualnie, w tandemie i w drużynie. To na andrychowskie zawody zabrał po raz pierwszy Karolinę, która została jego żoną.

W 2014 r. wraz z kolegami strażakami pojechał na zawody do Dubaju, gdzie zajął siódme miejsce w kategorii open, a drużynowo i w tandemie – czwarte. – Pojechaliśmy na własną rękę. Zawody nie miały rangi mistrzowskiej, ale stawiła się na nich cała światowa czołówka, ze względu na nagrody i prestiż – dodaje.

Ochotnicy z Dziedzic

– Straż Pożarna to nie jest praca, do której się przychodzi odbić kartę. Kokosów się nie zarabia, ale każdego dnia coś się dzieje, nie ma monotonii – opowiada Paweł, który dziś jest wojewódzkim koordynatorem w zakresie działań ciężkiego ratownictwa drogowego. Jego zawodowa jednostka PSP w Bielsku-Białej jest jedyną w kraju, która specjalizuje się jednocześnie w ratownictwie chemicznym i drogowym. – Poza pracą zawodową jesteśmy też społecznikami. Przekazujemy naszą wiedzę i umiejętności najmłodszym w czasie spotkań w szkołach – dodaje Paweł. W tych działaniach ma też doświadczenie jako strażak ochotnik z Dziedzic. Takich zapaleńców jak on jest tam 66, w tym 18 pań.

O swojej pracy Paweł i inni strażacy ochotnicy potrafią opowiadać z pasją, o czym przekonali się uczestnicy spotkania „Akademii nie z tej ziemi”, które w bielskiej Galerii Wzgórze organizuje grupa przyjaciół z bielskim lekarzem dr. Andrzejem Soleckim na czele. „Akademików” łączy pasja życia i odkrywanie jej Źródła – Pana Boga. W ramach trzech „akademickich” wydziałów: „Złap bakcyla” i „Wielki format” zapraszają na spotkania z postaciami, które rozsławiają nasz region i Polskę. Jest jeszcze trzeci wydział: „Pod prąd”, obejmujący wspólną modlitwę, udział we Mszy św. i konferencjach poświęconych rozwojowi duchowemu.

„Akademicy” zaprosili Pawła Hessa i Krzysztofa Ryłkę – jego szefa z OSP w Dziedzicach – by podzielili się swoją pasją w czasie spotkania: „Prawdziwi twardziele: strażacy, ratownicy, społecznicy”. Strażakom towarzyszyły ich żony – Karolina i Małgorzata. Choć nigdy nie myślały, żeby zostać strażaczkami, dziś także i one są zaangażowane w codzienność dziedzickiej OSP, a nawet przeszły szkolenie, które pozwala im na udział w akcjach! – Skoro nie można pokonać wroga, to lepiej do niego dołączyć – uśmiechają się strażackie małżonki.

– Nie ma drugiej takiej armii na świecie, która w trzy minuty potrafi zmobilizować 100 tys. osób gotowych od razu do działania, do pomagania innym – mówił Krzysztof.

Paweł jest dla strażaków przykładem wytrwałości i pracowitości. Ale każdy z nich ma swoją historię i każdym z nich kieruje pasja bezinteresownego służenia innym w niejednokrotnie dramatycznych sytuacjach zagrożenia życia, zdrowia czy mienia. Służą lokalnej społeczności, podejmując także działania na rzecz ochrony środowiska, zapobiegania pożarom, szkolenia z pierwszej pomocy, troski o historię.

W całym kraju służy 15 785 jednostek OSP. Dziedzicka sięga historią 1892 r. Jest najstarszą na Śląsku Cieszyńskim i jedną z najstarszych w Polsce. W ubiegłym roku była drugą w powiecie – po starobielskiej – pod względem wyjazdów do akcji.

– Jeszcze dziesięć lat temu byliśmy taką trochę „teoretyczną” jednostką, działającą na zasadzie: „podtrzymujcie pożar, my już jedziemy”. Ale młodzi ludzi wzięli na swoje barki wszystkie te sprawy i dziś nie mamy się czego wstydzić. Coraz wyraźniej też zacierają się różnice w wyposażeniu sprzętowym między OSP a PSP.

Krzysztof podkreśla, że wzajemną współpracę najlepiej widać w praktyce. Kiedy 1,5 roku temu nad Bielskiem przechodziły wichury, 2 tys. zgłoszonych szkód strażacy PSP usuwaliby przez 34 dni. Z pomocą ochotników uporali się z nimi w tydzień.