Tak w Cieszynie powstawała monstrancja łagiewnicka

Urszula Rogólska

dodane 28.04.2019 01:57

Jest luty 2019 roku. Cieszyńska rzeźbiarka i nauczycielka Urszula Górnicka-Herma odbiera telefon od ks. Tomasza Sroki - głównego przewodnika Pieszej Pielgrzymki Diecezji Bielsko-Żywieckiej do Łagiewnik. Takiej propozycji się nie spodziewała...

Irena Papla (L) i Urszula Górnicka-Herma przy projekcie monstrancji łagiewnickiej. Irena Papla (L) i Urszula Górnicka-Herma przy projekcie monstrancji łagiewnickiej.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Jest maj 2018 r. Dopiero co zakończyła się szósta pielgrzymka łagiewnicka. Irena Papla, jej inicjatorka, jest zmęczona, ale szczęśliwa. Niedługo potem zaczyna myśleć o kolejnej. Wraca myśl, która od dawna chodzi jej po głowie: Eucharystia. Tak. To musi być temat kolejnej pielgrzymki. - Kiedyś przeczytałam książeczkę: "Największy Skarb". Bardzo chciałam, żeby każdy mógł ją przeczytać. Jest o tym, co w naszym życiu najważniejsze… O Mszy św. - mówi.

Wertuje "Dzienniczek" św. Faustyny i znajduje pod numerem 1489, jak Jezus mówi do s. Faustyny: "Przyjmuj mnie codziennie w Komunii św. - ona da ci moc...".  Hasło pielgrzymki jest gotowe: "Ona da ci moc".

- Z tym pomysłem poszłam do bp. Romana Pindla. Bardzo mu się spodobał. Wkrótce okazało się, że następcą ks. Mikołaja Szczygła w roli głównego przewodnika będzie ks. Tomasz Sroka - dyrektor katolickich szkół w Cieszynie i dotychczasowy przewodnik grupy św. Faustyny. Powiedziałam mu o haśle, o Eucharystii, a na kolejnym spotkaniu usłyszałam: "Gdzieś widziałem na Youtube, jak ksiądz szedł z Najświętszym Sakramentem wśród pielgrzymów. Może byśmy też tak poszli? Znowu poszliśmy do biskupa. Zwrócił nam uwagę na jeszcze dwa ważne znaki, związane z Eucharystią: krzyż i Ewangeliarz. W luźnej rozmowie rzuciliśmy jeszcze, że zrobimy własną monstrancję lub wypożyczymy.

Irena podzieliła się tą wiadomością z wielkim sprzymierzeńcem pielgrzymki ks. Jerzym Wojciechowskim, proboszczem jej parafii w Lipniku. Ks. Wojciechowski przejął inicjatywę. Pojechał do pracowni w Krakowie. Wrócił z wizytówką firmy, którą wręczył Irenie: "Dzwoń tam i powiedz, co ty chcesz".

- Trzeba było wykonać choćby szkic. Ks. Tomek mówi, że zna taką panią Ulę u siebie w pracy, artystkę, że zapyta - kontynuuje Irena. - Nie gubię rzeczy. A tak się złożyło, że tę wizytówkę z Krakowa zgubiłam…

Rzeźbiarka Urszula Górnicka-Herma przy modelu monstrancji łagiewnickiej.   Rzeźbiarka Urszula Górnicka-Herma przy modelu monstrancji łagiewnickiej.
Urszula Rogólska /Foto Gość

- Ksiądz mi przedstawił przez telefon swoją wizję. Miał być Pan Jezus Miłosierny i hostia - opowiada Urszula Górnicka-Herma. - Usiadłam i w trzy godziny machnęłam szkic. W ogóle nie czułam tego projektu. Bardzo się zdenerwowałam. Tak narażać Pana Jezusa na niebezpieczeństwo, bo przecież można się potknąć, upaść. Byłam nastawiona bojowo: w życiu nie pozwolę, żeby Jemu coś się stało! Ale w tym czasie puściłam sobie adorację Najświętszego Sakramentu online i przyszła mi myśl: Panie Jezu, a jak ja bym to zrobiła? Przypomniało mi się jeszcze coś. Niedawno ktoś wyłożył w moim kościele obrazki z monstrancją fatimską. Nigdy nie zabieram tego, co tam ludzie zostawiają, ale ta monstrancja bardzo mi się spodobała. Pomyślałam sobie, że chciałabym, żeby ta monstrancja - której przecież nie chciałam zrobić - była taka ażurowa, jak ta Matka Boża. Narysowałam szkic jeszcze raz i zaniosłam go ks. Tomkowi. Zobaczył go także ksiądz biskup. Ksiądz zadał mi wtedy pytanie: "Czy pani jest w stanie to zrobić?". Czułam, że mam odpowiedzieć: tak! Ale zaraz potem zadałam sobie pytanie: dlaczego ja? Jest tylu uznanych rzeźbiarzy w Krakowie. Wypadłam z branży. Po śmierci męża, od pięciu lat nie zajmuję się rzeźbą. Podzieliłam się tymi wątpliwościami z Honoratą, koleżanką z mojej wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Odparła krótko: "Jak to nie wiesz, dlaczego? Bo ty Go zrobisz z miłością!" Jak sobie zaczęłam uświadamiać, do czego zostałam powołania, obleciał mnie strach. Przyszła taka pokusa: nikomu o tym nie mów. To nie była dobra myśl. Powiedziałam paru osobom, które w tej intencji zaczęły się modlić.

Ula była pewna, że sama musi być duchowo przygotowana do pracy. Od wakacji wstaje codziennie o piątej rano, żeby mieć czas na czytanie słowa Bożego. Potem na 6.30 jedzie na Mszę św.

13 lutego przeczytała słowa z Księgi Rodzaju, że "wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą". - Nigdy wcześniej się nie zastanawiałam nad słowem "ulepił" i że jak się o czymś nie pomyśli, to tego nie ma. Pan Bóg nas ulepił i każdy fragment naszego ciała jest przez Niego przemyślany, ulepiony. Te słowa odsłoniły mi nowe horyzonty! Każdy fragment tej pracy chcę wykonać jak najlepiej, bo to dla mojego Pana Boga, który mnie ulepił na swój obraz i swoje podobieństwo. Teraz ja muszę wydobyć to podobieństwo. Jakież On ma zaufanie do człowieka, że oddał się w moje ręce!

Ula kontynuuje: - Wkrótce potem, podczas medytacji, uzmysłowiając sobie przed Kim staję, zaczęłam widzieć oko, podobne do ludzkiego. I wtedy przeczytałam słowa z Mądrości Syracha: "Położył oko swoje w ich sercu, aby im pokazać wielkość swoich dzieł. Imię świętości wychwalać będą i wielkość Jego dzieł opowiadać". Zrozumiałam: Jego obraz jest we mnie. Ja Go mam szukać, oddać wszystkie moje talenty - to jest moja odpowiedź na Jego miłość.

Kiedy przystąpiła do pracy, uruchomiły się wszystkie jej zdolności: zmysł konstrukcyjny, organizacja zagadnień technicznych. - Obeszłam pracownię, dom, szukałam rzeczy, które mogą mi się przydać. Stolik z obrotowym blatem do rzeźbienia powstał z talerzy sklejkowych. W domu znalazłam łożysko, do którego idealnie pasowały gwoździe z gumowymi łebkami i koraliki, które kiedyś tam kupiłam. Rurki do ogrzewania podłogowego, posłużyły za rusztowanie całej konstrukcji. Głowa Pana Jezusa osadzona jest na rurce z długopisu. Promienie i krzyż ukształtowały szprychy z roweru, druty z parasoli, elementy do zasłonek. Aureola to sztywny mosiężny drut, którego zwój przez 20 lat leżał w kącie. Miejsce na hostię to pokrywka z puszki na mleko dla niemowląt. Okazało się, że wszystkie materiały leżały w zakamarkach domu. Po przycięciu idealnie pasują do krzywizn, które narysowałam na papierze!

Irena Papla (P) i Urszula Górnicka-Herma przy projekcie monstrancji łagiewnickiej.   Irena Papla (P) i Urszula Górnicka-Herma przy projekcie monstrancji łagiewnickiej.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Kiedy zaczęła pracę, ciągiem przesłuchała cały "Dzienniczek". - Utkwiło mi, że Faustyna się nie martwiła - obraz Jezusa miała w sobie - dodaje Ula. - Wtedy zaczęła się moja modlitwa: Panie Jezu, pokaż mi swoją twarz. I do tej twarzy dojrzewałam. Zmieniałam ją wielokrotnie. Pojawił się problem: jak znaleźć tak szybko modela, mężczyznę, którego dłonie, stopy, twarz pomogą w realizacji projektu? I taki zbieg okoliczności: były ferie. Mój syn Rafał, student, pozdawał wszystkie egzaminy w terminie i przyjechał z Krakowa. Sfotografowałam go z każdej strony. Później w weekend niespodziewanie przyjechała córka Ania z zięciem Krzysztofem. Patrzę na jego męską twarz i… Zaczynałam już dreptać w miejscu, ciągłym poprawkami psułam to, co zrobiłam, a w twarzy Krzysztofa widzę to, czego mi brakowało w mojej rzeźbie! Dostałam dwa męskie modele na czas, kiedy tego najbardziej potrzebowałam. Jezus ma stopy Rafała, a twarz i dłonie Krzysztofa…

To fragment tekstu, który ukazał się w papierowym "Gościu Bielsko-Żywieckim" nr 17 na Niedzielę Miłosierdzia 28 kwietnia 2019 roku pod tytułem: To jest moja odpowiedź.

W sobotę 27 kwietnia monstrancję mogli już zobaczyć parafianie z bielskiego Lipnika. O symbolice projektu Urszuli Górnickiej-Hermy przeczytacie w tekście: Wyjątkowa monstrancja łagiewnicka jest już gotowa, a jak ostatecznie wygląda, zobaczycie w galerii zdjęć: Monstrancja łagiewnicka w parafii Narodzenia NMP w Bielsku-Białej Lipniku