Szymonowie i Weroniki znad granicy

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 17/2019

publikacja 25.04.2019 00:00

W parafialnych kartotekach widnieją nazwiska 230 osób: dzieci, kobiety, mężczyźni. Komplet. Ale to nie cała prawda o najmniejszej parafii w diecezji.

▲	Lesznianie w swojej świątyni w Niedzielę Palmową. ▲ Lesznianie w swojej świątyni w Niedzielę Palmową.
Foto MZ

Historia parafii św. Marcina w Lesznej Górnej to ponad 700 lat dziejów. Kościoła – ponad 300 lat. Te nie miałyby dziś większego znaczenia, gdyby nie 230 mieszkających tu katolików, ale i… ich sąsiadów, a nawet wirtualnych przyjaciół. Bo to oni tworzą prawdziwą wspólnotę. Od pięciu lat prowadzi ją ks. Mateusz Kierczak.

– Pierwsze skojarzenia z Leszną Górną? Czeska granica – uśmiecha się proboszcz. – W niedzielnej Eucharystii uczestniczy około 130–140 mieszkańców parafii, a kolejne 30–40 procent to nasi goście z Czech. Przychodzą regularnie i traktują to miejsce jak swoją parafię. Mieszkają na terenach, które dawno temu do niej należały – w Lesznej Dolnej, części Górnej, Trzyńcu. Niektórzy mają polskie korzenie, część to mieszane małżeństwa. Zasadniczo wszyscy rozumieją język polski, wielu mówi po polsku i szuka tego języka. Wielu przychodzi, bo tu ma bliżej niż do odległego o 6 km kościoła w Trzyńcu. A na miejscowym cmentarzu stoją groby ich bliskich.

„Dodatkowymi parafianami” są także osoby z wirtualnej wspólnoty Otuleni Modlitwą, która powstała po peregrynacji obrazu Jezusa Miłosiernego w 2016 roku. Każdy może wejść na internetową stronę parafii, wpisać swoje imię, intencję i dołączyć do modlących się za siebie nawzajem. Wspólnotę tworzy ponad sto osób.

– Choć parafia jest tak mała, potrafi się zatroszczyć o swój kościół. Tutaj wszyscy się znają, wszyscy dbają o to, co odziedziczyli po przodkach. Ich hojność pokazuje skala prac wykonana przez nich w ciągu ostatnich lat w kościele i na probostwie, które wyremontowali gruntownie bez większej pomocy z zewnątrz.

Ksiądz Mateusz Kierczak, na co dzień pracownik kurii diecezjalnej, jest ze swoimi parafianami od piątku wieczorem do niedzieli. W pozostałe dni mieszkańcy mogą uczestniczyć we Mszy św. w Puńcowie czy Goleszowie. Parafianie wiedzą też, że w przypadku nagłym – pogrzebu czy wyjazdu do chorego – mogą zawsze zadzwonić do swojego duszpasterza.

W weekendy ks. Kierczak sprawuje w Lesznej Eucharystię, spowiada, odprawia nabożeństwa, załatwia wszystkie proboszczowskie obowiązki, odwiedza chorych, spotyka się z grupami. Są wśród nich: Apostolstwo Dobrej Śmierci, Żywy Różaniec czy Wspólnota Szymona i Weroniki, która opiekuje się kościołem i terenem wokół niego. – Zaprosiłem ich pięć lat temu i od tego czasu są obecni w każdą sobotę – od 5 do 20 osób – w zależności od potrzeb – mówi kapłan.

W granicach parafii mieszka 13 dzieci. – Kiedy kupuję prezenty na św. Mikołaja, mogę to zrobić imiennie – przyznaje ks. Kierczak. To dzieci być może stworzą za jakiś czas wspólnotę młodzieżową. Młodzi, którzy dotychczas ją tworzyli, wyjechali na studia.

Jak mówi ks. Mateusz, Eucharystia i ten sam cel tworzą wspólnotę w Lesznej. Celem stała się troska o kościół, w którym jest obecny Pan Bóg i gdzie parafianie mają swoje miejsce. – Najważniejsze jest stałe duszpasterstwo, sprawowanie sakramentów tutaj, na miejscu. Przyjęliśmy na przykład, że młodzi z Lesznej bierzmowanie także będą przyjmować w swoim kościele. Zdarzyło się, że ksiądz biskup przyjechał, by udzielić sakramentu jednej osobie, innym razem dwóm czy sześciu.

Coraz chętniej z posługi sakramentalnej księdza korzystają chorzy parafianie. Pięć lat temu proboszcz odwiedzał cztery, pięć osób. Dziś jest ich jedenaście.

Parafia, nawet jeśli jest tak mała, jak każda inna przeżywa swoje rekolekcje adwentowe czy wielkopostne. W tym roku odwiedził ją ks. Sebastian Rucki ze wspólnotą Miłość i Łaska Chrystusa.

Okiem proboszcza

Ks. Mateusz Kierczak, w Lesznej od pięciu lat – Wszystkich moich 230 parafian zdążyłem poznać już na pierwszej kolędzie. Przy takiej liczbie nie potrzebujemy specjalnych spotkań, żeby omówić najważniejsze sprawy. Ludzie wiedzą, że zawsze, kiedy jestem na miejscu, mogą podejść, porozmawiać. W każdą sobotę jesteśmy razem przy pracach związanych z kościołem. To też okazja, żeby omówić plany i zamierzenia, odpowiedzieć na każde pytanie. Czeka nas jeszcze wiele prac gospodarczych: wyremontowanie wnętrza, dachu, ścian, podłogi i ławek. Ale przy takim zaangażowaniu wiernych nawet planuje się łatwiej. Chciałbym, żeby mieszkańcy Lesznej nadal byli wierni Ewangelii i Eucharystii, żeby czuli potrzebę i obowiązek, by w niej uczestniczyć, szukać jej.